piątek, 22 marca 2013

#8

Ubrałam się i postanowiłam pójść do sklepu. Mój brzuch domagał się jedzenia, a lodówka była pusta. Od kiedy przeprowadziłam się od rodzinnego domu dręczy mnie ten sam koszmar. Nie ma jedzenia! Gruba nie jestem, a nawet mam niedowagę, nie wiem jak to możliwe... W każdym bądź razie ja jestem wiecznie głodna. Przeprowadziłam się do Londynu z powodu studiów, a wcześniej mieszkałam z rodziną w Irlandii, niedaleko Dublina. Wracając, zeszłam w dół, po schodach całkiem zadbaną klatką schodową. Wychodząc z budynku założyłam słuchawki na uszy i w dupie miałam cały świat, i tak nikt nie zwracał na mnie uwagi, więc w razie czego nie muszę się nikim przejmować. Od najbliższego spożywczaka miałam 15 minut drogi, mimo, iż mieszkałam w centrum stolicy. Zdarzało mi się tu spotykać "znane" osoby, ale jakoś nie za bardzo zawracałam sobie nimi głowy. Moi ukochani piosenkarze już nie żyli, także jakoś nie za bardzo liczyłam, że ich spotkam... Weszłam do nie małego sklepu drzwiami obrotowymi i pierwsze co zobaczyłam to tłumy. Taakie tłumy jakich nigdy nie widziałam. Starałam się nie zwracać na to uwagi, ale trochę się zdenerwowałam, gdy jakaś nastolatka mnie pchnęła na półki z jedzeniem.
J: Myślisz?!- wrzasnęłam
Pewnie dzięki tym krzykom i piskom wcale mnie nie usłyszała. Gdy z trudem wzięłam jakieś "konkretne" jedzenie ruszyłam do działu ze słodyczami. O tak! Zrobię sobie dziś, samotnie spędzoną może, ale cudowną noc filmową! Z takim zamiarem zastanawiałam się ile tego "gówna", jak to moi rodzice określali, mam zabrać i jakie. Nie było zbyt dużego wyboru, który zwykle jest. Jeszcze trudno się dostać... Przeciskałam się przez ludzi, którymi były jakieś napalone fanki, mówiąc ciągle "Przepraszam". W końcu zdenerwowałam się, jak jakaś dziewczyna na mnie podniosła głos:
Dz: Każdy chce ich dotknąć! Co ja jestem, żeby cię przepuszczać?!
J: O... Skoro uważasz, że przyszłam tu, po to tylko żeby dotknąć jakiegoś twojego idola to się grubo mylisz! Ja jestem głodna i chce kupić coś do jedzenia, a ty mi tu mówisz, że nie będziesz mi ustępować. Ludzie, co z wami?!
Po moim wybuchu zaczęłam się pchać przez wszystkich na chama, próbując dojść do półki z żelkami. Było ich strasznie mało. Spakowałam jeszcze parę łakoci i skierowałam się do kasy. Kolejki oczywiście były nieziemskie. A ja oczywiście nadal nie wiem kto taki jest w sklepie... Wpatrzyłam się w plakat reklamujący jakieś mięso i się zamyśliłam. Z transu wyrwali mnie pędzący między półkami nastolatkowie, przeciskali się przez ludzi do wyjścia. Właśnie za nimi pędziły tłumy, kim oni mogli być...Przyglądałam się tej sytuacji, nie powiem, bawiło mnie to. Chwilę potem wyszłam ze sklepu, ponieważ skończyłam zakupy. Taszczyłam produkty spożywcze w kierunku domu. Jak się obróciłam zauważyłam, że ci chłopacy znów biegną. By;i nawet przystojni. Otrząsnęłam się, myśl trzeźwo Naomi, przecież miesiąc temu chłopak z tobą zerwał- mówiłam sama do siebie- ogarnij się, nie myśl o innych pięknych. Przestałam gadać sama do siebie, gdy, pod wynikiem popchnięcia mnie przez drugiego osobnika, straciłam równowagę i upadłam. Siatki z zakupami poleciały na różne strony. Nad sobą zobaczyłam Nialla Horana z One Direction, to pewnie za nimi uganiały się te pierdolone psychofanki ;__;
N: O boże, przepraszam cię! Nic ci nie jest?! Chodź odprowadzę cię do domu!
J: Weź, już spokojnie, ogarnij się! Nic się nie stało. Lepiej zobacz co z moim jedzeniem.
N: No bo wiesz... to jedzenie się już na nic nie nadaje...
J: Cudownie, a ja jestem cholernie głodna.
Próbowałam się podnieść, ale kostka mnie strasznie bolała.
J: Kurwa, tylko nie to.- powiedziałam przez zaciśnięte zęby
N: Co, co jest?? Mam cię zawieść do szpitala? Chodźmy już lepiej, bo te fanki nam nie dadzą spokoju.- założyłam mu rękę na ramię i spróbowaliśmy kawałek podejść- Chłopaki!- wrzasnął zrezygnowany blondyn
"CO?!"- zapytała jednocześnie grupa nastolatków stojąca parę metrów przed nami.
Rozpoznałam w nich resztę członków zespołu i chyba managera. Podeszli do nas bliżej.
H: Znowu jakaś fanka?- powiedział z drwiącym uśmieszkiem na ustach
J: Prędzej bym była chyba waszym hejterem niż fanką.- pojechałam po nim, widać, że ich to zabolało
Lo: To co jest?
N: Skręciła kostkę i straciła pięć toreb dobrego jedzenia. Wszystko tylko dlatego, że uciekałem.
Z: No to nie mamy innego wyjścia, niż zabrać cię do domu!- klasnął w dłonie
J: A czy ja wyraziłam zgodę?
L: Przecież ktoś musi się tobą zająć.
N: A ja słyszałem, z tego co mówiłaś do siebie, że nikt nie ma.- puścił mi oczko
J: Idźmy już!- odparłam zrezygnowana widząc tłumy
Wsiedliśmy do busa i pojechaliśmy do ich domu. Harry i Zayn zanieśli mnie na rękach na kanapę, po chwili przyszedł Liam z apteczką.
L: Dziewczyno, z tym trzeba jechać do szpitala.
J: Uhm, super.
* po powrocie, w domu One Direction*
J: To ja już wychodzę...
N: Nigdzie nie idziesz! Zostajesz na noc!
J: Właśnie, że idę.
L: Nigdzie się nie ruszasz, bo po pierwsze jest późno, a po drugie masz skręconą kostkę.
J: Mam zostać na noc u chłopaków, których nie znam?!
Lo: Zaraz do mnie przyjedzie Eleonor, da ci swoje ubrania i pogadacie. Na pewno się zaprzyjaźnicie!
J: Dobra, mogę zostać...
H: Musisz.- powiedział stanowczo Hazza
J: Jestem głodna, bardzo...- potwierdziło to burczenie mojego brzucha
N: U.. Ja też!
Powlekłam się, podskakując na jednej nodze do kuchni. Jednak Louis przełożył mnie przez ramię jak worek treningowy.
Lo: Lekarz mówił, że masz odpoczywać! Niall zrób jakieś kanapki... W sumie to nawet nie wiem jak masz na imię...
J: Jestem Naomi...
H: Skooro już zadajemy pytania to teraz ja! A więc Naomi, skąd pochodzisz?
J: Z Irlandii.
Z: O... To tak jak nasz Horanek!
Horan przyszedł właśnie z kanapkami więc zaczęłam je konsumować. Dołączyła do nas jakaś dziewczyna.
Lo: El, patrz jaka Naomi jest do Nialla podobna!
E: No tak, nawet. Mają takiego samego koloru włosy i oczy...
L: I jedzą tyle samo! Haha...
Z: Obydwoje są z Irlandii.
H: Wyczuwam nową parę...- Harry poruszył zabawnie brwiami
Wymieniliśmy między sobą, z Niallem, zdziwione spojrzenia.
Rozmawialiśmy przez jakieś półtorej godziny, nagle zapytałam się.
J: Kto ogląda ze mną mecz Manchester United?
Chłopcy posłali mi zdziwione spojrzenia.
Lo: A ty mówiłaś, że dziewczyny nie interesują się sportem...- zwrócił się do Eleonor
E: Wydawało mi się...
Po obejrzanym meczu poszłyśmy z Eleonor do pokoju gościnnego, tak jak mówili chłopcy, zaprzyjaźniłyśmy się.
E: Ja sama nie mam nic na przebranie, więc musimy się zadowolić ich ciuchami...- po czym wyjęła z szafki dwie koszulki
Mi dała koszulkę z napisem " FREE HUGS", a sobie wzięła koszulkę bez nadruku. Były o kilka rozmiarów za duże, więc musiałyśmy zabawnie wyglądać. Pogadałyśmy chwilę o swoim życiu, a potem Eleonor zmieniła temat
E: Zauważyłaś, jak Niall ci się przygląda? On się w tobie zakochał!
J: Czy ja wiem...
E: A ty? Co o nim sądzisz?
J: No cóż, jest słodki, uroczy i kochany... I ma ładne oczy *.*
E: No widzisz, ty też się zakochałaś! Teraz trzeba was jakoś wyswatać.
J: Przesadzasz.
E: Nie sądzę...
J: A ja owszem.
E: Czyżby?! Nie znasz moich możliwości!
Dziewczyna wybiegła z pokoju i krzyknęła w tym samym czasie co Louis:
E: Niall, Naomi cię kocha!
Lo: Naomi, Niall cię kocha!
Miałam ochotę ją dorwać za to, ale nie pozwoliła mi zwichnięta kostka, a poza tym to było urocze, że blondynek odwzajemnia moje uczucia...
*2 a.m.*
Nadal nie spałam, pomyśleć, że jeden dzień tak odmienił moje życie... Do pokoju wszedł Niall. Horanek też jeszcze nie spał.
N: Hej, skoro ty też nie śpisz to chciałbym z tobą pogadać...
J: Jasne, mów.
N: No, b...bo ja, ja cię kocham!- po chwili mina mu zrzedła- Chyba, że nie czujesz tego samego i Eleonor kł...- nie dokończył, bo przerwałam mu pocałunkiem
N: To co? Będziesz moją dziewczyną? Ja cię nie zranię, jak inni co byli przede mną. Ja będę cię chronił jak jedzenia! Przyrzekam!
J: Ale ty romantyczny...- cichutko się zaśmiałam- Oczywiście!- odpowiedziałam na pytanie
Tak zrodziła się historia miłości, aż do końca. Historia związku idealnego.
_________________________________________________________________________________
I jak? Podobało się? Mam dzisiaj wyjątkową wenę, bo cały czas coś jem i może napiszę jeszcze jednego imagina. Następną część #4 dodam może jutro, a może nie, bo wcale nie komentujecie :c To ja narazie żegnam ^^

1 komentarz: