Dziś
obóz integracyjny. Razem z moją nową klasą mamy pojechać do wsi, aby się tam
‘zintegrować’. Przeprowadziliśmy się do Polski z ojcem i mamy tu mieszkać przez
trzy lata. Ojciec ma tu interesy, więc ja ma tu się uczyć, całe liceum. Przez
parę lat uczyłam się języka, obecnie biegle umiem sześć języków. Matkę mam z
Irlandii, także akcenty mam opanowane. Odziedziczyłam po niej urodę: rude,
kręcone włosy, duże, zielone oczy i twarz usiana piegami. Muszę przyznać to
jest urocze. Wracając. Wyskoczyłam z samochodu i szybko wzięłam torbę z
rzeczami, zbiegając na dół wzięłam jeszcze jabłko i wbiegłam z powrotem do
samochodu. Nie mieliśmy dużo czasu bo od uroczystości rozpoczęcia roku, do
wyjazdu na wycieczkę mieliśmy niecałe pół godziny, a mój dom znajduje się na
drugim końcu miasta.
J: Jedźmy już!- krzyknęłam do taty siedzącego za kierownicą, to był cud, że
miał dla mnie czas. Musiałam się przebrać na normalne ubrania w samochodzie, bo właśnie wróciliśmy z rozpoczęcia.
Na miejscu przytuliłam tatę i udałam się do nie za bardzo szczupłej pani, która
miała być moją wychowawczynią.
W: Hailey Edwards?
J: Tak, to ja.- przyjaźnie się uśmiechnęłam
W: Skąd jesteś?
J: Trudno powiedzieć… z Wielkiej Brytanii- powiedziałam zgodnie z prawdą. Ojca
mam z Anglii, a mamę z Irlandii.
W: Wspaniale!- klasnęła w dłonie, trochę się przestraszyłam- Wsiadaj już do
autokaru i zajmij wolne miejsce.
Zgodnie z poleceniami nauczycielki wsiadłam do autokaru. Znalazłam sobie wolne
siedzenia prawie na samym tyle. Rozłożyłam swoje rzeczy i wyjęłam tablet. Ledwo
go włączyłam, a już usłyszałam głos:
Ch: Mogę się dosiąść?- spytał wysoki brunet
Rozejrzałam się po autokarze, było jeszcze dużo miejsca. Jednak odparłam
J: Skoro nalegasz… Jasne!- uśmiechnęłam się
Przesunęłam się pod okno i przyłożyłam rozgrzaną twarz do chłodnej szyby.
Ch: Jak masz na imię?
J: Jestem Hailey.
Ch: Skąd jesteś?
J: Powiem ci, jak dowiem się jak masz na imię.- byłam stanowcza
Ch: Jestem Daniel, odpowiadaj na pytanie.- powiedział poważnym głosem
J: Pochodzę z Wielkiej Brytanii.
D: A gdzie mieszkałaś?
J: W Irlandii.
D: Mogłem zgadnąć po akcencie. Trudno jest się uczyć polskiego?
J: Bardzo, to dziwny język…
D: Ej…
J: Taka prawda!
D: A po co przeprowadziliście się do Polski?
J: Interesy ojca i śmierć matki- na wspomnienie tego oczy zaszkliły mi się
D: Musi być ci ciężko…- powiedział ze współczuciem
J: Nawet nie wiesz jak, ale wspiera mnie psychicznie kuzynka. Pozwól, że
pogadam z nią na Skype.
D: Masz tu Internet?
J: Tak.- oznajmiłam bez uczuć
Włączyłam aplikację i oczekiwałam tylko, żeby Perrie była dostępna. Tak, to ona
jest moją kuzynką. Prośby zostały spełnione, włożyłam słuchawki w uszy i
zadzwoniłam. Po odebraniu przez nią połączenia, w głośnikach dało się słyszeć
krzyk i pisk, zaczęłyśmy konwersację w języku ojczystym:
P: Hailey! Tak długo nie dzwoniłaś! Martwiłam się i tęskniłam.
J: Domyślam się. Dlaczego u ciebie jest taki hałas?!
P: Pamiętasz tego Zayn’a?
J: Tego o którym mi cały czas gadałaś?
P: Tak! Wiesz i on dwa dni temu poprosił mnie o chodzenie!
J: To cudownie! Ale to nadal nie wyjaśnia tych hałasów w mieszkaniu.
P: No bo on jest w takim znanym boys- bandzie, One Direction.
J: I…
P: Nie przerywaj! Tam jest pięciu chłopaków, najmłodszy ma osiemnaście, a
najstarszy 23. No i ogólnie oni przyszli dzisiaj do mnie.
J: Współczuję…
P: Kto obok ciebie siedzi?- przesunęłam tablet w stronę chłopaka
J: To jest Damian.- chłopak widząc to, pomachał Pezz, na co ona mu odmachała
P: Mrr…
D: Ty znasz Perrie Edwards?- zwrócił się do mnie
J: Idioto, to moja kuzynka!- chłopak był najwyraźniej oszołomiony, zwróciłam
się do Perrie- Mogę zobaczyć tych co latają po twoim mieszkaniu?
P: Tak.- powiedziała, po czym odwróciła się i wrzeszczała na chłopaków
Nie czekałam długo, a w kamerce ujrzałam piątkę chłopaków. Rozmawialiśmy sobie
z nimi ok godziny, po czym rozłączyłam się, mówiąc, że jestem zmęczona.
D: One Direction też znasz?!
J: No teraz to tak.- posłałam mu serdeczny uśmiech
Obydwoje odwróciliśmy się do tyłu, żeby nawiązać jakąś rozmowę z resztą
uczniów. Wydawali się już znać Daniela, bo mówili do niego po imieniu. Pogadaliśmy trochę, a ja odczuwając głód, odwróciłam się z powrotem na
nasze miejsce i wyjęłam śniadaniówkę, konsumując MOJE jedzenie, w ukryciu przed
nauczycielem. Ledwo skończyłam jeść, a już usłyszałam głos nauczycielki: „Jesteśmy na miejscu”.
Wysiadając z autokaru w oczy rzuciła mi się duża stajnia, a obok niej sporych
rozmiarów budynek mieszkalny. Domyśliłam się, że to nasz ośrodek. W końcu ten
wyjazd nie kosztował mało. Tak jak myślałam, z bagażami skierowaliśmy się na
plac przed owym budynkiem. Wychowawczyni powiedziała nam o zasadach tam
panujących i zostaliśmy przydzieleni do pokojów. Na mnie natrafiły modnisie,
nie byłam z tego specjalnie zadowolona, ale postanowiłam zachowywać się
optymistycznie. Skierowałyśmy się do pokojów. W pokoju znajdowały się trzy
łóżka piętrowe i jedno jedno- osobowe. Wybrałam dolną część łóżka piętrowego w
rogu pomieszczenia. Wyjęłam rzeczy , które miałam zamiar ubrać i schowałam
walizkę pod łóżko. Na półce znajdującej się najbliżej mojego miejsca położyłam
jedzenie i zgrzewkę napojów. Zaczęłam przyglądać się reszcie, nie minęło pięć
minut, a już przestało mnie to interesować. Do pokoju weszła nauczycielka,
mówiąc:
N: Obiadu nie będzie, czekajcie na kolację o 19:30. Dziś nie mamy żadnych
zajęć, także możecie robić co chcecie.
Ucieszyłam się w duchu, postanowiłam się trochę przewietrzyć. Wyszłam z
kompleksu i automatycznie ruszyłam w stronę stadniny. Głaskałam przez jakiś
czas konie, jednak gdy już mnie to zmęczyło, wróciłam z powrotem do budynku. Na
korytarzu spotkałam Daniela.
D: Jak tam z twoimi współlokatorkami?
J: Daj spokój…- machnęłam ręką- A u ciebie?
D: Ja chodzę do tej szkoły od gimnazjum, o mnie się nie martw.- roześmiał się-
Chodźmy na kolację, umieram z głodu.
J: Tak jak ja… Poczekaj pójdę po bluzę.- powiedziałam i pobiegłam do mojego
pokoju
Wyjęłam bluzę z kocimi uszami i wyszłam.
D: Fajna bluza.
J: Uważam, że jest UROCZA.
D: Powiedz ‘r’.
J: Nie…
D: No powiedz.
J: Nie! Poza tym już idziemy do stolików.
D: Usiądź ze mną!
J: Nie, bo będziesz mnie nękał tym…- nie dokończyłam, bo wiedziałam do czego to
zmierza
D: Czym?- odparł z chytrym uśmiechem na ustach
J: Oj… Ty już wiesz…
D: Nie, nie wiem…
J: Spadaj.
D: Nie ma mowy! Siedzisz ze mną.- powiedział po czym pociągnął mnie za rękaw
bluzy do stolika, przy którym ktoś już siedział.- Poznajcie Hailey, będzie z
nami chodziła do klasy! To kuzynka…- nie dokończył, bo zakryłam mu usta dłońmi
Chłopcy spojrzeli po sobie, po czym zaśmiali się. Zjadłam całkiem sporo
jedzenia, następnie bez słowa odeszłam od stolika i poszłam do pokoju. Była
tylko brunetka, która zdaje się mieszka ze mną. Zignorowałam ją i rzuciłam się
na łóżko. Z racji, że łazienka nie była zajęta, poszłam się umyć. Po prysznicu
w niezbyt czystej kabinie prysznicowej, nasmarowałam ciało masłem kakaowym i
założyłam piżamę. Wyszłam z łazienki, wrzuciłam ubrania do walizki, a sama
położyłam się na łóżko na plecach. Usłyszałam dźwięk skrzypiących drzwi.
Natychmiastowo poderwałam się i usiadłam po turecku. Do pokoju wszedł Daniel.
A:Kogoś szukasz?- spytała Agata
D: Taak, a mianowicie… JEJ!- pokazał palcem na mnie
J: Czego znowu?
D: Chodź ze mną!
Wzięłam tablet ze sobą i zostawiłam oszołomioną Agatę i jej przyjaciółkę na
środku pokoju. Na korytarzu spytałam Daniela:
J: Czego chcesz? Jestem w piżamie!
D: No widzę przecież, chodź.
J: Gdzie idziemy?
D: Do mojego pokoju!
J: I co ja mam tam robić?
D: Będą moi znajomi. Może się z kimś zaprzyjaźnisz…
J: Jakbym była jakąś chłopczycą.
D: Dziewczyny też będą, to są naprawdę fajni ludzie.
J: Postaram się tobie zaufać.
Chłopak otworzył drzwi pokoju i wpuścił mnie pierwszą do środka.
J: Hej, jestem Hailey.- powiedziałam nieśmiało
Wszyscy: Hej!
Zaczęli mi się po kolei przedstawiać. Nagle jedna z nich, Marcelina,
zaproponowała mi:
M: Może przeniesiesz się do nas… Mamy wolne miejsce, ty pewnie nie chcesz
przebywać w towarzystwie tych pustaków, a wychowawczyni się na pewno zgodzi.
J: Jasne!
Z: To chodźmy już do pani!- powiedziała rozentuzjazmowana
Razem z trójką dziewczyn wyszłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się do
wychowawczyni. Ona od razu się zgodziła. Poszłyśmy po moje rzeczy. Trochę mi
zajęło pakowanie jedzenia. Agata widząc to, oburzyła się:
A: Gdzie ty idziesz?
N: Spędzi ten tydzień w naszym pokoju.- powiedziała z dumą Natalia
Wystawiłam moim byłym współlokatorkom język i obładowane bagażami wyszłyśmy z
pokoju. Daniel pomógł nam z walizką, bo pokój znajdował się na wyższym piętrze,
na które trzeba wejść po stromych schodach. Odbierając bagaże od chłopaka
podziękowałam mu i weszłam z dziewczynami do pokoju. Wybrałam sobie dolną część
łóżka piętrowego, które stało naprzeciw telewizora. Nade mną będzie spała
Marcelina. Walizkę schowałam pod łóżko, a słodycze położyłam na szafce. Była
już 22, więc wyjęłam tablet i postanowiłam obejrzeć film. Marcelina zeszła do
mnie i się przyłączyła. Wybór padł na Titanica.
*trzy miesiące później*
Kolejny spokojny dzień w szkole. Nie musiałam się niczym martwić, bo dobrze się
uczę. Przebrałam buty na Martensy i założyłam na siebie kurtkę khaki. Wyszłam
ze szkoły w towarzystwie Marceliny i paru innych dziewczyn, które wracały tym
samym autobusem. Nieoczekiwanie z jednego z samochodów wysiadła Perrie i
podbiegła w moją stronę. Pociągnęłam ją w bok.
J: Co ty tu robisz?!
P: Przyjechałam! Powinnaś się cieszyć…- powiedziała z udawanym zasmuceniem, po
czym roześmiałyśmy się
J: Ty chyba nie jesteś świadoma ile tu masz fanek, one ci spokoju nie dadzą!
P: Nie przyjechałam tu sama…
J: Jak to nie? Kto z tobą jest?
P: Mój chłopak i jego przyjaciele.
J: O mój Boże, mają przejebane… Uświadomię wam to w domu. Poczekaj, pójdę
powiedzieć Marcelinie, że jadę samochodem.
P: Marcelinie?- powiedziała łamiąc sobie przy tym język
J: To polskie imię…
Odeszłam od niej i poszłam powiedzieć Marcelinie.
M: Nie wsiadaj do samochodu obcych ludzi.- przestrzegała
J: Oni nie są obcy… Zresztą jutro ci wszystko powiem, a teraz pa!
M: Pa…- odkrzyknęła z nieudawanym zdziwieniem
Podążyłam do samochodu, z którego wcześniej wyskoczyła szalona kuzynka.
H: A więc tak Hailey wygląda na żywo!
J: Miłe przywitanie…Jakie z was nieokrzesane dzieci…
Lo: Starsze od ciebie!
J: Ale głupsze.- wystawiłam mu język, a on udawał, że się obraził
Chłopcy cały czas zagadywali i opowiadali różne dowcipy. Najzabawniejsze było
to, jak za każdym razem gdy Harry opowiadał swoje historyjki i ‘żarty’, które
wcale nie były śmieszne, dostawał w krocze od Louisa. Nie minęło dwadzieścia minut, a już
znaleźliśmy się pod moim domem.
P: Jest wujek?
J: Ojca nie ma.- bez emocji jej oznajmiłam
P: Można się było domyśleć.
J: Wy idźcie na górę do mojego pokoju, a ja zamówię pizzę.
Zadzwoniłam do pizzerii, po złożeniu zamówienia, jak już się rozłączyłam za
sobą ujrzałam Hazzę.
H: Śmieszny jest ten polski.
J: Też tak uważam. Chodźmy na górę!
Weszliśmy do pokoju, w którym reszta już siedziała. Usiadłam na podłodze i
zaczęłam mówić.
J: Czy wy jesteście świadomi skutków waszego przyjazdu tutaj?
L: Nie martw się, wszystko załatwiliśmy z Paulem.- zapobiegł mojemu wykładowi
J: Będziecie musieli wszędzie wychodzić z ochroną… To nie jest przyjemne.
Z: Jak Perrie przyjechała to my też!
J: Radzę wam się pilnować.- zmierzyłam ich piorunującym wzrokiem
Lo: Zachowujesz się doroślej ode mnie!- roześmiał się
Zarumieniłam się. Minęła nam godzina rozmawiania o tym co się dzieje w naszym
życiu. Rozległ się odgłos domofonu. Poderwałam się szybko z miejsca i
najszybciej jak się dało ruszyłam w stronę drzwi.
H: Gdzie tak pędzisz?!
J: Pizza idioto!- Niall słysząc to, pobiegł za mną
Rozbawiło mnie to, wzięłam pieniądze ze stolika i w białych skarpetkach
wybiegłam na dwór do dostawcy. Dałam pieniądze, mówiąc ‘ Reszty nie trzeba’ i
serdecznie się uśmiechając. Odwróciłam się i zobaczyłam stojącego kilkanaście
centymetrów ode mnie.
J: Przestraszyłeś mnie!- powiedziałam i udając obrażoną obróciłam się do niego
plecami
Ten mnie przytulił i już chciał wziąć z moich rąk pudełka z pizzą, ale ja
zdążyłam mu uciec. Wystawiłam mu język i szybko pobiegłam do pokoju.
J: Jedzmy dopóki on tego nie dorwie.
Zdążyliśmy sobie nałożyć po trzy kawałki kiedy Niall wbiegł do pokoju. Zostało
jeszcze jedno opakowanie. Blondyn od razu wziął je w swoje ręce i zaczął
konsumować.
Po skończonym posiłku zaproponowałam film. Zeszliśmy na dół do salonu, w którym
stał całkiem spory, 60’ calowy telewizor.
J: Co oglądamy?
L: Toy Story!
J: Czyli Króla Lwa, która część?- nie dawałam im dojść do głosu- Macie rację,
pierwsza najlepsza.
Bez słowa włożyłam płytę i usiadłam obok Nialla. Podczas filmu popłakałam się.
Zawsze mnie wzruszał. Usłyszałam szczekanie za szklanymi drzwiami, prowadzącymi
na taras. Można było zauważyć w nich mojego psa, rocznego, czarnego Cocker
Spaniela.
P: Charlie!- otworzyła drzwi i przywitała się z psem- Śliczny jest!-
powiedziała, po czym skierowała się do Zayna- Kiedyś też takiego będziemy mieć.
Spojrzałam na zegarek, była już 9 pm.
J: Gdzie będziecie spać? Mam tu miejsce tylko dla Perrie.
Z: O nas się nie martw, mamy miejsca zarezerwowane w hotelu.
H: Odbierzemy cię jutro ze szkoły- puścił mi oczko
J: Jasne…
Lo: To my już idziemy!
Zayn pocałował Perrie. A ja przytuliłam resztę. Odprowadziłyśmy ich do furtki,
a następnie skierowałyśmy się do mojego pokoju. Po wieczornej toalecie
usiałyśmy na łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać.
P: To co… Który ci się najbardziej spodobał? Hm…- zaśmiała się
J: Perrie!- skarciłam ją
P: No ale tak na serio, to który?
J: Ale nikomu nie powiesz?- dziewczyna pokręciła przecząco głową- No dobra… to
jest Niall.
P: Wiedziałam!
J: Dlaczego się tak cieszysz?!- zdziwiłam się
P: Wygrałam zakład…
J: Perrie…
P: Dobra młoda, idź już spać.
Obudziłam się o 6:30, bo tak miałam ustawiony budzik. Perrie jeszcze smacznie
spała. Umyłam się i ubrałam. Na śniadanie zjadłam płatki i napisałam kartkę dla Pezz, a obok niej
położyłam klucze do domu. Wyszłam z domu i zamknęłam za sobą drzwi. Przywitałam
się z Jerrym, moim szoferem i wsiadłam do auta.
W wejściu do szkoły zastałam Daniela.
D: Hailey.- pomachałam mu i poszłam do szatni
Dziś miałam trzy sprawdziany i dużo kartkówek. Teraz jest przerwa przed
ostatnią lekcją. Udało mi się zaciągnąć Marcelinę do toalety, aby wytłumaczyć
jej wydarzenia z wczorajszego dnia.
M: No, opowiadaj co się wczoraj działo.
J: Nie wiem czy wiesz, ale ta Perrie Edwards jest moją kuzynką.
M: Oja, naprawdę?!
J: Tak, ale obiecaj, że się nikomu nie wygadasz!
M: Obiecuję!- położyła rękę na piersi
J: No i wiesz… Jej chłopak to…
M: Tak! Wiem! Zayn Malik!- pisnęła i momentalnie zakryła usta dłonią
Była directioner, także się jej nie dziwię.
J: No i- kontynuowałam- Ten cały Zayn i jego przyjaciele z zespołu przyjechali
z nią do Polski. Tylko mi nie zemdlej proszę…
M: Ja pierdole- zaczęła gadać coś po polsku tak szybko, że nie mogłam jej
zrozumieć
J: Ogarnij się i nikomu nie mów- ostrzegłam- Wtedy cię z nimi poznam, jeśli
umiesz dobrze mówić po angielsku.
M: Umiem! Umiem!- była taka podjarana, że z trudem można była ją zrozumieć
J: Chodźmy już na lekcje.- powiedziałam słysząc dzwonek
Nauczyciele w tej szkole są wyjątkowo punktualni, nie jest to byle jaka szkoła,
tylko jedna z tych lepszych.
Weszłyśmy do Sali, Marcela na lekcji cały czas przesyłała mi znaczące
spojrzenia. Wychodziłam ze szkoły obok Daniela i Marceliny. Podbiegło do mnie
dwóch chłopaków, na początku nie wiedziałam kim są, ale później się domyśliłam.
Przytuliłam ich. Pociągnęłam oszołomioną Marcele za rękaw.
J: Pa, Daniel!- zwróciłam się do chłopaków- Chodźmy już!
Wsiedliśmy do samochodu, posadziłam Marcelinę obok Pezz.
P: Kto to?
J: Moja przyjaciółka- po czym szepnęłam do Pezz- Ona ich uwielbia.- pokazałam
na chłopaków, po czym powiedziałam głośniej- Zostaje u mnie na weekend.
Hazza był najwyraźniej zadowolony tym obrotem sprawy.
J: Marcelina mówi po angielsku dobrze, tylko teraz jej mowę odebrało. –
powiedziałam po czym usiadłam na siedzeniu obok Nialla i się w niego wtuliłam.
Perrie do mnie mrugnęła. Boże, ona tylko
o tym…
Lo: Może gdzieś pojedziemy?
H, M: Tak!- spojrzeli po sobie i się zaśmiali
J: Odwieźcie mnie wtedy do domu, nie czuję się najlepiej.- Niall dotknął mojego
czoła
N: Masz wysoką gorączkę, zostanę z tobą.
Jak powiedział tak zrobił. W dwójkę weszliśmy do domu, ja położyłam się na
kanapie, a Niall, jak to Niall ruszył ku kuchni. Po chwili wrócił z talerzem
kanapek i kubkiem herbaty w ręku.
J: Ty to zjesz?!
N: Nie.- zaśmiał się uroczo- To ty to zjesz.
J: Tyle?! Ja nie dam rady.
N: Dasz radę.- wziął jedną kanapkę- A teraz otwórz buzię.- powiedział
pieszczotliwie
J: Nie dzięki, aż taka chora nie jestem, żebyś musiał mnie karmić- podniosłam
się i wzięłam kanapkę
Nialler pomógł mi w zjedzeniu większości kanapek, sam je konsumując. Po
skończonym posiłku ułożyłam się na nogach chłopaka i zasnęłam. Obudziły mnie
krzyki chłopaków.
N: Zamknąć ryje! Hailey śpi!- skarcił ich
J: Już nie…- powiedziałam, przeciągając się- Ile spałam?
N: Półtorej godziny.
J: Nogi cię nie bolą?
N: Nie…- uśmiechnął się serdecznie
P: Gruchajcie gołąbki, gruchajcie.- pokazałam jej środkowy palec
Poszłam do pokoju przebrać się i z powrotem położyłam się spać. Już zamykałam
powieki, gdy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
N: To ja…- usłyszałam spokojny głos Nialla
J: Wejdź.
Chłopak zamknął drzwi za sobą i usiadł na moim łóżku.
J: Chcesz coś?
N: Może jak już wyzdrowiejesz poszłabyś ze mną gdzieś? Rozumiem jeśli nie
chcesz…
J: Oczywiście, że chcę Horanku.
*sobota*
Dziś wieczorem idę z Niallem do restauracji. Miałam jeszcze godzinę. Założyłam to, włosy pozostawiłam rozpuszczone, a rzęsy potraktowałam tuszem. Wraz z dźwiękiem dzwonka do drzwi zeszłam na
dół.
N: Hm, Irlandzka piękność…- zarumieniłam się na te słowa
Pojechaliśmy do jednej z droższych restauracji na romantyczną kolację. Horan mi
się podobał, jednak nie byłam pewna, czy zakochałam się z wzajemnością, dlatego
ucieszyłam się na ten wieczór.
Chłopak odsunął mi krzesło i pozwolił usiąść, a sam usiadł na krześle
naprzeciwko mnie. Złożyliśmy zamówienia i zaczęliśmy rozmowę. Niall przez
chwilę się jąkał, a potem rzucił pod nosem
N: Zakochałem się w tobie.
J: Naprawdę?
N: Wiem, to żałosne… Pewnie masz już chłopaka.
J: Myślałam, że to ja się zakochałam w tobie, a nie ty we mnie.
N: Serio?! Cudownie!- powiedział radośnie- To… Czy chcesz zostać moją
dziewczyną?
Nie powiedziałam nic tylko go pocałowałam, był z początku zaskoczony, ale potem
oddał pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie,
bo kelner przyniósł nasze zamówienie.
Do domu wróciliśmy już jako para.
Minęło pięć lat, Niall miesiąc temu oświadczył mi się i wszystko nam się
układa.
_____________________________________________________________________________________________
Przepraszamy za tydzień nieobecności. Martyna ma coś dodać jutro ;3 Ja jestem mega zmęczona i jak widzicie najwyraźniej weny nie miałam, głupio wyszedł. Ale ważne, że jest. Proszę o szczere komentarze, lub w ogóle jakiekolwiek komentarze. Komentarze można dodawać z anonima, także się o nic nie martwcie. No, a na Wielkanoc, życzę Wszystkiego najlepszego! I trwania w miłości do One Direction.
Dobranoc
ooom nooom om noom <33
OdpowiedzUsuń