Coś mi się wydaje, że ten imagin będzie miał jeszcze ze dwie części... Pisałam go na kartce, wczoraj wieczorem. Miałam ochotę coś napisać, niestety miałam brak dostępu do laptopa i ogólnie internetu.
_________________________________________________________________________________
Obudziłam się następnego dnia o 7. Wzięłam prysznic, ubrałam się i zjadłam płatki. Jako, że jest sobota i nie ma szkoły, postanowiłam wyjść na spacer z Molly. Jednak wychodząc z domu spostrzegłam, że Londyn objawia swoje prawdziwe oblicze w postaci deszczu. Narzuciłam na siebie za dużą o kilka rozmiarów czarną kurtkę i wyszłam z domu. Deszcz lał, mimo to, ja i Molly byłyśmy chyba jedynymi szczęśliwymi stworzeniami w tym mieście. Wkraczając do parku można zauważyć, że na prawdę dużo ludzie jest o wczesnej porze. To było nienaturalne jak na zwykle zabiegany Londyn i taką ponurą pogodę. Musiało się coś dziać. Nie zwracając uwagi na te 'tłumy' ruszyłam wgłąb parku napawając się każdą kroplą deszczu. Przedłużyłam psu smycz i pozwoliłam biegać szczeniakowi dalej. Zaczął mi przeszkadzać ten hałas, więc założyłam słuchawki na uszy i wcale nie myślałam teraz o tym prawdziwym świecie. Rozpuszczając się w melodii nawet nie zauważyłam, że obok mnie ktoś idzie. Zdjęłam słuchawki z uszu i momentalnie (nie wiem jak to się po polsku pisze xd) się odwróciłam w stronę sprawców, bo było ich kilka. Powoli zaczęły mi się przypominać te ich twarze. Chwila... to nie mogli być oni!!
J: C...co wy tu robicie?
Lo: Nie widzisz? Idziemy obok ciebie.
J: No taak.. Ale co z tymi wszystkimi fankami?
H: Jak widzisz, na razie tylko ty nas rozpoznałaś.- dopiero teraz zauważyłam, że są w kapturach i okularach przeciwsłonecznych
J: Właściwie to sama nie wiem jak tego dokonałam...
Z: Wydaje mi się, że musimy się zwijać, bo niedługo te fanki tego dokonają również...
N: Co proponujesz?
J: W sumie to możemy iść do mojego domu... Słyszałam, że ten wasz Paul ma się spotkać z mamą o 11 u nas, to was weźmie. Z wami to jak z dziećmi...
L: Jeszcze nas dobrze nie znasz!- chłopcy wybuchli śmiechem.
Lo: To co? Idziemy!
H: Mogę?- powiedział, wskazując na Molly.
J: Jasne! Nie krępuj się!- i szliśmy dalej
H: Nie myślałaś o tym, że kot byłby lepszy?- oczy mi się momentalnie zaszkliły- Spokojnie, mi możesz powiedzieć.
Niall objął mnie ramieniem i zapytał:
N: Coś się stało? Nam możesz zaufać.- powiedział, po czym spojrzał mi głęboko w oczy
J: Mogę powiedzieć wam w domu?
Lo: Jasne!
Dalej szliśmy w milczeniu. Przypomniały mi się wszystkie chwile spędzone z moim kotem. Miałam go bardzo długo, był dla mnie całym światem. Pewnego dnia, zupełnie niedawno, jednak wtedy mieszkałam zupełnie gdzie indziej, dowiedziałam się, że mój kot zdechł. Wszystko bym lepiej przeżyła, gdyby nie to, że kot został zabity przez miejscowego 'myśliwego', który uważał, że kot mu przeszkadza. Pamiętam jak w tym czasie się załamałam, zaczęłam ciąć. Mama powiedziała wtedy, że kupi zwierzaka, jednak wybrała psa, ponieważ tam gdzie mieliśmy się przeprowadzić, a teraz mieszkamy, jest hodowla. Bardzo chciałam mieć kota, ale mama się uparła, że jak zwierzak, to pies, bo taki kot siałby tylko zniszczenie. Tak, moja matka nie przepada za kotami... Wybudziłam się z moich rozmyślań kiedy zbliżaliśmy się do mojego domu.
J: To tu!- powiedziałam już pełna entuzjazmu
Przekręciłam klucze w drzwiach i znaleźliśmy się w środku.
J: Mamo! Przyprowadziłam ci twoje One Direction! - krzyknęłam- Hm... Cud, że jeszcze zapamiętałam tą nazwę...- dodałam pod nosem
Odpięłam Molly od smyczy i totalnie ignorując 'gości', ruszyłam w stronę kuchni. Nalałam psu wody i nasypałam jedzenie. Spojrzałam na zegarek, już 10. Założyłam słuchawki na uszy i wyjęłam z lodówki jogurt. Poszłam do pokoju, żeby w spokoju konsumować wiśniowy serek. Jednak długo ten spokój nie potrwał, ponieważ do mojego pokoju wpadło kilku chłopaków.
H: Nas się nie ignoruje!- powiedział Hazz, skacząc po łóżku.
Lo: Dokładnie!- dołączył do Harrego, Louis.
Niall zaczął mnie łaskotać i tylko szepnął do ucha ' Nigdy nie ignoruje...' Jako, że mam ogromne łaskotki zaczęłam się wić ze śmiechu i próbowałam wydusić z siebie ' Proszę przestań'.
H: Pozwól nam zostać... Niall wtedy przestanie...- chłopak puścił do niego oczko
J: Dobra, pozwalam.- powiedziałam, zmęczona śmiechem, resztkami sił, pod wpływem emocji.
H: Słyszeliście chłopaki?! Pozwoliła nam zostać!
J: Zrobiłam to pod wpływem emocji!
N: Ale to zrobiłaś!
J: A gdzie jest Lou i reszta?
H: Pojechali do swoich dziewczyn, a Paul z twoją mamą mieli gdzieś pojechać coś omówić, ale nas to nie obchodzi!
N: To co robimy?
J: Idziemy jeść!
H: Przed chwilą jadłaś!- pokazał na pusty kubeczek po 0,5 l jogurcie.
J: No właśnie! Przed chwilą! Gdybym mogła, to cały czas bym jadła.
H: Ty się zgrywasz, czy mówisz serio??- zaczął dźgać mnie po brzuchu Hazza- Jesteś zupełnie jak Niall
J: Możesz już mnie nie dźgać i możemy iść do kuchni?
N: Dobry pomysł!
H: Ok... Ale potem obejrzymy film!
*w kuchni, podczas konsumowania posiłku*
N: To jaki film obejrzymy?
J: Może jakiś horror? Przy innych zasypiam na samym początku.
H: Dobra, niech będzie wtedy the Ring.
N: A przy horrorach kiedy zasypiasz?
J: To zależy ale chyba w połowie... Dla mnie horrory to i tak najciekawsze filmy...
H: To z tobą normalnie do kina pójść nie można!
J: No tak, nie za bardzo... Może już włączysz ten film.
Harry postawił laptop na stoliku przed nami, a sam usiadł obok mnie. Nacisnął przycisk odtwarzania i zaczął się ' siejący grozę' film. Niestety ja zasnęłam po tym, jak Samara wyszła z telewizora. Obudziłam się leżąc na czyiś kolanach i pies lizał mi palce u stóp.
J: Hhaahahahhaahah, Molly! To łaskocze!
H: O, księżniczka się obudziła!- wyszedł zza ściany Harry z jabłkiem w ręku- zasnęłaś przy najstraszniejszej scenie!
N: To może z powodu braku snu... Jest już 20.18 a ty spałaś tak od 15.00!
H: Paul z chłopakami i twoją mamą będą po 21, ale dzisiaj i tak będziesz spała u nas. Idziemy się pakować!
J: A czy ja wyraziłam jakąkolwiek zgodę? A poza tym, co z Molly?
N: Twoja mama pozwoliła, a psa bierzemy ze sobą!- powiedział z radosnym uśmiechem na ustach, blondyn
J: Super...
Wzięłam torbę podręczną i schowałam tam mangę, piżamę, szczotkę do zębów, szczotkę do włosów i ubrania na jutro. Do kieszeni bocznej schowałam iPhone'a i słuchawki. Przebrałam się w dresy i luźną koszulkę i zeszłam na dół.
J: Jestem gotowa!
H: Nie minęło pięć minut, a ty jesteś gotowa? Moja była traciła pół godziny na samo przygotowanie się do wyjścia do sklepu spożywczego (nie wiem czy dobrze piszę...)!
J: A ja jak widzisz nie- odburknęłam
Usiadłam na kanapę i ruchem ręki przywołałam Molly, żeby zapiąć jej smycz.
Pół godziny później znaleźliśmy się w wielkiej villi. Spuściłam Molly ze smyczy, żeby mogła obwąchać mieszkanie, a ja sama, padnięta, rzuciłam się na kanapę. Z mojego bezsensownego transu, w którym o niczym nie myślałam wybudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. Do pokoju wbiegł Louis, Liam i Zayn.
Z,L, Lo: Jedziesz z nami w trasę!!
H, N: WOO- HOO!
J: Że co proszę?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~C.D.N.~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
o to mnie zaskoczyłaś O.o
OdpowiedzUsuń