Postanowiłam napisać cz. 2 tamtego imagina, bo mamy PONAD 200 wyświetleń. Za błędy przepraszam z góry, ale ja i Martyna nie posługujemy się zbyt często językiem polskim. Mam nadzieję, że imagin się spodoba... Buziaki .w.
_________________________________________________________________________________
J:....
M: Coś ci się nie podoba?
J: Jak dobrze wiesz, nie przepadam za tym zespołem, a tym bardziej za tymi chłopakami.
M: Myślałam, że ich lubisz...- odpowiedziała mi zawiedziona mama
J: NO widzisz jednak nie, a.. i jeszcze chodzę z jednym z nich do jednej klasy! To wszystko tylko dlatego, że wysłałaś mnie do tej szkoły.
M: Jej, nie naskakuj tak na mnie! Jestem twoją matką i chcę dla mojej córki jak najlepiej.
J: Dziękuję za twoje starania, ale następnym razem pytaj mnie o zdanie. Ja wcale nie chciałam iść do tej szkoły, mimo to jakoś przeżywam. Jednak ty nawet nie raczysz zapytać jak się czuję w nowym środowisku...
Mama nawet nie zdążyła mi odpowiedzieć, bo już znajdowałyśmy się pod budynkiem, w którym moja matka miała przeprowadzić wywiad. Zapięłam smycz Molly, wysiadłam z nią z samochodu i powolnym krokiem udałam się do budynku.
M: Mogłabyś się pospieszyć?
J: Mogłabyś mnie nie popędzać?
Przyspieszyłam kroku, przy wejściu wzięłam Molly na ręce i razem z mamą weszłyśmy do windy.
Weszłyśmy do przestronnego, lecz przytulnego pokoju. Były już przygotowane krzesła i stolik z przekąskami. Udałam się za mamą na środek pokoju. Mama na stolik wyjęła swoje papiery i przygotowywała się do wywiadu. Zaraz mieli przyjść chłopcy. Postawiłam Molly na ziemię, jednak nie spuszczałam jej ze smyczy. Usłyszałam głos otwierających się drzwi, od razu się odwróciłam, ale od razu tego pożałowałam, Molly zadowolona z przybycia nowych i dotąd nieznanych jej ludzi, rzuciła, by się z nimi przywitać. Z racji, że miałam tego energicznego szczeniaka na smyczy, poleciałam razem z nią.
J: Przepraszam za psa... - posłałam chłopakom przepraszające spojrzenia, jednak gdy zauważyłam Louisa posłałam mu spojrzenie pełne grozy.
Mama przywitała się z nimi i mi ich przedstawiła, tak że już znałam imię każdego z osobna. Usiedli przy stole i coś do siebie gadali, pewnie przygotowywali się do wywiadu... Nie wiem, chodziłam z psem po pokoju i oglądałam obrazy.
M: Sarah! Chodź do nas!
J: Idę- odburknęłam
Podeszłam do siedzenia mojej mamy i wzięłam Molly na ręce. Strasznie się wyrywała, że ją puściłam. Momentalnie podbiegła do Harrego i zaczęła go lizać. Hazza wybuchł śmiechem.
H: No już, możesz przestać.- wziął ją na kolana, a ona go dalej go zaczęła okładać językiem.
Ta cała sytuacja z boku wyglądała śmiesznie, więc zaśmiałam się pod nosem, chłopcy również zaczęli się śmiać, tylko o wiele głośniej. Całą radość przerwał nam głos kamerzysty, który podczas naszych śmiechów zdążył wejść do pomieszczenia. Zabrałam od Styles'a psa i postanowiłam ponownie zbadać każdy zakątek pomieszczenia.
Podczas wywiadu było wiele śmiechu. Molly mi się strasznie wyrywała, widząc, że Harry, który zapewne przypadł jej najbardziej do gustu, przytulił moją mamę. Pewnie był już koniec, wreszcie. Z moich niedługich przemyśleń wyrwała mnie Molly. Rzuciła się w szybki bieg i nieziemską siłą jak na szczeniaka pociągnęła mnie w stronę Hazzy. Nie nadążałam już za psem, wyślizgnęła mi się smycz. Molly rzuciła się z wielką radością na stojącego Harrego. Chłopak prawie się przewrócił pod ciężarem Goldena. Zaczął ją energicznie głaskać.
J: Molly! Chodź do mnie!- pies odwrócił głowę w moją stronę, lecz nie śmiał się ruszyć.
Jednak, gdy Harry przestał ją głaskać Molly podeszła do mnie ze spuszczonym łbem. Chwyciłam jej smycz i widząc, jak kamerzysta pakuje sprzęt, podeszłam do mamy.
M: To co? Teraz idziemy do restauracji?
N, Z, L, H, Lo: TAAK!!!
J: Oni mają iść z nami?!- odrzekłam oburzona
M: Tak. Musimy się lepiej poznać, w końcu chodzisz z Louisem razem do klasy.
J: Ty to mamo wiesz jak mi zrujnować życie.- potraktowałam zarówno ją, jak i Louisa piorunującym spojrzeniem, przesiąkniętym nienawiścią.
Z: Dlaczego tak bardzo nie lubisz Louisa?
M: Daj spokój, żeby ona kogoś polubiła, to musiałyby minąć miesiące, a żeby komuś bezgranicznie zaufała potrzeba chyba wieków.
Trudno mi to było przyjąć, jednak zgodziłam się z jej słowami. Mama wzięła swoją teczkę z papierami i skierowaliśmy się do windy. Pod budynkiem stała limuzyna, w której po chwili się znaleźliśmy. Molly skierowała się od razu do Hazzy, co mnie bardzo rozbawiło.
Restauracja nie była duża, to chyba dobrze, bo nie było w niej też dużo ludzi. Pamiętałam o tym, że jestem razem z "celebrytami" i brałam pod uwagę też takie rzeczy. Pies został w samochodzie. Usiedliśmy do większego stolika i zaczęliśmy składać zamówienia. Ja zamówiłam kotlety de Voile, dorsza, dwie porcje frytek, zupę pomidorową i specjalną kanapkę- specjał tej restauracji. Poprosiłam jeszcze o butelkę Nestea, jak już skończyłam składać zamówienia, wyjęłam iPhone z torebki, w celu wejścia na internet. Wchodząc na twittera zauważyłam, że przybyło mi mnóstwo obserwujących. Moja koleżanka napisała:
"Zdobyć aż tylu obserwujących przez obecność na wywiadzie, lol."
do tego był załączony filmik, prawdopodobnie z wywiadem.
H: Co ty tam oglądasz?
J: Nic takiego.- powiedziałam, po czym włączyłam na youtube Harlem Shake
Z: A jednak coś! Harlem Shake!!- Zayn chciał zacząć tańczyć ale do stolika doczołgała się kelnerka z naszym zamówieniem.
Było tego sporo, jednak najwięcej miałam ja i Niall.
Lo: Niall! Ona ma więcej jedzenia od ciebie?- wreszcie odezwał się Louis
N: To na pewno nie jest prawda! Nie lubię panie Tomlinson jak mnie pan okłamuje- wybuchliśmy śmiechem.
Śmiech przerwał dzwonek telefonu mamy.
M: Przepraszam, muszę odebrać.
L: Proszę się nie krępować.
Dokończyłam swoją porcję, jednak nadal byłam głodna. Postanowiłam ukraść siedzącemu obok mnie Hazzie frytkę. Jednak widząc Lou z talerzem pełnym marchewek postanowiłam jemu podebrać jedzenie, jednak mi się nie udało, bo Louis mnie złapał za rękę.
Lo: Marchewek mi się nie kradnie. Jak ty będziesz tyle jadła to w końcu przytyjesz!
J: Mama mi to wmawia od 10 roku życia, nie ma szans, spłyń.
N: Hmm... Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy.
M: Na pewno się spotkamy- dobiegł do nas głos mamy- Mam propozycję od waszego managera...
Musieliśmy już iść, limuzyna odwiozła chłopców pod villę, a następnie szofer wysadził nas pod naszym domem.
O 23, kładąc się spać powiedziałam do Molly:
" Nie martw się, na pewno spotkasz swojego Harrego"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~C.D.N.~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
hahahahah z tymi marchewkami XD
OdpowiedzUsuń