_________________________________________________________________________________
L- Lottie (Charlotte)
Dziś mam, za prośbą ojca Charlotte, mam zostać z dziewczynką na noc. Opiekowałam się Charlotte, tak, jakby była moją własną siostrą. Oczywiście, zgodziłam się, bo po pierwsze to dla mnie przyjemność opiekować się 13 letnią dziewczynką, a po drugie dostaję za to pieniądze. Chyba rzadko można natrafić na pracę, która jest jednocześnie przyjemna, prawda?
Spakowałam ubrania, kosmetyki i tablet. Do bocznej kieszeni schowałam jeszcze telefon, słuchawki i klucze.
Ubrałam się i byłam gotowa. Była dopiero 11.30, a w domu u Lottie miałam być o 13, więc postanowiłam wyjść do sklepu, by kupić coś dla siebie i dla dziewczynki. Po zakupach nie miałam dużo czasu więc tylko wzięłam torbę i szybkim krokiem ruszyłam w kierunku domu, w którym miałam spędzić noc. Gdy znalazłam się już u drzwi zapukałam nieśmiało, usłyszałam szczek psa a potem krzyk ' Ja otworzę!'. Drzwi otworzyła mi trzynastoletnia dziewczynka.
L: Sophie! Już jesteś!
J: Tak, twój tata mnie prosił o przyjście już na trzynastą.
L: Chodź do mojego pokoju, zaniesiemy twoją torbę!- powiedziała pełna entuzjazmu Lottie- Tato, Sophie jest!
J: Dzień dobry panu.- powiedziałam grzecznie, gdy przechodziłam obok pokoju ojca Charlotte.
Tata Charlotte: Cześć Sophie! Chodź do mnie na słówko, muszę ci coś o kimś powiedzieć.
J: Już idę!- w tej chwili skierowałam się do zdziwionej Charlotte- Możesz zanieść moją torbę do twojego pokoju? Zaraz do ciebie przyjdę.
L: Jasne!
Weszłam do pokoju taty dziewczynki i zamknęłam drzwi.
J: Co chciał mi pan powiedzieć?
Tata Charlotte: Dziś ma też przyjechać przybrany brat Charlotte, a mnie wtedy nie będzie.
J: Jasne! Obsłużę gościa!
Tata Charlotte: Mam nadzieję.- mężczyzna uśmiechnął się ciepło- Zapłacę ci z góry.- powiedział po czym podał mi plik pieniędzy
J: Naprawdę, aż tyle nie trzeba!
Tata Charlotte: Ależ nalegam, przyjmij ten skromny napiwek.- według mnie taki skromny to on nie był, ale ojciec Lottie zawsze był taki hojny
J: Dobrze.- uśmiechnęłam się przyjemnie i wyszłam z pokoju.
Weszłam do pokoju rozentuzjazmowanej (mam nadzieję, że dobrze napisałam) dziewczyny.
L: O czym rozmawialiście.
J: Pieniądze...
L: Ugh... Kupiłaś tą gazetę?- zapytała się widząc wystające z torby kolorowe czasopismo
J: Tak, jak nasza modelka sobie zażyczyła- uśmiechnęłam się serdecznie
L: Nie zwlekajmy, zacznijmy czytać.
Lottie pochłonięta była czasopismem o gwiazdach, natomiast ja myślałam o gościu. Jak przybrany brat Charlotte mógł wyglądać... Charlotte była śliczna, tak samo jak jej młodsza siostra Felicite, nie musiałam sobie nią na razie zaprzątać głowy bo jedenastolatka jest u koleżanki na noc. Wracając, nawet nie wiedziałam ile nieznajomy ma lat, ani o której ma zamiar przyjść...
L: O czym tak myślisz?
J: Sama nie wiem- skłamałam
L: Skoro tak twierdzisz... Pójdźmy zrobić ciasto!
J: Hahah, dobrze!
Zeszłyśmy do wielkiej kuchni, ojca Lottie chyba nie było już w domu.
J: Masz jakiś przepis?
L: Myślałam, że ktoś tak dorosły jak ty umie robić ciasto!- zaśmiała się
J: Wiesz, że ze mnie marna kucharka! Ja jestem lepsza w konsumowaniu.-zaśmiałyśmy się. Może nie było tego po mnie widać, ale taka prawda- Poszukajmy jakiegoś przepisu w internecie!- powiedziałam, po czym pobiegłam na górę po tablet
Zeszłam na dół i przekazałam urządzenie Charlotte. Dziewczyna wpisała hasło w wyszukiwarkę 'ciasto czekoladowe'.
J: Hmm... Masz zamiar obżerać się czekoladą?
L: Tak!- odrzekła radosna nastolatka
Wyjęłyśmy składniki na blat. Przy wsypywaniu mąki, Lottie rzuciła mi garścią mąki w twarz.
J: Chcesz wojny?- powiedziałam zabawnie poruszając brwiami
W tej chwili zaczęłyśmy się porządnie obsypywać mąką. Jednak przerwałyśmy, gdy zabrzmiał dzwonek do drzwi.
J: To ja pójdę otworzyć.- wymamrotałam pod nosem
W drzwiach stał chłopak, gdzieś w moim wieku. Na początku był trochę zdziwiony, ale potem zaczął się śmiać. Patrzyłam na niego pytająco, no tak przecież byłam cała w mące. Wydawało mi się, że to Louis Tomlinson z zespołu One Direction, ale to by było raczej niemożliwe... Po chwili chłopak przerwał ciszę:
Lo: Yhm.. Ja jestem Louis, a ty kim jesteś?- odrzekł z nieśmiałym uśmiechem na twarzy.
Moje przewidzenia się potwierdziły, ale co z tego...
J: Ja? Ja, jestem Sophie. Zajmuję się Charlotte i mam u niej zostać na noc...
Lo: Ja jestem jej przybranym bratem.- wszystko zaczynało powoli łączyć się w całość.
L: Louis?!- do hallu przybiegła zadowolona Lottie- wreszcie przyjechałeś!!!
J: To ja pójdę uratować nasze ciasto.- uśmiechnęłam się do Lottie
L: A Lou też może robić z nami ciasto?
J: Jasne, przecież to twój brat!
Lo: Ou, dziękuję!
Poszłam w stronę kuchni, widocznie Charlotte trochę ogarnęła, bo było w miarę czysto. Wyjęłam nowe opakowanie mąki i włożyłam odmierzoną zawartość do miski. Gdy przygotowywałam mikser do mieszania, Lottie odezwała się:
L: Mogę pomieszać?- spojrzała błagalnie swoimi oczyma
J: No jasne, tylko uważaj, żeby...- było już za późno, czekoladowa masa znajdowała się na mnie.
Lou i Lottie zaczęli się głośno śmiać.
L: Oj! Przepraszam!- przyłożyła palec do mojej ręki, a później zlizała z niego czekoladę
J: To może ja wezmę prysznic i się przebiorę, a wy może skorzystacie z jakiegoś gotowca...- powiedziałam, podając Louisowi do rąk opakowanie z babeczkami do zrobienia.
Przygotowałam ubrania i poszłam do łazienki. Umyłam się, rozczesałam mokre jeszcze blond włosy i ubrałam się w piżamę. Później nie chciałoby mi się ubierać... Zeszłam na dół.
J: I jak, ciasto się udało?
Lottie podeszła do mnie i wręczyła mi babeczkę, która była podejrzanie udana.
J: Chwila, dawałam wam babeczki jogurtowe, a te są czekoladowe! Kto pozwolił pojechać do sklepu?- zmierzyłam ich wzrokiem.
Przestraszyli się na poważnie, zaczęłam się śmiać.
L: Może obejrzymy jakiś film?- przerwała ciszę
J: Jasne!
Lo: Dobry pomysł.
Louis cały czas siedział wyraźnie skrępowany. Myślałam, że jako członek TAKIEGO zespołu będzie raczej energiczny i nawet zbyt śmiały... Jakby miał coś do ukrycia. Wreszcie odezwała się Charlotte:
L: Lou... Coś cię trapi? Nigdy nie byłeś taki spokojny i nieśmiały...- rzekła, również zadziwiona zachowaniem Louisa.
Lo: Nie... Nic się nie dzieje.
Rozległ się dzwonek telefonu Lottie, chyba to było Boyfriend- Justina Biebera.
'Halo'- mówiła do słuchawki
' Jej! Ale fajnie!'
' Dobra, już daję!'- po czym przekazała Louisowi telefon
Teraz mogłam usłyszeć radosny i żywy głos Lou:
' Mama?'
'Tak, tylko będę musiał pojechać po rzeczy.'
' A co z chłopakami?'
Przygotowałam ubrania i poszłam do łazienki. Umyłam się, rozczesałam mokre jeszcze blond włosy i ubrałam się w piżamę. Później nie chciałoby mi się ubierać... Zeszłam na dół.
J: I jak, ciasto się udało?
Lottie podeszła do mnie i wręczyła mi babeczkę, która była podejrzanie udana.
J: Chwila, dawałam wam babeczki jogurtowe, a te są czekoladowe! Kto pozwolił pojechać do sklepu?- zmierzyłam ich wzrokiem.
Przestraszyli się na poważnie, zaczęłam się śmiać.
L: Może obejrzymy jakiś film?- przerwała ciszę
J: Jasne!
Lo: Dobry pomysł.
Louis cały czas siedział wyraźnie skrępowany. Myślałam, że jako członek TAKIEGO zespołu będzie raczej energiczny i nawet zbyt śmiały... Jakby miał coś do ukrycia. Wreszcie odezwała się Charlotte:
L: Lou... Coś cię trapi? Nigdy nie byłeś taki spokojny i nieśmiały...- rzekła, również zadziwiona zachowaniem Louisa.
Lo: Nie... Nic się nie dzieje.
Rozległ się dzwonek telefonu Lottie, chyba to było Boyfriend- Justina Biebera.
'Halo'- mówiła do słuchawki
' Jej! Ale fajnie!'
' Dobra, już daję!'- po czym przekazała Louisowi telefon
Teraz mogłam usłyszeć radosny i żywy głos Lou:
' Mama?'
'Tak, tylko będę musiał pojechać po rzeczy.'
' A co z chłopakami?'
'A.. Spoko.'- i się rozłączył
L: Sophie! Louis zostaje na noc!
J: To chyba super!
L: I to nawet nie wiesz jak!- dziewczyna krzyknęła i podbiegła do mnie, żeby mnie przytulić
Louis także wydawał się być jakiś uradowany.
J: To może zrobimy kolację...- Lottie chciała mi przerwać-...tak, potem obeżremy się jakiś śmieci.- wyprzedziłam jej myśli
Poszłam do kuchni i zaczęłam kroić bułki, dołączyła do mnie Charlotte, która wyjmowała nutellę z szafki.
Posmarowałyśmy kanapki i Lottie zaniosła je na stolik przy kanapie. Zrobiłam gorącą czekoladę i dołączyłam do reszty, jedzącej już kanapki.
Lo: Może opowiesz mi coś o sobie?- skierował się do mnie pewniejszy już Louis
J: A więc...
L: Więc..- przerwała mi Lottie- Sophie była waszą fanką, ale potem kompletnie straciła gust i zaczęła słuchać metalu- zawstydzona schowałam zarumienioną twarz pod, już suchymi, włosami.
Lo: To nic, strasznego!- powiedział, chowając mi kosmyk włosów za ucho i patrząc głęboko w oczy- Naprowadzimy cię na dobrą drogę!- obdarzył mnie najpiękniejszym uśmiechem, jakim Bóg mógłby obdarować człowieka.
Odwzajemniłam uśmiech. Czuję, jak tysiące motyli latają mi w brzuchu, zakochałam się? Nie sądzę. A może jednak? Niee, to nie może być prawda... Zadawałam sobie tysiące pytań w myślach, jednak Lottie to przerwała, kontynuując:
L: Sophie ma 19 lat, nie ma chłopaka- poruszyła brwiami, co wywołało u mnie śmiech
J: Nie moja wina, że nikt mnie nie chce!- Lottie spiorunowała mnie wzrokiem i mówiła dalej
L: Gra w piłkę nożną, jeździ konno i kocha jedzenie... Chciałabyś coś dodać?
J: Nie, bo ty wiesz więcej rzeczy o mnie niż ja!- Louis się zaśmiał
Zanim skończyliśmy oglądać film była już 23.
Lo: Takie pytanie... Gdzie ja mam spać?
L: Powinieneś wiedzieć, że w tym domu jest pokój gościnny!
Lo: No tak.. - powiedział, wyraźnie zawiedziony, nie mam pojęcia na co liczył- A Sophie, gdzie ma spać?- powiedział z nutą nadziei w głosie
L: Śpi ze mną w łóżku- rzekła z uśmiechem satysfakcji
To prawda, może to dziwnie brzmi, ale Lottie ma łóżko piętrowe, a z powodu takiego, że jej siostry nie ma ja będę spała na jej miejscu. Widać, że Lou był trochę zawiedziony.
J: No!- klasnęłam w dłonie- Lottie, twój tata powiedział mi, że masz się położyć najpóźniej o 22.30, bo masz jutro rano trening, a jest już 23! Umyj się i idź spać jeśli kiedykolwiek chcesz mnie zobaczyć żywą!
L: Już! Idę!- widać było po niej, że była zmęczona- A ty? O której idziesz spać?
J: Ja, geniuszu, muszę zabawiać gościa. Zmywaj się już!- przytuliłam nastolatkę i ruszyłam z powrotem w kierunku kanapy.
Tym razem zajęłam miejsce koło Louisa. Zaczęliśmy prowadzić rozmowę. Jak już upewniłam się, że Lottie poszła spać, zapytałam:
J: Dlaczego cały czas jesteś taki spięty?
Lo: No bo... ten...
J: Nie krępuj się, mi możesz powiedzieć...
Spojrzał mi głęboko w oczy i... pocałował mnie! Byłam w siódmym niebie, już wiedziałam, że to on jest ideałem, mimo, że nawet go do końca nie znam. To bardzo dziwne uczucie...ale prawdziwe. Teraz w jego oczach było widać iskierki radości i miłość. Pewnie moje oczy również tego nie ukrywały.
Lo: Przepraszam.- powiedział speszony
L: Sophie! Louis zostaje na noc!
J: To chyba super!
L: I to nawet nie wiesz jak!- dziewczyna krzyknęła i podbiegła do mnie, żeby mnie przytulić
Louis także wydawał się być jakiś uradowany.
J: To może zrobimy kolację...- Lottie chciała mi przerwać-...tak, potem obeżremy się jakiś śmieci.- wyprzedziłam jej myśli
Poszłam do kuchni i zaczęłam kroić bułki, dołączyła do mnie Charlotte, która wyjmowała nutellę z szafki.
Posmarowałyśmy kanapki i Lottie zaniosła je na stolik przy kanapie. Zrobiłam gorącą czekoladę i dołączyłam do reszty, jedzącej już kanapki.
Lo: Może opowiesz mi coś o sobie?- skierował się do mnie pewniejszy już Louis
J: A więc...
L: Więc..- przerwała mi Lottie- Sophie była waszą fanką, ale potem kompletnie straciła gust i zaczęła słuchać metalu- zawstydzona schowałam zarumienioną twarz pod, już suchymi, włosami.
Lo: To nic, strasznego!- powiedział, chowając mi kosmyk włosów za ucho i patrząc głęboko w oczy- Naprowadzimy cię na dobrą drogę!- obdarzył mnie najpiękniejszym uśmiechem, jakim Bóg mógłby obdarować człowieka.
Odwzajemniłam uśmiech. Czuję, jak tysiące motyli latają mi w brzuchu, zakochałam się? Nie sądzę. A może jednak? Niee, to nie może być prawda... Zadawałam sobie tysiące pytań w myślach, jednak Lottie to przerwała, kontynuując:
L: Sophie ma 19 lat, nie ma chłopaka- poruszyła brwiami, co wywołało u mnie śmiech
J: Nie moja wina, że nikt mnie nie chce!- Lottie spiorunowała mnie wzrokiem i mówiła dalej
L: Gra w piłkę nożną, jeździ konno i kocha jedzenie... Chciałabyś coś dodać?
J: Nie, bo ty wiesz więcej rzeczy o mnie niż ja!- Louis się zaśmiał
Zanim skończyliśmy oglądać film była już 23.
Lo: Takie pytanie... Gdzie ja mam spać?
L: Powinieneś wiedzieć, że w tym domu jest pokój gościnny!
Lo: No tak.. - powiedział, wyraźnie zawiedziony, nie mam pojęcia na co liczył- A Sophie, gdzie ma spać?- powiedział z nutą nadziei w głosie
L: Śpi ze mną w łóżku- rzekła z uśmiechem satysfakcji
To prawda, może to dziwnie brzmi, ale Lottie ma łóżko piętrowe, a z powodu takiego, że jej siostry nie ma ja będę spała na jej miejscu. Widać, że Lou był trochę zawiedziony.
J: No!- klasnęłam w dłonie- Lottie, twój tata powiedział mi, że masz się położyć najpóźniej o 22.30, bo masz jutro rano trening, a jest już 23! Umyj się i idź spać jeśli kiedykolwiek chcesz mnie zobaczyć żywą!
L: Już! Idę!- widać było po niej, że była zmęczona- A ty? O której idziesz spać?
J: Ja, geniuszu, muszę zabawiać gościa. Zmywaj się już!- przytuliłam nastolatkę i ruszyłam z powrotem w kierunku kanapy.
Tym razem zajęłam miejsce koło Louisa. Zaczęliśmy prowadzić rozmowę. Jak już upewniłam się, że Lottie poszła spać, zapytałam:
J: Dlaczego cały czas jesteś taki spięty?
Lo: No bo... ten...
J: Nie krępuj się, mi możesz powiedzieć...
Spojrzał mi głęboko w oczy i... pocałował mnie! Byłam w siódmym niebie, już wiedziałam, że to on jest ideałem, mimo, że nawet go do końca nie znam. To bardzo dziwne uczucie...ale prawdziwe. Teraz w jego oczach było widać iskierki radości i miłość. Pewnie moje oczy również tego nie ukrywały.
Lo: Przepraszam.- powiedział speszony
J: Nic się nie stało, to było cudowne.
Lo: Naprawdę?! Bo wiesz Sophie... spodobałaś mi się już jak stanęłaś w drzwiach, mimo, że cała byłaś w mące...- na wspomnienie tego wydarzenia cicho się zaśmiałam- czy.. cz..- nie zdążył powiedzieć do końca, bo przerwałam mu łącząc nasze usta w pocałunku, który on odwzajemnił
Gdy się od siebie oddaliliśmy, powiedziałam:
J: Tak Lou, zostanę twoją dziewczyną!
Odtąd byliśmy szczęśliwą parą, a dwa lata później Louis mi się oświadczył. To by było dziwne do pomyślenia, że 'opieka' nad nastolatką może się tak szczęśliwie zakończyć...
Lo: Naprawdę?! Bo wiesz Sophie... spodobałaś mi się już jak stanęłaś w drzwiach, mimo, że cała byłaś w mące...- na wspomnienie tego wydarzenia cicho się zaśmiałam- czy.. cz..- nie zdążył powiedzieć do końca, bo przerwałam mu łącząc nasze usta w pocałunku, który on odwzajemnił
Gdy się od siebie oddaliliśmy, powiedziałam:
J: Tak Lou, zostanę twoją dziewczyną!
Odtąd byliśmy szczęśliwą parą, a dwa lata później Louis mi się oświadczył. To by było dziwne do pomyślenia, że 'opieka' nad nastolatką może się tak szczęśliwie zakończyć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz