KILKA LAT PÓŹNIEJ:
Jest parę miesięcy przed moją 18! Pomysł z grupą taneczną faktycznie wypalił. Jednak z rodzicami było coraz gorzej, oczywiście nadal utrzymywałam kontakty z chłopakami ze siłowni, jednak były takie dni gdzie ani oni, oni przyjaciele, ani nawet Beethoven mnie nie mogli pocieszyć.
Któregoś dnia obudził mnie telefon:
H- Musisz szybko przyjść na próbę, to pilne ubierz się w rzeczy na trening- w jej głosie było słychać zachwyt.
J- Okej, dobra już, pa.
H- Pa!
Wydawało mi się to bardzo dziwne , w końcu Harriet rzadko jest taka podekscytowana. Kto wie co tam się stało. Szybko ubrałam się, chwyciłam jabłko w rękę i ruszyłam do sali treningowej.
Wchodząc do środka spojrzałam na wszystkich, chłopcy jak to oni jakieś szorty i luźny T-shirt. Ja i Harriet byłyśmy normalnie ubrane dresy, T-shirt wygodne obuwie. Harriet rzadko nosi takie rzeczy, wyjątkowo na nasze spotkania ubierała się tak. Tylko ja z dziewczyn potrafiłam przyjść w dresach do szkoły. Julie nasza modnisia ubrana była, no niektórzy a właściwie większość powiedzą, że była ubrana normalnie, ale te szorty jak się schyliła pokazywały jej pół tyłka.
J- Co się dzieje?! Czemu kazaliście mi szybko przyjść, trening normalnie zaczyna się za półtorej godziny.
Ju- Wiesz co się dzieje? Podpiszemy kontrakt! Pan Simon będzie nas sponsorował!- Nie lubiłam sposobu w jaki ona gada, ale przyjaźniłam się z nią więc to tolerowałam. Chwile później to d mnie dotarło.
J- Na serio?!
P.S.- No tak, tylko muszę zobaczyć jak tańczycie
J- Ok, ok dobra to zaczynamy: układ 3!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~TANIEC~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
L- I jak się podobało?
P.S.- Jesteście świetni po prostu super! Biorę was! Podpiszcie tutaj.
I znowu BIORĘ to słowo mnie pogrąża jednak ta informacja była lepsza od tamtej. Wszyscy razem podpisaliśmy umowę.
NASTĘPNEGO DNIA:
J- Jeju która godzina?
*Głos macochy z kuchni 7:47*
J- O kurde, ale późno.- Ubrałam się i zeszłam na dół.
Normalnego dnia szkoły bym została w łóżku i spałą dalej, ale dzisiaj był wyjątkowy dzień.
Właśnie dziś pani miała przydzielać do grup 6-osobowe a mi zależało żeby być z przyjaciółmi.
NA DOLE:
J- Dlaczego mnie nie obudziłaś o 6:50 jak zawsze?!- krzyknęłam wzburzona.
M- Wiesz co ja ci tu robię śniadanie a ty tak odpyskowujesz
J- No dobrze dziękuje ale czemu mnie nie obudziłaś? I jeszcze gdzie to śniadanie?
M- Zjadłam, jesteś dla mnie nie miła i nie zasługujesz na śniadanie.
J- Co z ciebie za matka? - Oczywiście nie odbyło się bez kolejnego ciosu w twarz.
Chwyciłam to co miałam pod ręką i ze łzami w oczach pognałam do szkoły.
Na lekcje spóźniłam się 10 min.
N- Diana dlaczego się spóźniłaś, siadaj już jesteś przydzielona do grupy.
J- Dobrze proszę Pani.
Hey, Leo z kim jestem w grupie.
L- Później ci powiem.
J- Jaja se robisz czy co?
N- Diano czy ja ci przeszkadzam?
Aż się chce powiedzieć TAK no ale jedna coś powstrzymuje.
J- Nie proszę Pani
N- W takim razie siadaj i nie odzywaj się
J- Dobrze przepraszam
NA PRZERWIE:
J- Powie mi ktoś w końcu z kim jestem w grupie?
Tony- Harriet, Dave powiedzcie jej najbardziej się przyjaźńcie z Dianą z nas wszystkich.
J- Chwila o co tu chodzi??
D- A więc jesteś w grupie z... NAMI!!!!
J- Jaja se robicie, kurde kocham was ale jednocześnie nienawidzę
*grupowy uścisk*
L- Dobra chłopaki musimy iść
T- Faktycznie, dobra narka.
D- Trzymajcie się.
Dz- Pa!
Ju- To co dziewczęta kawiarnia?
H- Jasne chodźmy
To nie do wiary, że się przyjaźnie z Harriet i Julie. Przecież się tak od siebie różnimy np. Julie to taka modnisia uwielbia ciuchy i makijaż, i zazwyczaj do szkoły ubiera się tak, Harriet jest już bardziej podobna do mnie, czy ja tam do niej, dba o wygląd, ale też nie ubiera się jak dziewczęco, podoba mi się jej styl, no a ja uwielbiam chodzić w luźnych i wygodnych rzeczach dlatego ubieram się w właśnie w taki sposób.
DZIEŃ 18 URODZIN:
Obudziłam się jak zwykle koło 12. Zadzwoniły do mnie dziewczyny
J- Halo- powiedziałam radosnym głosem
Dz- Dobra, czyli już nie śpisz będziemy u ciebie za 30 min.
J- Jasne spoko wpadajcie rodzice poszli do miasta na cały dzień wrócą o 18.
Dz- Super jesteśmy w drodze pa!
J- Pa!
Już dawno nie czułam się tak dobrze. Po prostu miałam ochotę wyjść na balkon i zacząć śpiewać, i witać londyńczyków porannym uśmiechem. W ten przyszedł do mnie pies, wskoczył na łóżko i zaczoł lizac, tak jakby chciał mi powiedzieć sto lat!
J- No dobra piesku, zaraz cie na karmimy
Beethoven zszedł na dół otworzył dolną szafkę i wyjął z niej swoje ulubione psie chrupki.
J-Jak brałam Beethovena do domu to wiedziałam, że to mądry i inteligentny pies, ale że aż tak?!
I znowu padło te słowo tylko teraz było wypowiedziane przeze mnie. Przecież Beethoven to nie rzecz którą można brać i oddawać, to jest mój najlepszy przyjaciel który jakby mógł to by mnie nigdy nie opuszczał.
J- Już nigdy nie powiem ci takiej przykrej rzeczy, nigdy!- mówiłam jak jakaś wariatka do psa, ale on mnie słuchał i rozumiał byliśmy tacy sami można by rzec zagubieni w tym wielkim mieście.
*dzwonek do drzwi*
J- to pewnie dziewczyny. - zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi
Dz- No hej hej.
Ju- Jako że ty z nas wszystkich maż najpóźniej urodziny postanowiliśmy urządzić je w klubie.
J- O Jezu! Naprawdę?! Dziękuje wam!
H- A masz jakaś sukienka bo my z Julie już mamy wybraną
J- Nie założyłam sukienki od podstawówki...
Ju- Nic nie szkodzi bo zabrałam kilka na przymiarkę, hah.
J- Jesteś kochana.
PO PARU GODZINNYCH PRZYGOTOWANIACH( typu sukienka włosy makijaż itp)
J- Dobra na trzy się sobie pokazujemy.
Dz- Okej
J- 1...
2...
3!!
Łał no po prostu super wyglądacie.
H- Oj nie przesadzaj ty tez super wyglądasz.
Ju- Właśnie, chodźcie samochód jest
PODCZAS PODRÓŻY DO KLUBU:
Dziewczyny ze sobą gadają a ja jestem zamknięta w swoim świecie.
One po prostu świetnie wyglądają, chciały mnie pocieszyć. Julie miała a sobie przestronna sukienkę która idealnie pasowała jej do włosów oczów rysów twarzy, Harriet natomiast przewiewną, w której wyglądała tak uroczo. Julie przywiozła mi piękną sukienkę i idealne dopasowane dodatki. Jednak jak ktoś nie nosił sukienki od 6 lat to się dziwnie czuje.
Z przemyśleń wyrwali mnie chłopcy:
L- Chodźcie do środka bo tu chłodno, łał cudownie wyglądacie. Zwłaszcza nasza jubilatka.
T- Chodźcie, chodźcie nie każmy gościa czekać...]8
*Impreza trwała do rana, wszyscy tańczyli śmiali się i komplementowali nawzajem. W przeciwności do* *większości nasza paczka nie upiła się, jasne wypiliśmy kila piwek, ale dla mnie to wstyd upić się na 18 a* *przyjaciele mnie wspierali.*
NAZAJUTRZ RANO:
Obudziła mnie macocha
T- Dzień dobry skarbie. Twoja 18 się udała? - To pytanie wzbudziło we mnie podejrzenia jednak głowa mnie tak bolała, że na nic po prostu nie miałam siły.
J- Dobrze, dobrze.
T- Widzę, że jesteś już ubrana, a więc pakuj się i wynos mi się z domu! Wyprowadzasz się!
J- Chcesz wyrzucić mnie z domu, przecież nie mam gdzie zamieszkać?!
T- Nie obchodzi mnie to i zabierz ze sobą to wielkie i brudne zwierze/
J- Ale...
Wyrzuciła mnie z domu, na zbity pysk. Nie mam co robić Gdzie się udać zostaje mi tylko ulica...
_________________________________________________________________________________HA HA dobra rozpisałam się trochę. Z niecierpliwością czekamy na ten Pierwszy komentarz...
Możliwe, że jutro dodam następną część i przewiduje że w niej Diana spotka zespół.
Nie bójcie się pisać komentarzy przecież my nie gryziemy ^^
Ten kto pierwszy skomentuje coś dostanie dedyka :*
i na razie to tyle trzymajcie się Misiaki :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz