TAKI ŚWIĄTECZNY
- Na trzy - przygotowywał chłopców Liam. - Raz, dwa... - Nie czekając do końca odliczania Niall z gestem skoczył na łóżko i jak opętany zaczął po nim skakać, z szerokim uśmiechem na twarzy pokrzykując :
- [t.i.] !!! Zima zawitała ! ŚNIEG W LONDYNIE !! Wstajemy, nie opierdzielamy się !!
- Niall, gamoniu, potrafisz liczyć do trzech ?! - oburzył się Liam.
- Em.. - zmieszał się blondyn. - A to było jakieś odliczanie ? - bezradnie podrapał się po skroni, a wszyscy jednocześnie ciężko westchnęli. Harry jedynie popukał się w czoło pokazując tym samym jaki jest głupiutki.
- Czy wyście do reszty oszaleli ? - warknęłaś na całą piątkę, leniwie przecierając oczy. Odruchowo spojrzałaś na zegarek. - 8 rano ?! Nie no... Z wami musi być coś nie tak...
- Oj tam marudzisz - odezwał się Lou. - Śnieg w Londynie nie jest zjawiskiem codziennym, także euforia wzięła nad nami górę. No może Niall'a całkowicie zdominowała - zachichotał pod nosem Tommo. Przeniosłaś wzrok na rozentuzjazmowanego, siedzącego tuż obok Ciebie Horana i mimowolnie się zaśmiałaś.
- Okej.. - zgodziłaś się. Ale z łaski swojej Niall, gnieciesz mi żebra - zwróciłaś się do niego po czym wsunęłaś swoje zimne dłonie pod jego koszulkę i położyłaś je na plecach, dzięki czemu jak poparzony wyskoczył z łóżka piszcząc przy tym jak mała dziewczynka.
- Jak mogłaś ?! - jęknął Irlandczyk. - Jesteś bezlitosna... - spojrzał na Ciebie smutnymi oczami po czym rzekomo skrzywdzony wtulił się w Zayn'a i zaczął udawać, że szlocha w jego ramie.
- Tak, wiem... - uśmiechnęłaś się triumfalnie, a zaraz po tym oczy skierowałaś w kierunku okna za którym ewidentnie śnieg padał dosłownie garściami. - Ehh - westchnęłaś głośno. - Dawno go nie widziałam... W Polsce rok w rok praktycznie trzy miesiące są białe i mroźne. Tak czy owak.. - potrząsnęłaś głową odganiając od siebie wspomnienia z rodzinnego domu. - I tylko w tym celu mnie obudziliście ? - zaśmiałaś się i ochoczo przeciągnęłaś.
- O nie, nie - pokiwał palcem Harry. Święta jutro ! - podskoczył w miejscu z ewidentną radochą. - Mamy tyyle do zrobienia - zatarł ręce po czym spojrzał na każdego z chłopaków i skinął do nich głową. Uniosłaś jedną brew ku górze baczniej im się przyglądając, ponieważ coś Ci śmierdziało. I nie, tym razem nie były to stopy Lou. Ewidentnie coś kombinowali... Niestety... Zbytnio nie miałaś czasu by zastanawiać się co dokładnie, ponieważ dosłownie zostałaś przez nich porwana. Twoje ręce trzymał Louis, zaś za nogi zabrał się Liam. Starałaś się wyrwać z ich uścisków, lecz na próżno.
- Ej ! Jedna na pięciu ?! To nie fair ! - oburzyłaś się.
- Nie wierć się tak to będziemy łagodniejsi - odezwał się Harry śmiejąc się przy tym w głos.
W pewnym momencie Zayn podbiegł do drzwi wejściowych i z łobuzerskim uśmiechem je otworzył. Nie zdążyłaś nawet krzyknąć, że jesteś w samej pidżamie, ponieważ leżałaś już w ogromnej zaspie śniegu, a chłopcy roześmiali się na cały regulator.
- Mieliście być łagodni ! - oburzyłaś się strzepując z siebie tonę białego puchu.
- No ale nie mogliśmy się powstrzymać - odezwał się przez śmiech Louis.
Z jednej strony byłaś na nich potwornie zła, zaś z drugiej chciało Ci się śmiać, bo zachowywali się jak duże dzieci, a to zawsze Cię rozbawiało. Po krótkiej chwili przez chłód jaki opatulał Twoje ciało zaczęłaś się cała telepać. Widząc to podszedł do Ciebie zatroskany Liam, owinął Cię cieplutkim kocem, wziął na barana i z powrotem zaprowadził do domu. Bez zastanowienia od razu pobiegłaś na górę wziąć gorącą kąpiel i przebrać się w coś cieplejszego od pidżamy. Zarzuciłaś na siebie dłuższy sweter, czarne legginsy i szare getry, dzięki czemu w końcu przestałaś dygotać z zimna. Cichutko ziewając sunęłaś piętro niżej i na sam widok aż poprawił Ci się humor. Cała piątka była taka zgrana i tak zgodnie ze sobą pracowali, że miałaś ochotę podbiec do nich i wszystkich ucałować. Kilka metrów w prawo od kominka stała ogromna choinka. Jej bujne i gęste gałęzie powoli zaczynały nabierać kolorów dzięki bombkom i lampkom z którymi właśnie siłowali się Louis z Harry'm.
- Skąd ona się tu wzięła ? - zapytałaś zdezorientowana po czym stanęłaś obok Liam'a, który właśnie rozpalał w kominku. - Przecież przed chwilą jej tu nie było..
- Jak się odświeżałaś Paul nam ją przywiózł - promiennie uśmiechnął się do Ciebie Zayn.
- Fakt, nie mieliśmy w zwyczaju jej ubierać, ale w końcu to pierwsze święta jakie spędzamy z Tobą, więc chcemy abyś poczuła się jak w domu - dodał Lou po czym objął Cię ramieniem i mocno do siebie przytulił.
*Są niesamowici* - pomyślałaś po czym z szerokim uśmiechem postanowiłaś im pomóc, ponieważ zdążyli już zaplątać się w lampki choinkowe i rozbić kilka bombek. Waszą radość z wspólnie spędzanych chwil słychać było w całym mieszkaniu. Po pewnym czasie rozniósł się po nim również zapach świeżych ciasteczek, które upichcił Liam. Nie sądziłaś, że jeszcze kiedykolwiek poczujesz tak niesamowity klimat jakim są święta.
- Auuć ! - krzyknął Niall, rozwalając przy tym wrzącą blaszkę z garściami ciastek na ziemię.
- Cholera jasna Horan, mówiłem Ci, żebyś nie tykał się formy dopóki nie wystygnie ! Teraz muszę robić kolejną porcję ! - oburzył się Liam załamując przy tym ręce.
- No przepraszam ! Nie moja wina, że mój żołądek domaga się jedzenia - odparł smutno Niall.
- A czy on kiedykolwiek się NIE domagał ? - rzucił Harry chichocząc pod nosem. - A ciebie [t.i.] co tak bawi ? - dodał zwracają się do Ciebie, gdy zaczęłaś turlać się po podłodze nie mogąc opanować śmiechu.
- Wybaczcie, ale wy nie potraficie być źli, poważni etc. - wycedziłaś przez śmiech.
Reszta popołudnia była pełna wygłupów. Dzięki Twojej pomocy choinka wyglądała naprawdę cudownie, a druga porcja cynamonowych ciasteczek była już w piekarniku. Na zewnątrz śniegu było coraz to więcej i wyglądało na to, że dzisiaj nie ma w planach zaprzestać swoich opadów, więc by nie marnować czasu postanowiliście wyjść i się nim nacieszyć. Prawda... Co sześć par rąk to nie jedna. Ulepiliście ogromnego bałwana i nazwaliście go Mr. Big. Oczywiście zanim go ochrzciliście tym imieniem minęło naprawdę sporo czasu, a w końcu wymyślił je Lou, który po fakcie chodził dumny jak paw non stop powtarzając jakim to jest geniuszem. Harry w końcu nie wytrzymał i rzucił się na niego wtapiając jego piękną buźkę w zaspę.
- Żryj śnieg Tommo ! - śmiał się Hazza nacierając go białym puchem.
- Domagam się rozwodu ! - wykrzyczał Tomlinson w między czasie wypluwając resztki śniegu z ust.
- Awww, Larry - westchnęliśmy głośno z chłopakami.
Nie zdążyliśmy się obejrzeć, a dochodziła godzina 19. Zayn zrobił każdemu po gorącej czekoladzie i przebrani w suche ubrania usiedliśmy przy kominku, gdzie Niall zaczął przygrywać nam na gitarze. Oczywiście nie obeszło się bez świątecznych piosenek, które chłopcy postanowili śpiewać. Bez zastanowienia dołączyłaś do nich i całkiem nieźle Ci to wychodziło.
- Jutro czeka nas szalony dzień - westchnął Harry.
- W końcu w tym roku to my postanowiliśmy przyrządzić kolację wigilijną... - dodał Zayn. - Ale spokojnie, damy radę - roześmiał się po czym dał mu kuksańca w bok.
- Jak my pomieścimy sześć rodzin ? - Liam nerwowo podrapał się po skroni, a zaraz po tym Louis zatkał mu usta garścią czekoladowych pierniczków.
- Jak to sześć ? - zapytałaś po chwili.
- Liam gamoniu, zawsze musisz się wygadać ?! - syknął Harry.
- No więc ? - ponaglałaś chłopaków.
- Mieliśmy poczekać do jutrzejszej kolacji, ale skoro już wszystko wyszło na jaw to dłużej nie będziemy trzymać Cię w niepewności. - westchnął Louis. - No więc zaprosiliśmy Twoich rodziców oraz rodzeństwo i bez wahania zgodzili się spędzić święta razem z nami.
- Chyba sobie żartujecie, prawda ?
- Ależ skąd - odpowiedzieli chórkiem.
Do oczu momentalnie napłynęły Ci łzy i bez zastanawiania się uściskałaś i ucałowałaś każdego z osobna. Nie widziałaś swojej rodziny od ponad dwóch lat, święta zawsze spędzałaś u swojej koleżanki ze szkoły, która nie pozwalała Ci przesiadywać samej w mieszkaniu, a teraz ku własnemu zdziwieniu kolację wigilijną zjesz z samymi członkami zespołu One Direction, z ich rodzinami i na dodatek zobaczysz się ze swoją.
- Jesteście niezastąpieni - wycedziłaś przez łzy zajadając się Liam'owymi ciasteczkami.
/ Milena xx
Mam nadzieję, że Martyna jeszcze dziś cos doda, ja spadam, kaloryfer wzywa!
cudo <3
OdpowiedzUsuń