niedziela, 31 marca 2013

#6 cz.5


Nie do wiary matka wyrzuciła mnie z domu... Spytałam się przyjaciół czy mogliby mnie przygarnąć chodź na tydzień żebym znalazła sobie jakąś prace czy coś, ale oni znajdowali różne wymówki typu Sorka, ale moja mama zamieszkała u mnie i nie ma  miejsca, sami ciśniemy się w domu. To było okropne, w ich głosie słyszeć było kłamstwo. Tyle lat ich znam  sadziłam, że jesteśmy przyjaciółmi na dobre i na złe. Odeszłam z drużyny tanecznej, widać było, że już nie chcą się zadawać tą ''biedną'' dziewczyną, która nie ma gdzie mieszkać. Kiedy tu przyjechałam nie sądziłam, że matka od razu kiedy stanę się pełnoletnia wyrzuci mnie z domu. Już miałam nadzieje, że moje życie się ułoży, ładne mi życie na ulicy... Musiałam jakoś sobie poradzić. Znalazłam sposób żeby na siebie jakoś zarobić chodź na jedzenie, coś dla Beethovena i dla mnie. Przynajmniej mój najlepszy przyjaciel mnie nie opuścił w tak złej chwili… Tak, był to pies, ale również najlepszy przyjaciel na świecie. Tańczyłam na ulicy, moje zarobki odnosiły się do 15 funtów dziennie. Kiedy zachodził zmrok włóczyłam się po różnych zakątkach Londynu, szukałam dachu nad głową. Zwykle to było pod drzewem w parku. Pewnego dnia, kiedy tańczyłam na ulicy podszedł do mnie jakiś facet. Za nim stało dwóch goryli.
M- Przepraszam, czy mógłbym z tobą porozmawiać??
J- Oczywiście.- Nie wiedziałam za bardzo, co się dzieje. Taki bogaty mężczyzna podchodzi do takiej dziewczyny jak ja, a było widać, że od paru dni śpię na ulicy.
M- Słuchaj od paru dni poszukujemy nauczyciela do nauki tańca chłopaków z zespołu, i zastanawiam się czy byś nie chciała wsiąść tej roboty??
J- A co bym za to dostała??
M- To jest normalna praca, czyli po prostu pieniądze. Jeśli chodzi o kwotę myślę, że 5 i pół tysiąca za miesiąc.
J- Oczywiście, że się zgadzam- Powiedziałam rozentuzjazmowana- Jest tylko jeden problem…
M- Zaraz zadzwonię do agenta i wybierzemy miejsce zamieszkania dla ciebie.
Po tej informacji po prostu chciałam rzucić się temu obcemu mężczyźnie na szyje, mocno go uściskać i ciągle dziękować, zamiast tego dusiłam w sobie tą radość.
J- No to wtedy się zgadzam to, kiedy mam zacząć??
M- Zanim się ogarniesz myślę, że powinnaś zacząć od piątku. Masz cztery dni na przygotowanie się, zdążysz??
J- Tak, tak zdążę.
M- No to w takim razie siadaj do auta i załatwimy ci to mieszkanie.
W aucie panowała chwila ciszy, nagle mężczyzna ją przerwał.
M- Jestem Michael, powiedz jak się nazywasz?- Mimo, że dopiero się poznaliśmy bardzo go po lubiłam
J- Jestem Diana.
M- A powiedz mi ile masz lat?- To pytanie mnie trochę zdziwiło, ale co się dziwić, jeżeli jest się od zawsze podejrzliwym i do tego mieszkało się z pedofilem w domu.
Nawet nie chciałam pytać się ile on ma lat.
J- 18 Niedawno skończyłam.- W samochodzie znów zapanowała ta niezręczna cisza, postanowiłam ją przerwać.
J- Bardzo dziękuje.
M- Za co dziękujesz?
Słyszałam ten pytający dźwięk w głośnie, co mnie bardzo zdziwiło, przecież ten człowiek otworzył mi drzwi do kariery dał prace i pomógł załatwić mieszkanie. Gdyby nie on to nadal bym stała i tańczyła na ulicy, mieszkałabym pod jakimś dworcem z innymi bezdomnymi i żyła bym za ok. 15 funtów dziennie w sezonie.
J- Za to, że uratował mnie pan od życia na ulicy, jestem panu wdzięczna do końca życia.
Patrzyłam na Michaela, w jego oku kręciła się łza, łza współczucia i poczucia, że zrobiło się naprawdę coś dobrego.
Reszta podróży minęła bezsłownie. Nie wiem czy zastanawiał się czy dobrze zrobił biorąc młodą i już bezdomną dziewczynę, czy współczuje mi. Te myśli nadal zostawały w mojej głowie.
PRZY OSIEDLU:
A.P.M- No witaj, Ty jesteś Diana tak?
J- Tak, tak jestem. Wiadomo już, co z tym mieszkaniem?- W moim głosie można usłyszeć było nutkę ekscytacji.
A.P.M- Czyli tak znalazłem dużo wolnych mieszkań w tym bloku. Jest to najwyższy budynek mieszkalny w Londynie. Pokoje są na pierwszym, osiemnastym, dwudziestym drugim, trzydziestym pierwszym, i ostatnim piętrze.
J- A jak bardzo, że tak powiem są duże.
A.P.M- To na pierwszym piętrze jest najmniejsze a na ostatnim największe.
J- To wtedy wzięłabym to na ostatnim piętrze.
A.P.M- Mogę o coś spytać? Jest pani samotna i będzie pani mieszkać sama, po o pani taki wielkie mieszkanie??
Już chciałam odpowiedzieć, gdy nagle z samochodu wybiegł Beethoven.
A.P.M- No to już rozumiem, miłego dnia życzę do widzenia.
J- Dziękuje na wzajem i do widzenia.- Pożegnałam młodego mężczyznę miłym uśmiechem i ruszyłam z Beethovenem w stronę windy. Kiedy wysiadłam z windy, przywitała mnie starsza kobieta.
S. P- O witaj kochanie, ty jesteś tą nową lokatorką??
J- Tak, bardzo mi miło jestem Diana.
S.P- Witam cię bardzo serdecznie, nazywam się Marianna Simon, mieszkam obok ciebie. Ojej msze iść do domu szarlotkę mam w piecu do zobaczenia.
J- Do widzenia.- Bardo miła ta pani- pomyślałam.
Weszłam do mieszkania, moim oczom ukazało się przestronne mieszkanie. Nie mam pojęcia skąd wzięły się tam meble. Od razu zabrałam się za przeszukiwanie zakątków domu. Zwiedzanie zajęło pół dnia. Szybko umyłam się po czym przebrałam się w piżamkę i walnęłam się na wielkie łoże, Obok mnie położył się Beethoven.
NASTĘPNY DZIEŃ:
*pukanie do drzwi*
 J- Już idę, idę.- Powoli stoczyłam się z łóżka i poszłam do drzwi.
M- Witaj Diano, przyniosłem ci pensje za ten miesiąc, od razu spłacisz mieszkanie. Widzę, że już się prawie ogarnęłaś, to dobrze, bo widzisz potrzebujemy ciebie już jutro!
J- Zdążę na pewno do jutra, dziękuje bardzo.
M- W takim razie do zobaczenia jutro.- Uśmiechnął się do mnie i poszedł w stronę windy.
J- Dobrze do widzenia.
Weszłam do domu i rozmyślałam nad tym, co powiedział Michael. Skoro już jutro mam iść do pracy dobrze by było gdybym poszła do sklepu.
J- Co ty na to piesku? Idziemy do sklepu?- Zabrałam ciuchy i poszłam się ubrać. Założyłam Beethoven’owi smycz i ruszyłam do miasta. Po kilku minutach znalazłam się w centrum handlowym. Na wystawach widniało wiele ładnych ubrań szkoda tylko, że do mnie mało ubrań pasuje. Miałam dość specyficzną urodę, a ludzie nie potrafią wyobrazić sobie mnie w sukience. W pewnej chwili stanęłam na ulicy otoczona sklepami i zakupoholikami. Mówiłam do siebie Nigdy nie lubiłam chodzić na zakupy, a teraz mam sobie ciuchy kupić…
PO PARU-GODZINNYCH ZAKUPACH:
Kupiłam rzeczy do ubrania się u na trening, teraz wystarczy wrócić  do domu i przygotować się do pracy.
W DOMU:
Kupiłam ciuchy i potrzebne kosmetyki, jedzenie itp. Wszystko już rozpakowałam i poukładałam, jednak brakowało mi czegoś. Postanowiłam zabrać się do wystroju wnętrz żeby jakoś wypełnić to pustkę w domu. Weszłam na stronę internetową i spostrzegłam, że była macocha sprzedaje moje stare rzeczy z pokoju. Te, na które było mnie stać zamówiłam a reszta no cóż przepadła… Ucieszyłam się, gdy spostrzegłam napis OBDIÓR DO RĄK WŁASNYCH, nareszcie będę mogła jej wygarnąć co o niej wyśle. Oczywiście szybko dostałam odpowiedz ubrałam się, więc zamknęłam mieszkanie i zawołałam TAXI. Nie miałam samochodu a jako, że ja mieszkam w centrum miasta a ona bardziej odsunięta od cywilizacji podróż TAXI trochę trwała.
W DOMU RODZINY ZASTĘPCZEJ:
J- Dzień dobry, ja po te rzeczy, które zamówiłam.- Powiedziałam z dumą w głosie, w końcu udało mi się odbić od dna.
T- Tak, tak czekają już na panią…- Nagle stanęła, po prostu wryła się w ziemie. Zupełnie tak jakby nigdy nie myślała, że mnie spotka no chyba, że na ulicy.
Ta cała sytuacja trochę mnie rozbawiła chodź starałam się pozostać poważną.
J- Coś się może stało??
T- Nie nic się nie stało.- W jej oczach ukazała się nienawiść do mnie.- Proszę to twoje zamówienie.
J- Dziękuje bardzo.- Zapłaciłam kobiecie i wsiadłam do samochodu.
W jej oczach widniała nienawiść, złość, ale również strach. Strasznie chciało mi się śmiać lecz  powstrzymywałam się aby pan kierowca nie pomyślał, że jestem jakaś chora psychicznie.
NASTĘPNEGO DNIA:
Jak każdy człowiek wstałam zjadłam śniadanie i zaczęłam przygotowywać ubiór do pracy. Ubrałam się w to i wyszłam z mieszkania. Do nowej pracy nie miałam daleko, zaledwie 15 min spacerkiem.
Kiedy weszłam do pracy przywitał mnie Pan Michael.
M- Witaj Diano, chłopcy już czekają w sali nr 9.
J- Zaraz do nich dołączę, tylko przebiorę się w ciuchy na trening.- Powiedziałam posyłając miłe spojrzenie.
M- Dobrze, w takim razie do zobaczenia.- Powiedział po czym poszedł do sali.
Poszłam do przebieralni i ubrałam się. Kiedy skończyłam, poszłam w wyznaczone miejsce tak już czekał na mnie Michael.
M- O dobrze, że już jesteś, chłopacy to Diana, Diano to One Direction…
_________________________________________________________________________________
Przepraszam za tak długą nie obecność, no ale wiecie święta, rodzinka jedzonko :3
Po świętach pojawi się specjalny imagin :D
Nadal z Mileną nie wiemy czemu nie komentujecie :(
No trudno, życzę mokrego dyngusa bo na smaczne jajeczka już za późno :3
Trzymajcie się Misiaki :*



sobota, 30 marca 2013

#13

Dziś obóz integracyjny. Razem z moją nową klasą mamy pojechać do wsi, aby się tam ‘zintegrować’. Przeprowadziliśmy się do Polski z ojcem i mamy tu mieszkać przez trzy lata. Ojciec ma tu interesy, więc ja ma tu się uczyć, całe liceum. Przez parę lat uczyłam się języka, obecnie biegle umiem sześć języków. Matkę mam z Irlandii, także akcenty mam opanowane. Odziedziczyłam po niej urodę: rude, kręcone włosy, duże, zielone oczy i twarz usiana piegami. Muszę przyznać to jest urocze. Wracając. Wyskoczyłam z samochodu i szybko wzięłam torbę z rzeczami, zbiegając na dół wzięłam jeszcze jabłko i wbiegłam z powrotem do samochodu. Nie mieliśmy dużo czasu bo od uroczystości rozpoczęcia roku, do wyjazdu na wycieczkę mieliśmy niecałe pół godziny, a mój dom znajduje się na drugim końcu miasta.
J: Jedźmy już!- krzyknęłam do taty siedzącego za kierownicą, to był cud, że miał dla mnie czas. Musiałam się przebrać na normalne 
ubrania w samochodzie, bo właśnie wróciliśmy z rozpoczęcia.
Na miejscu przytuliłam tatę i udałam się do nie za bardzo szczupłej pani, która miała być moją wychowawczynią.
W: Hailey Edwards?
J: Tak, to ja.- przyjaźnie się uśmiechnęłam
W: Skąd jesteś?
J: Trudno powiedzieć… z Wielkiej Brytanii- powiedziałam zgodnie z prawdą. Ojca mam z Anglii, a mamę z Irlandii.
W: Wspaniale!- klasnęła w dłonie, trochę się przestraszyłam- Wsiadaj już do autokaru i zajmij wolne miejsce.
Zgodnie z poleceniami nauczycielki wsiadłam do autokaru. Znalazłam sobie wolne siedzenia prawie na samym tyle. Rozłożyłam swoje rzeczy i wyjęłam tablet. Ledwo go włączyłam, a już usłyszałam głos:
Ch: Mogę się dosiąść?- spytał wysoki brunet
Rozejrzałam się po autokarze, było jeszcze dużo miejsca. Jednak  odparłam
J: Skoro nalegasz… Jasne!- uśmiechnęłam się
Przesunęłam się pod okno i przyłożyłam rozgrzaną twarz do chłodnej szyby.
Ch: Jak masz na imię?
J: Jestem Hailey.
Ch: Skąd jesteś?
J: Powiem ci, jak dowiem się jak masz na imię.- byłam stanowcza
Ch: Jestem Daniel, odpowiadaj na pytanie.- powiedział poważnym głosem
J: Pochodzę z Wielkiej Brytanii.
D: A gdzie mieszkałaś?
J: W Irlandii.
D: Mogłem zgadnąć po akcencie. Trudno jest się uczyć polskiego?
J: Bardzo, to dziwny język…
D: Ej…
J: Taka prawda!
D: A po co przeprowadziliście się do Polski?
J: Interesy ojca i śmierć matki- na wspomnienie tego oczy zaszkliły mi się
D: Musi być ci ciężko…- powiedział ze współczuciem
J: Nawet nie wiesz jak, ale wspiera mnie psychicznie kuzynka. Pozwól, że pogadam z nią na Skype.
D: Masz tu Internet?
J: Tak.- oznajmiłam bez uczuć
Włączyłam aplikację i oczekiwałam tylko, żeby Perrie była dostępna. Tak, to ona jest moją kuzynką. Prośby zostały spełnione, włożyłam słuchawki w uszy i zadzwoniłam. Po odebraniu przez nią połączenia, w głośnikach dało się słyszeć krzyk i pisk, zaczęłyśmy konwersację w języku ojczystym:
P: Hailey! Tak długo nie dzwoniłaś! Martwiłam się i tęskniłam.
J: Domyślam się. Dlaczego u ciebie jest taki hałas?!
P: Pamiętasz tego Zayn’a?
J: Tego o którym mi cały czas gadałaś?
P: Tak! Wiesz i on dwa dni temu poprosił mnie o chodzenie!
J: To cudownie! Ale to nadal nie wyjaśnia tych hałasów w mieszkaniu.
P: No bo on jest w takim znanym boys- bandzie, One Direction.
J: I…
P: Nie przerywaj! Tam jest pięciu chłopaków, najmłodszy ma osiemnaście, a najstarszy 23. No i ogólnie oni przyszli dzisiaj do mnie.
J: Współczuję…
P: Kto obok ciebie siedzi?- przesunęłam tablet w stronę chłopaka
J: To jest Damian.- chłopak widząc to, pomachał Pezz, na co ona mu odmachała
P: Mrr…
D: Ty znasz Perrie Edwards?- zwrócił się do mnie
J: Idioto, to moja kuzynka!- chłopak był najwyraźniej oszołomiony, zwróciłam się do Perrie- Mogę zobaczyć tych co latają po twoim mieszkaniu?
P: Tak.- powiedziała, po czym odwróciła się i wrzeszczała na chłopaków
Nie czekałam długo, a w kamerce ujrzałam piątkę chłopaków. Rozmawialiśmy sobie z nimi ok godziny, po czym rozłączyłam się, mówiąc, że jestem zmęczona.
D: One Direction też znasz?!
J: No teraz to tak.- posłałam mu serdeczny uśmiech
Obydwoje odwróciliśmy się do tyłu, żeby nawiązać jakąś rozmowę z resztą uczniów. Wydawali się już znać Daniela, bo mówili do niego po imieniu. Pogadaliśmy trochę, a ja odczuwając głód, odwróciłam się z powrotem na nasze miejsce i wyjęłam śniadaniówkę, konsumując MOJE jedzenie, w ukryciu przed nauczycielem. Ledwo skończyłam jeść, a już usłyszałam głos nauczycielki: „Jesteśmy na miejscu”.
Wysiadając z autokaru w oczy rzuciła mi się duża stajnia, a obok niej sporych rozmiarów budynek mieszkalny. Domyśliłam się, że to nasz ośrodek. W końcu ten wyjazd nie kosztował mało. Tak jak myślałam, z bagażami skierowaliśmy się na plac przed owym budynkiem. Wychowawczyni powiedziała nam o zasadach tam panujących i zostaliśmy przydzieleni do pokojów. Na mnie natrafiły modnisie, nie byłam z tego specjalnie zadowolona, ale postanowiłam zachowywać się optymistycznie. Skierowałyśmy się do pokojów. W pokoju znajdowały się trzy łóżka piętrowe i jedno jedno- osobowe. Wybrałam dolną część łóżka piętrowego w rogu pomieszczenia. Wyjęłam 
rzeczy , które miałam zamiar ubrać i schowałam walizkę pod łóżko. Na półce znajdującej się najbliżej mojego miejsca położyłam jedzenie i zgrzewkę napojów. Zaczęłam przyglądać się reszcie, nie minęło pięć minut, a już przestało mnie to interesować. Do pokoju weszła nauczycielka, mówiąc:
N: Obiadu nie będzie, czekajcie na kolację o 19:30. Dziś nie mamy żadnych zajęć, także możecie robić co chcecie.
Ucieszyłam się w duchu, postanowiłam się trochę przewietrzyć. Wyszłam z kompleksu i automatycznie ruszyłam w stronę stadniny. Głaskałam przez jakiś czas konie, jednak gdy już mnie to zmęczyło, wróciłam z powrotem do budynku. Na korytarzu spotkałam Daniela.
D: Jak tam z twoimi współlokatorkami?
J: Daj spokój…- machnęłam ręką- A u ciebie?
D: Ja chodzę do tej szkoły od gimnazjum, o mnie się nie martw.- roześmiał się- Chodźmy na kolację, umieram z głodu.
J: Tak jak ja… Poczekaj pójdę po bluzę.- powiedziałam i pobiegłam do mojego pokoju
Wyjęłam bluzę z kocimi uszami i wyszłam.
D: Fajna bluza.
J: Uważam, że jest UROCZA.
D: Powiedz ‘r’.
J: Nie…
D: No powiedz.
J: Nie! Poza tym już idziemy do stolików.
D: Usiądź ze mną!
J: Nie, bo będziesz mnie nękał tym…- nie dokończyłam, bo wiedziałam do czego to zmierza
D: Czym?- odparł z chytrym uśmiechem na ustach
J: Oj… Ty już wiesz…
D: Nie, nie wiem…
J: Spadaj.
D: Nie ma mowy! Siedzisz ze mną.- powiedział po czym pociągnął mnie za rękaw bluzy do stolika, przy którym ktoś już siedział.- Poznajcie Hailey, będzie z nami chodziła do klasy! To kuzynka…- nie dokończył, bo zakryłam mu usta dłońmi
Chłopcy spojrzeli po sobie, po czym zaśmiali się. Zjadłam całkiem sporo jedzenia, następnie bez słowa odeszłam od stolika i poszłam do pokoju. Była tylko brunetka, która zdaje się mieszka ze mną. Zignorowałam ją i rzuciłam się na łóżko. Z racji, że łazienka nie była zajęta, poszłam się umyć. Po prysznicu w niezbyt czystej kabinie prysznicowej, nasmarowałam ciało masłem kakaowym i założyłam 
piżamę. Wyszłam z łazienki, wrzuciłam ubrania do walizki, a sama położyłam się na łóżko na plecach. Usłyszałam dźwięk skrzypiących drzwi. Natychmiastowo poderwałam się i usiadłam po turecku. Do pokoju wszedł Daniel.
A:Kogoś szukasz?- spytała Agata
D: Taak, a mianowicie… JEJ!- pokazał palcem na mnie
J: Czego znowu?
D: Chodź ze mną!
Wzięłam tablet ze sobą i zostawiłam oszołomioną Agatę i jej przyjaciółkę na środku pokoju. Na korytarzu spytałam Daniela:
J: Czego chcesz? Jestem w piżamie!
D: No widzę przecież, chodź.
J: Gdzie idziemy?
D: Do mojego pokoju!
J: I co ja mam tam robić?
D: Będą moi znajomi. Może się z kimś zaprzyjaźnisz…
J: Jakbym była jakąś chłopczycą.
D: Dziewczyny też będą, to są naprawdę fajni ludzie.
J: Postaram się tobie zaufać.
Chłopak otworzył drzwi pokoju i wpuścił mnie pierwszą do środka.
J: Hej, jestem Hailey.- powiedziałam nieśmiało
Wszyscy: Hej!
Zaczęli mi się po kolei przedstawiać. Nagle jedna z nich, Marcelina, zaproponowała mi:
M: Może przeniesiesz się do nas… Mamy wolne miejsce, ty pewnie nie chcesz przebywać w towarzystwie tych pustaków, a wychowawczyni się na pewno zgodzi.
J: Jasne!
Z: To chodźmy już do pani!- powiedziała rozentuzjazmowana
Razem z trójką dziewczyn wyszłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się do wychowawczyni. Ona od razu się zgodziła. Poszłyśmy po moje rzeczy. Trochę mi zajęło pakowanie jedzenia. Agata widząc to, oburzyła się:
A: Gdzie ty idziesz?
N: Spędzi ten tydzień w naszym pokoju.- powiedziała z dumą Natalia
Wystawiłam moim byłym współlokatorkom język i obładowane bagażami wyszłyśmy z pokoju. Daniel pomógł nam z walizką, bo pokój znajdował się na wyższym piętrze, na które trzeba wejść po stromych schodach. Odbierając bagaże od chłopaka podziękowałam mu i weszłam z dziewczynami do pokoju. Wybrałam sobie dolną część łóżka piętrowego, które stało naprzeciw telewizora. Nade mną będzie spała Marcelina. Walizkę schowałam pod łóżko, a słodycze położyłam na szafce. Była już 22, więc wyjęłam tablet i postanowiłam obejrzeć film. Marcelina zeszła do mnie i się przyłączyła. Wybór padł na Titanica.
*trzy miesiące później*
Kolejny spokojny dzień w szkole. Nie musiałam się niczym martwić, bo dobrze się uczę. Przebrałam buty na Martensy i założyłam na siebie kurtkę khaki. Wyszłam ze szkoły w towarzystwie Marceliny i paru innych dziewczyn, które wracały tym samym autobusem. Nieoczekiwanie z jednego z samochodów wysiadła Perrie i podbiegła w moją stronę. Pociągnęłam ją w bok.
J: Co ty tu robisz?!
P: Przyjechałam! Powinnaś się cieszyć…- powiedziała z udawanym zasmuceniem, po czym roześmiałyśmy się
J: Ty chyba nie jesteś świadoma ile tu masz fanek, one ci spokoju nie dadzą!
P: Nie przyjechałam tu sama…
J: Jak to nie? Kto z tobą jest?
P: Mój chłopak i jego przyjaciele.
J: O mój Boże, mają przejebane… Uświadomię wam to w domu. Poczekaj, pójdę powiedzieć Marcelinie, że jadę samochodem.
P: Marcelinie?- powiedziała łamiąc sobie przy tym język
J: To polskie imię…
Odeszłam od niej i poszłam powiedzieć Marcelinie.
M: Nie wsiadaj do samochodu obcych ludzi.- przestrzegała
J: Oni nie są obcy… Zresztą jutro ci wszystko powiem, a teraz pa!
M: Pa…- odkrzyknęła z nieudawanym zdziwieniem
Podążyłam do samochodu, z którego wcześniej wyskoczyła szalona kuzynka.
H: A więc tak Hailey wygląda na żywo!
J: Miłe przywitanie…Jakie z was nieokrzesane dzieci…
Lo: Starsze od ciebie!
J: Ale głupsze.- wystawiłam mu język, a on udawał, że się obraził
Chłopcy cały czas zagadywali i opowiadali różne dowcipy. Najzabawniejsze było to, jak za każdym razem gdy Harry opowiadał swoje historyjki i ‘żarty’, które wcale nie były śmieszne, dostawał w krocze od Louisa.  Nie minęło dwadzieścia minut, a już znaleźliśmy się pod moim domem.
P: Jest wujek?
J: Ojca nie ma.- bez emocji jej oznajmiłam
P: Można się było domyśleć.
J: Wy idźcie na górę do mojego pokoju, a ja zamówię pizzę.
Zadzwoniłam do pizzerii, po złożeniu zamówienia, jak już się rozłączyłam za sobą ujrzałam Hazzę.
H: Śmieszny jest ten polski.
J: Też tak uważam. Chodźmy na górę!
Weszliśmy do pokoju, w którym reszta już siedziała. Usiadłam na podłodze i zaczęłam mówić.
J: Czy wy jesteście świadomi skutków waszego przyjazdu tutaj?
L: Nie martw się, wszystko załatwiliśmy z Paulem.- zapobiegł mojemu wykładowi
J: Będziecie musieli wszędzie wychodzić z ochroną… To nie jest przyjemne.
Z: Jak Perrie przyjechała to my też!
J: Radzę wam się pilnować.- zmierzyłam ich piorunującym wzrokiem
Lo: Zachowujesz się doroślej ode mnie!- roześmiał się
Zarumieniłam się. Minęła nam godzina rozmawiania o tym co się dzieje w naszym życiu. Rozległ się odgłos domofonu. Poderwałam się szybko z miejsca i najszybciej jak się dało ruszyłam w stronę drzwi.
H: Gdzie tak pędzisz?!
J: Pizza idioto!- Niall słysząc to, pobiegł za mną
Rozbawiło mnie to, wzięłam pieniądze ze stolika i w białych skarpetkach wybiegłam na dwór do dostawcy. Dałam pieniądze, mówiąc ‘ Reszty nie trzeba’ i serdecznie się uśmiechając. Odwróciłam się i zobaczyłam stojącego kilkanaście centymetrów ode mnie.
J: Przestraszyłeś mnie!- powiedziałam i udając obrażoną obróciłam się do niego plecami
Ten mnie przytulił i już chciał wziąć z moich rąk pudełka z pizzą, ale ja zdążyłam mu uciec. Wystawiłam mu język i szybko pobiegłam do pokoju.
J: Jedzmy dopóki on tego nie dorwie.
Zdążyliśmy sobie nałożyć po trzy kawałki kiedy Niall wbiegł do pokoju. Zostało jeszcze jedno opakowanie. Blondyn od razu wziął je w swoje ręce i zaczął konsumować.
Po skończonym posiłku zaproponowałam film. Zeszliśmy na dół do salonu, w którym stał całkiem spory, 60’ calowy telewizor.
J: Co oglądamy?
L: Toy Story!
J: Czyli Króla Lwa, która część?- nie dawałam im dojść do głosu- Macie rację, pierwsza najlepsza.
Bez słowa włożyłam płytę i usiadłam obok Nialla. Podczas filmu popłakałam się. Zawsze mnie wzruszał. Usłyszałam szczekanie za szklanymi drzwiami, prowadzącymi na taras. Można było zauważyć w nich mojego psa, rocznego, czarnego Cocker Spaniela.
P: Charlie!- otworzyła drzwi i przywitała się z psem- Śliczny jest!- powiedziała, po czym skierowała się do Zayna- Kiedyś też takiego będziemy mieć.
Spojrzałam na zegarek, była już 9 pm.
J: Gdzie będziecie spać? Mam tu miejsce tylko dla Perrie.
Z: O nas się nie martw, mamy miejsca zarezerwowane w hotelu.
H: Odbierzemy cię jutro ze szkoły- puścił mi oczko
J: Jasne…
Lo: To my już idziemy!
Zayn pocałował Perrie. A ja przytuliłam resztę. Odprowadziłyśmy ich do furtki, a następnie skierowałyśmy się do mojego pokoju. Po wieczornej toalecie usiałyśmy na łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać.
P: To co… Który ci się najbardziej spodobał? Hm…- zaśmiała się
J: Perrie!- skarciłam ją
P: No ale tak na serio,  to który?
J: Ale nikomu nie powiesz?- dziewczyna pokręciła przecząco głową- No dobra… to jest Niall.
P: Wiedziałam!
J: Dlaczego się tak cieszysz?!- zdziwiłam się
P: Wygrałam zakład…
J: Perrie…
P: Dobra młoda, idź już spać.
Obudziłam się o 6:30, bo tak miałam ustawiony budzik. Perrie jeszcze smacznie spała. Umyłam się i ubrałam. Na śniadanie zjadłam płatki  i napisałam kartkę dla Pezz, a obok niej położyłam klucze do domu. Wyszłam z domu i zamknęłam za sobą drzwi. Przywitałam się z Jerrym, moim szoferem i wsiadłam do auta.
W wejściu do szkoły zastałam Daniela.
D: Hailey.- pomachałam mu i poszłam do szatni
Dziś miałam trzy sprawdziany i dużo kartkówek. Teraz jest przerwa przed ostatnią lekcją. Udało mi się zaciągnąć Marcelinę do toalety, aby wytłumaczyć jej wydarzenia z wczorajszego dnia.
M: No, opowiadaj co się wczoraj działo.
J: Nie wiem czy wiesz, ale ta Perrie Edwards jest moją kuzynką.
M: Oja, naprawdę?!
J: Tak, ale obiecaj, że się nikomu nie wygadasz!
M: Obiecuję!- położyła rękę na piersi
J: No i wiesz… Jej chłopak to…
M: Tak! Wiem! Zayn Malik!- pisnęła i momentalnie zakryła usta dłonią
Była directioner, także się jej nie dziwię.
J: No i- kontynuowałam- Ten cały Zayn i jego przyjaciele z zespołu przyjechali z nią do Polski. Tylko mi nie zemdlej proszę…
M: Ja pierdole- zaczęła gadać coś po polsku tak szybko, że nie mogłam jej zrozumieć
J: Ogarnij się i nikomu nie mów- ostrzegłam- Wtedy cię z nimi poznam, jeśli umiesz dobrze mówić po angielsku.
M: Umiem! Umiem!- była taka podjarana, że z trudem można była ją zrozumieć
J: Chodźmy już na lekcje.- powiedziałam słysząc dzwonek
Nauczyciele w tej szkole są wyjątkowo punktualni, nie jest to byle jaka szkoła, tylko jedna z tych lepszych.
Weszłyśmy do Sali, Marcela na lekcji cały czas przesyłała mi znaczące spojrzenia. Wychodziłam ze szkoły obok Daniela i Marceliny. Podbiegło do mnie dwóch chłopaków, na początku nie wiedziałam kim są, ale później się domyśliłam. Przytuliłam ich. Pociągnęłam oszołomioną Marcele za rękaw.
J: Pa, Daniel!- zwróciłam się do chłopaków- Chodźmy już!
Wsiedliśmy do samochodu, posadziłam Marcelinę obok Pezz.
P: Kto to?
J: Moja przyjaciółka- po czym szepnęłam do Pezz- Ona ich uwielbia.- pokazałam na chłopaków, po czym powiedziałam głośniej- Zostaje u mnie na weekend.
Hazza był najwyraźniej zadowolony tym obrotem sprawy.
J: Marcelina mówi po angielsku dobrze, tylko teraz jej mowę odebrało. – powiedziałam po czym usiadłam na siedzeniu obok Nialla i się w niego wtuliłam.
 Perrie do mnie mrugnęła. Boże, ona tylko o tym…
Lo: Może gdzieś pojedziemy?
H, M: Tak!- spojrzeli po sobie i się zaśmiali
J: Odwieźcie mnie wtedy do domu, nie czuję się najlepiej.- Niall dotknął mojego czoła
N: Masz wysoką gorączkę, zostanę z tobą.
Jak powiedział tak zrobił. W dwójkę weszliśmy do domu, ja położyłam się na kanapie, a Niall, jak to Niall ruszył ku kuchni. Po chwili wrócił z talerzem kanapek i kubkiem herbaty w ręku.
J: Ty to zjesz?!
N: Nie.- zaśmiał się uroczo- To ty to zjesz.
J: Tyle?! Ja nie dam rady.
N: Dasz radę.- wziął jedną kanapkę- A teraz otwórz buzię.- powiedział pieszczotliwie
J: Nie dzięki, aż taka chora nie jestem, żebyś musiał mnie karmić- podniosłam się i wzięłam kanapkę
Nialler pomógł mi w zjedzeniu większości kanapek, sam je konsumując. Po skończonym posiłku ułożyłam się na nogach chłopaka i zasnęłam. Obudziły mnie krzyki chłopaków.
N: Zamknąć ryje! Hailey śpi!- skarcił ich
J: Już nie…- powiedziałam, przeciągając się- Ile spałam?
N: Półtorej godziny.
J: Nogi cię nie bolą?
N: Nie…- uśmiechnął się serdecznie
P: Gruchajcie gołąbki, gruchajcie.- pokazałam jej środkowy palec
Poszłam do pokoju przebrać się i z powrotem położyłam się spać. Już zamykałam powieki, gdy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
N: To ja…- usłyszałam spokojny głos Nialla
J: Wejdź.
Chłopak zamknął drzwi za sobą i usiadł na moim łóżku.
J: Chcesz coś?
N: Może jak już wyzdrowiejesz poszłabyś ze mną gdzieś? Rozumiem jeśli nie chcesz…
J: Oczywiście, że chcę Horanku.
*sobota*
Dziś wieczorem idę z Niallem do restauracji. Miałam jeszcze godzinę. Założyłam 
to, włosy pozostawiłam rozpuszczone, a rzęsy potraktowałam tuszem.  Wraz z dźwiękiem dzwonka do drzwi zeszłam na dół.
N: Hm, Irlandzka piękność…- zarumieniłam się na te słowa
Pojechaliśmy do jednej z droższych restauracji na romantyczną kolację. Horan mi się podobał, jednak nie byłam pewna, czy zakochałam się z wzajemnością, dlatego ucieszyłam się na ten wieczór.
Chłopak odsunął mi krzesło i pozwolił usiąść, a sam usiadł na krześle naprzeciwko mnie. Złożyliśmy zamówienia i zaczęliśmy rozmowę. Niall przez chwilę się jąkał, a potem rzucił pod nosem
N: Zakochałem się w tobie.
J: Naprawdę?
N: Wiem, to żałosne… Pewnie masz już chłopaka.
J: Myślałam, że to ja się zakochałam w tobie, a nie ty we mnie.
N: Serio?! Cudownie!- powiedział radośnie- To… Czy chcesz zostać moją dziewczyną?
Nie powiedziałam nic tylko go pocałowałam, był z początku zaskoczony, ale potem oddał pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie,  bo kelner przyniósł nasze zamówienie.
Do domu wróciliśmy już jako para.
Minęło pięć lat, Niall miesiąc temu oświadczył mi się i wszystko nam się układa.
_____________________________________________________________________________________________
Przepraszamy za tydzień nieobecności. Martyna ma coś dodać jutro ;3 Ja jestem mega zmęczona i jak widzicie najwyraźniej weny nie miałam, głupio wyszedł. Ale ważne, że jest. Proszę o szczere komentarze, lub w ogóle jakiekolwiek komentarze. Komentarze można dodawać z anonima, także się o nic nie martwcie. No, a na Wielkanoc, życzę Wszystkiego najlepszego! I trwania w miłości do One Direction.
Dobranoc 

sobota, 23 marca 2013

#12


*Perspektywa Katie*
Pewnego dnia wybrałam się z przyjaciółką do kawiarni. Miałyśmy świetny powód żeby się tam wybrać, otóż Samantha chodziła ze swoim chłopakiem 2 lata. Po drodze gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Kiedy doszłyśmy na miejsce, do Samanth’y zadzwonił telefon.
J- Odbierz ja znajdę nam miejsce.
Znalazłam niewielki stolik koło okna usiadłam i czekałam na przyjaciółkę.
S-Hej, wiesz, co się stało? Mike do mnie zadzwonił!
J- I co powiedział?- Powiedziałam bez entuzjazmu.
Samanthe jako typową nastolatkę kręciły wyłącznie ciuchy i przystojni chłopcy.
S- Z okazji naszej rocznicy chce się spotkać. – Powiedziała ze słodziutkim uśmiechem.
J- O jejku, jakie to słodkie. Szkoda, że Alex taki nie jest. A o której?
S- O 18 przyjedzie po mnie do domu. A która godzina?
J- *wyjęłam telefon z torby* 13:50.
S- No zajebiście, jest za dziesięć czternasta a ja nie mam, w co się ubrać!
Błagam cię, Katie chodź ze mną na zakupy. Wiem, że nie lubisz chodzić po sklepach, ale zrób to dla mnie i pomóż wybrać sukienkę. Proszę!!
J- No dobrze oby to długo nie zajęło.
S- Nie zajmie!
Zapłaciłyśmy i wyszłyśmy przed sklep.
J- No to gdzie chcesz iść?
S- Największego centrum w Londynie.
J- Ja pierdzielę…
S- No chodź nie marudź.
Poszłyśmy w kierunku centrum. Nie dość, że nie lubię sklepów ciuchami to ona chce mnie zaciągnąć do największego w mieście centrum handlowego.
PO KILKU GODZINACH CHODZENIA PO SKLEPIE:
J- Piękna sukienkę  wybrałaś, Mikowi na pewno się spadowa.
S- Ale nie wybrałabym jej bez ciebie. Zobacz to chyba Alex, z jakaś dziewczyną.
J- No tak mówił mi wczoraj, że dzisiaj przyjedzie do niego kuzynka.
S- No dobra kuzyna, jak kuzyna tylko dlaczego oni się całują?
J- Co?!
* Perspektywa Alex’a*
Moja dziewczyna na pewno mnie tu nie przyłapie, ona nienawidzi chodzić do centra handlowego.
J- No to co mała idziemy do kina?
Dz- Jasne kocie.
*perspektywa Katie*
J- Wiesz ci ja już chyba pójdę do domu.
S- Odprowadzę cię.
*PRZED DOMEM Katie*
S- Chcesz żebym z tobą została.
J- Ciebie chyba do końca pojebało?! Dzisiaj jest twój dzień, mną się nie przejmuj.
WIECZOREM
No dobra Katie, nie myśl o tym chłopaku, jutro w szkole z nim zerwiesz spokojnie- mówiłam do siebie żeby się uspokoić. Nagle usłyszałam dzwonek w telefonie. To była wiadomość od Alex’a. ‘’Hej Katie słuchaj, musimy zerwać. To nie twoja wina tylko moja. Nie dzwoń do mnie, nawet nie odpisuj na tego sms’a. Stało się, jak się stał, zapomnij o mnie…’’. Strasznie mnie to zabolało, trzymałam telefon w ręku i myślałam o tym co zobaczyłam dzisiaj w centrum. Wtedy przyszła druga wiadomość tez od Alexa ‘’Hej stary tu Alex. Spławiłem Katie, ona myślała, że się w niej kochałem! Nawet nie zauważyła że chodziłem z inną.’’. Kiedy przeczytałam tą wiadomość, łzy zaczęły lecieć mi po plikach. Ubrała kurtkę i wyszłam z domu. Poszłam do parku usiadłam na skraju ławki zaczęłam płakać. Do głowy przychodziły mi różne próby samobójcze. Siedziałam i płakałam, chciałam umrzeć…
*W tej samej chwili*
*Perspektywa Zayna*
Pierwszy raz poważnie pokłóciliśmy się z chłopakami. Założyłem słuchawki na uszy i poszedłem w stronę parku. Na miejscu zauważyłem dziewczynę siedzącą na ławce. Z daleka było słychać płacz tej dziewczyny. Postanowiłem sprawdzić, co jej jest.
*Perspektywa Katie*
Ch- Hej
J- Hej
Ch- Co tu robisz, tak zupełnie sama w nocy?
J- Trochę ciężko jest zwierzyć się nieznajomemu z ulicy…- wymamrotałam chodź byłam bardzo szczęśliwa, że ktoś się mną zainteresował.
Ch- Jestem Zayn, a ty?
J- Jestem Katie.
Z- Bardzo ładne imię, a skoro już się znamy możesz mi się zwierzyć.- Kierował swój olśniewający uśmiech prosto na mnie. Pomyślałam, Co mi szkodzi? I zaczęłam się zwierzać.
Kiedy wszystko opowiedziałam, dopiero co poznanemu chłopakowi rozpłakałam się. Chłopak wstał i przytulił mnie najmocniej jak umiał.
Z- On nie zasługuje na ciebie na pewno znajdziesz lepszego.
J- Chyba już znalazłam- uśmiechnęłam się do chłopaka
Po tych słowach pocałowaliśmy się. Siedzieliśmy na tej ławce, gadaliśmy, śmialiśmy się i zwierzaliśmy sobie.
Z- Dobra jest już późno, chodź odprowadzę cię do domu.
POD DOMEM
J- Jesteś najmilszym nieznajomym, jakiego spotkałam w całym swoim życiu…
Na pożegnanie chłopak wręczył mi swój numer telefonu i dał namiętnego całusa, poczym zniknął w ciemnościach.
_________________________________________________________________________________
Jeżeli chcecie dalsze części jakiegoś imagina to napiszcie.
Postaram się dodać coś wieczorem a na razie trzymajcie się Misiaki :*

#11


Sobota, przyjechaliśmy do centrum na podpisywanie płyt. Już na wejściu dało się słyszeć pisk tych wszystkich fanek. To było miłe, że nas kochały, ale to czasami naprawdę doprowadzało do szału. Usiedliśmy za ladami przygotowanych wcześniej stolików.  Wszystko to była czysta monotonia. Podpisywałem się ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do ust. Dziś nie miałem na nic ochoty. Najchętniej zostałbym w domu i jadł chipsy. Z całej rutyny wyrwał mnie widok ślicznej dziewczyny podążającej do mnie.
J: Dla kogo mam podpisać?
Dz: Dla Destiny.
Podbiegła do niej dziewczyna wyglądająca identycznie, z różnicą ubrań. Ta cała Destiny miała na sobie to, a ta druga to.
D: Co jest Melanie?
Mel: Ten twój przyjaciel, kupił mi koszulkę na urodziny i każe mi się przebrać przy nim.- pokazała palcem na biegnącego w ich kierunku chłopaka
D: Już, tylko wezmę płytę!
Dopisałem szybko numer telefonu i oddałem płytę dziewczynie już nie uśmiechając się sztucznie.
*oczami Destiny*
J: To gdzie uciekamy?- skierowałam się w stronę siostry
Mel: Do damskiej! Chociaż według mnie ten pedał tam wejdzie.
J: Ej! On nie jest pedałem! Nawet na takiego nie wygląda...- broniłam przyjaciela- A poza tym, gdyby w końcu był tym pedałem, to by ci chyba nie kazał się przy nim przebierać?
Mel: A zwłaszcza gdy założył czerwone rurki.. ale no w sumie.. Chodźmy już!
Skierowałyśmy się ostatecznie do sklepu z bielizną, wątpiłam w to, że tam nas znajdzie. Po niecałych minutach "oglądania" staników, Mel odezwała się.
Mel: Chodźmy już... Głodna jestem.
J: Wiesz, że przy wyjściu ze sklepu stoi Eddie?
Mel: Wiem, ale on w końcu dla ciebie też ma prezent...
J: Idziemy!
Nie myliłam się, przy wyjściu ze sklepu stał Eddie. Jak wyszła Melanie, zaczął ją łaskotać. Ona oczywiście zaczęła się głośno śmiać, bo to jej słaby punkt.
Mel: A za co to?!
E: Za nazwanie mnie pedałem i zboczeńcą!
Melanie już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale sama wiedziałam co miała mu do powiedzenia...
J: To co? Idziemy jeść!- klasnęłam w dłonie
* w restauracji*
Mel: Może pokażesz nam jak twoi idole ci podpisali płytę?
J: Przecież ich nie lubisz...
Mel: Oj, weź... Daj spokój. Podpisu na płycie nie mogę zobaczyć?
Ze zrezygnowaniem wyjęłam płytę z torby i podałam ją Mel. Ta zaczęła oglądać podpisy.
Mel: U... Widzę, że ktoś o imieniu Louis się tobą zauroczył...- zabawnie poruszyła brwiami
J: Dlaczego?- zapytałam się z nieukrytym zdziwieniem
Louis podobał mi się najbardziej ze wszystkich członków zespołu.
Mel: Numer telefonu kochana Destiny, numer telefonu...- odparła tajemniczo
E: Może do niego zadzwonisz? Albo przynajmniej napiszesz?
J: Hahah, co ja mogę mu napisać? " Hej, to dziewczyna, której napisałeś numer telefonu na płycie"
Mel: To jest dobry pomysł...
E: Tak, napisz tak- poparł Mel
Więc napisałam, tak jak mi kazali i... wysłałam. Odpowiedź dostałam po niecałej minucie.
"Może przyjdziesz ze swoimi przyjaciółmi do Starbucks'a? Będe czekał z chłopakami o 16. Xx"
Mel, jak to Mel, wyrwała mi telefon z rąk i zaczęła czytać.
Mel: U... Romansidło się szykuje...Mru!- wykonała szybki ruch dłonią, naśladując kotka
Czasem się dziwię, że jesteśmy siostrami... W dodatku bliźniaczkami.
E: A która jest godzina?- Mel niechętnie wyciągnęła telefon z kieszeni
Mel: Już za pięć szesnasta.- powiedziała leniwie
J: Mel, ogarnij się! mamy 5 minut! A ja nawet nie wiem gdzie jest Sturbuck's!
E: Dess, spokojnie. Od kiedy ci tak na kimś zależy?
J: Mam się spotkać z moimi idolami i mam być spokojna?!
Mel: Dobra, idźmy już.- załagodziła sytuację, wkładając słuchawki w uszy.
Skierowaliśmy się w kierunku kawiarni, Mel co chwilę podśpiewywała jakieś kawałki piosenek, znowu słuchała metalu. Ja słucham popu, więc znowu żadnego podobieństwa.
Melanie nie była za bardzo szczęśliwa ostatnio, to dlatego, że jej kotek zdechł. Dostała go na 6 urodziny, zdechł ze starości niecały miesiąc temu. Melanie jest twardą dziewczyną, ale cały czas chodzi załamana. Chyba nie widzi też, że Eddie pocieszając ją chce ją poderwać. Nieważne.
Weszliśmy do kawiarni, próbowałam wypatrzeć One Direction. Lou, gdy mnie zauważył podbiegł.
Lo: Chodźcie za mną do stolika.
Eddie i Mel spojrzeli po sobie, nie mam pojęcia o co im chodziło. Wszyscy usiedli na dwóch kanapach, po chwili przyszli chłopcy z zespołu. Obok Melanie usiadł oczywiście Eddie, a po jej drugiej stronie usiadł zadowolony Hazza. Do mnie dosiadł się Louis, po drugiej stronie była ściana... Nagle odezwał się Niall.
N: Boże! Ale wy jesteście podobne!
L: Siostry?
J, Mel: Bliźniaczki.
E: Wygląd ten sam, ale charakery różne...- uśmiechnął się tajemniczo do Melanie
Mel: A może tak byście się przedstawili...
H: Jak to?! Ona nas nie zna?!
Mel: Ona- pokazała palcem na mnie- was uwielbia, natomiast ja was nie znam. - nastała cisza, którą Mel szybko przerwała- Ale chyba znam ciebie- tym razem pokazała na Louisa- tak, Lou. Mam zagracony plakatami z twoją twarzą cały dom, bo Destiny cię uwielbia. O boże, jej pisk. I ja żyję z nią w domu...
Rzuciłam w Mel menu.
Mel: Ejjj... Za co to było?
Lo: Dobra... To może tak. To jest Harry, Liam, Niall i Zayn.- pokazywał kolejno na chłopaków-  teraz wy...
J: Ja jestem Destiny, moja siostra to Melanie, a nasz przyjaciel zwie się Eddie...
 W tym momencie przyszła kelnerka.
*oczami Melanie*
Zamówiłam karmelowe latte z bitą śmietaną i jakieś ciasto. Krępowało mnie trochę, jak ten cały Harry się na mnie patrzył.
Przyszła kelnerka z naszymi zamówieniami, zaczęliśmy prowadzić ożywioną rozmowę. Po skończonym posiłku Destiny odezwała się.
D: Mel, jest już osiemnasta, a my jeszcze nic nie kupiłyśmy!
J: Ja tam mogę iść w spodniach...- nie robiło mi to za dużej różnicy
D: Nie Melanie! Idziemy!
J: Jakbyś była moją matką. Dobrze wiesz, że bardzo nie lubię- starałam się grzeczniej mówić- chodzić po sklepach!
Lo: Ej, dziewczyny nie kłoćcie się.
Z: Pójdziemy z wami jeśli chcecie...
L: Taak, Zayn lubi sklepy z ciuchami...
E: Muszę iść, Dakota...
Podeszłam do Eddiego i mocno go przytuliłam. Był ode mnie wyższy o głowę, więc wtuliłam się w jego tors, a on przytulił twarz do moich włosów.
J: Pa!- powiedziałam na odrzutne
D: Kto to Dakota?- spojrzała na Harrego
J: To jego młodsza siostra...- Harry na te słowa spuścił głowę
*oczami Harrego*
Podeszłem do Destiny zawiedziony i spytałem:
J: Łączy ją coś z Eddie'm?
Dziewczyna się zaśmiała.
D: Nie sądze, to jej najlepszy przyjaciel... Poza tym on już ma dziewczynę.- od razu poprawił mi się nastrój- A co?
J: No bo ja się chyba.. chyba się w niej zakochałem.- dodałem nieco ciszej
D: Powiedz jej to. Jak jej pokazywałam plakaty, to mi powiedziała, że najbardziej się jej podobasz. Spodobały jej się twoje loczki.- dziewczyna uśmiechnęła się miło
J: Postaram się coś zrobić...
D: Trzymam kciuki!
J: Dzięki.
Postaram się do niej jakoś podejść dzisiaj.
Weszliśmy do jakiegoś sklepu z ubraniami. Przyglądałem się uważnie każdym ruchom Mel. Była wręcz idealna. Wzięła pierwszą, lepszą czarną sukienkę i udała się do przebieralni.
Wychodząc, chyba chciała spytać siostry
Mel: Jak wyglądam?
J: Cudownie.- spojrzała mi głęboko w oczy
Jej oczy były takie śliczne. Czekoladowe oczy uroczo błyszczały. Z sekundy na sekundę coraz bardziej się do niej przybliżałem. W końcu, nie mogłem się powstrzymać, pocałowałem ją. To było cudowne, po dłuższej chwili się od siebie oddaliliśmy.  Dziewczyna przytuliła się do mnie po czym powiedziała.
Mel: Chyba cię kocham...
J: Dlaczego chyba?- zapytałem zasmucony
Mel: Bo nie wiem, czy ty mnie też...- spuściła głowę
Uniosłem jej podbródek do góry i pocałowałem malinowe usta.
J: Gdybym cię nie kochał, to bym ciebie nie pocałował pierwszy.
*oczami Destiny*
Kierując się do przymierzalni, widziałam jak Harry całował się z Mel. Słodko razem wyglądali. Ależ ja jestem cudowną swatką i jaką skromną.
Będąc już w przymierzalni, przypomniało mi się, że zapomniałam torebki.
J: Meg, podaj mi proszę moją torebkę!
W drzwi ktoś zapukał, pewnie Meg z torebką. Tak myśląc, otworzyłam drzwi. Wszedł Louis. Oddał torebkę i już chciał wychodzić.
J: Lou, czekaj!
Lo: Co?!
J: Kocham...- nie dokończyłam, bo Louis mi przerwał pocałunkiem
Lo: Ja ciebie też.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~THE END~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie wyszedł, ale ważne, że jest... Dzisiaj jeszcze coś dodam, ja spadam >.<

piątek, 22 marca 2013

#10

Dzisiaj idę z Pauline na koncert One Direction. Ona jest wielką directionerką, natomiast ja nie uważam się nawet za fankę, tylko tyle, że podobają mi się ich piosenki. Długo zastanawiałam się co mam na siebie założyć,  jednak nie długo. Założyłam to, cudownie oddawało to mój chwilowy nastrój. Owszem, cieszyłam się trochę z koncertu, zwłaszcza, że Pauline uzyskała bilety VIP. Ja natomiast mam mnóstwo powodów do smutku. Wracając, rozpuściłam włosy, schowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z mieszkania.
*pod domem Sue*
Zadzwoniłam do drzwi i odczekałam chwilę.
S: Nicole! Jesteś już!- dziewczyna była szalona i nieogarnięta
Chodziła jeszcze w dresach,a włosy sterczały jej na wszystkie strony.
J: Uhm... Nie wiem czy wiesz, ale idziemy dziś na koncert...
S: Tak wiem, wiem!- zaczęła podskakiwać z radości- Już nie mogę się doczekać!
J: Ja proponuję, żebyśmy weszły do twojego domu i żebyś się w końcu w coś ubrała i uczesała... to...- powiedziałam pokazując palcem na jej włosy
S: JASNE! Mam już wszystko przygotowane!
Pobiegłyśmy do jej sypialni, Pauline poszła na chwilę do łazienki. Po chwili wróciła w tym, a blond włosy miała upięte w wysokiego koka. Wyglądała ślicznie.
J: Ty chyba chcesz, żeby ci ktoś z nich- powiedziałam pokazując na jeden z wielu plakatów 1D- pożyczył ci bluzę...
P: I to nie wiesz jak bardzoo!!!- pisnęła z radości
J: Obawiam się, że niedługo się dowiem i obawiam się też, że z moim szczęściem to akurat ja sobie coś zrobię...
P: Oj, weź się nie załamuj. Niedługo któryś z nich będzie twoim mężem.
J: Ja nie pojmuję twojej zajebistej wiary w rzeczy najmniej możliwe.
P: Ej, mała, wszystko jest możliwe.
Udałyśmy się na halę koncertową samochodem Pauline, która już umiała jeździć. Tłum był niesamowity. Pauline podała ochroniarzom bilety i zostałyśmy zaprowadzone pod scenę.
Rozpływałam się w słowach piosenek. Najbardziej dotykały mnie solówki, człowieka, o głosie anioła. Pauline mi mówi, że ten anioł ma na imię Liam. Tak więc podczas jego śpiewu czułam dreszczyk na skórze. To było cudowne uczucie. Po koncercie idziemy na podpisywanie płyt. Nie mam płyty, więc początkowo chciałam udać się do ściany, lecz przyjaciółka ciągnęła mnie za sobą. Nadeszła nasza kolej. Przywitałyśmy się i porozmawiałyśmy trochę. Nadeszła kolej na Liama.
L: Hej, ty nie masz płyty?
J: Nie... Ale może wezmę autograf?
L: Jasne!
*z powrotem w domu*
Sprawdzałam zawartość torby w poszukiwaniu telefonu, gdy natknęłam się na kartkę. Rozwijając ją zdążyłam zauważyć, że to pewnie jest autograf od Liama. Jednak na kartce znalazłam jeszcze coś, czego wcześniej nie widziałam. Był to numer telefonu i podpis do tego " Zadzwoń, proszę".
Postanowiłam jutro w jakiejś przyzwoitej godzinie wykonać telefon do anioła.
*kilka lat później*
Wzięłam ślub z Liamem, oczekujemy przyjścia na świat naszego synka Leo. Fanki mnie chyba zaakceptowały, a Niall spotyka się z Pauline. Szalona przyjaciółka miała rację, mówiąc " Niedługo któryś z nich będzie twoim mężem".
_________________________________________________________________________________
Jestem zmęczona, także się nie dziwię, że nie wyszedł. Dobranoc xx

#9

M- Patrycja obudź się.
J-  Co się stało?  Która godzina? 
M- 7:15
J- Czemu mnie tak wcześnie obudziłaś?
M- Słuchaj ja teraz wychodzę do pracy kończę o 15:30 ale idę do swojego Marcina.
Marcin to chłoptaś mamy z którym jest od pół roku, dobrze się z nim czuje tylko przez to ma mało czasu dla nas.
J- Kiedy zamierzasz przyprowadzić Marcinem do naszego domu i przedstawić go nam?
M- W przyszłości. Słuchaj, wiesz co dzisiaj jest?
J- Y chwila.- Spojrzałam a datę do telefonu. Był 15 lipca.
J- No tak dziś urodziny Meg.
M- No własnie zostawiam wam 100 złotych i idźcie do wesołego miasteczka czy coś.
J- Zaraz, nie będziesz na urodzinach Meg? Mamo ona kończy 8 lat powinnaś być z nią, to ważny okres w jej życiu.
M- Tak tak. Dobra córcia ja wychodzę, i od razu weź Kilera na spacer.
J- Dobra papa!
Po wyjściu mamy znowu położyłam się do łóżka.
Killer to nasze kochane psisko. Jest trochę przerośniętym owczarkiem niemieckim. To właśnie Meg go tak nazwała, a miała o tego prawo gdyż dostała je na urodziny 6 lat temu.
Meg- Patrycja wstajesz jestem głodna..
J- Już wstaje mała, wszystkiego najlepszego!!
Meg- O dziękuje, co dziś robimy gdzie mama?
J- Mama poszła do swojego faceta, ale nie martw się wyskoczymy dzisiaj na miasto i uczcimy twoje urodziny, ale najpierw proponuje na śniadanie naleśniki.
PO ŚNIADANIU:
J- Dobra smakowało?
Meg- Tak!!
J- To zmykaj na górę ubierz się a następnie załóż Killerowi obroże a ja tu ograne.
Wszystko ogarnęłam a następnie poszłam na górę i ubrałam się. Wzięłam torebkę i spakowałam potrzebne rzeczy. Następnie szybkim krokiem zeszłam na dół, a tam czekała na mnie już gotowa Meg wraz z Killerem. 
Wzięłam psa, i następnie poszłyśmy do miasta. Po drodze zatrzymałyśmy się w niewielkim parku. 
J- No Meg gdzie chciałabyś pójść?
Meg- Wiesz mój ukochany zespół rozdaje dziś autografy w centrum handlowym i zastanawiam się czy...
J- Nie ma sprawy idziemy... chodź Killer!
PO DRODZE:
Rozmyślasz sobie*Ach ta Meg i ten jej kochany zespół... Jak on się nazywał? One Direction? Chyba na to wygląda...* I nagle spotkałyśmy tłum directionerek.
J- Ciekawe jak my się przedrzemy przez te tłumy?
Meg- Idę zająć kolejkę, prószę postój ze mną
J- No bobra a co z Killerem?
Meg- Wiesz co, widzę kilka moich przyjaciółek z klasy ty tu zostań bo mi wstydu przyniesiesz.
J- W sensie nie znamy się?
Meg- Tak.
J- Okej, to ja idę się przejść z kilerem a ty stój w kolejce.
Meg- Okej pa!
Meg zniknęła w tłumie rozkrzyczanych fanek czekających na swoich idoli.
W pewnym momencie Killer wyrwał mi się z rąk i pognał w stronę tłumu. 
J- Killer do nogi! O mój Boże jak on się przedarł przez te tłumy... sorka, sorka, no pies mi uciekł przepuść mnie kobieto!
Załamałam się, nigdzie nie mogłam znaleźć psa. Usiadłam na ławce, a wtedy łzy zaczęły mi spływać po poliku. I wtedy podeszła do mnie siostra.
Meg- Pati co ci się stało?
J- Już chyba milion razy mówiłam żebyś mnie tak nie nazywała. A tak poważnie to Killer uciekł.
Meg- Spokojnie przecież na obroży ma nasze dane.
J- Racja wracajmy już do domu. No i co podpisali ci koszulkę?
Meg- Nawet nie masz pojęcia jak się... no po prostu brak słów. Oni są tacy przystojni...
J- A od kiedy ty się interesujesz chłopcami?
Meg- Nie chłopcami tylko mężczyznami. Oni są tacy słodcy.
Meg gadała o nich przez całą drogę powrotna do domu, na szczęście miałam ze sobą słuchawki...
 W DOMU
J- Okej to może film oglądniemy co chcesz obejrzeć?
Meg- Barbie i Magia Tęczy!!
J- Dobra dobra siadaj.
 W TRAKCIE FILMU:
*Dzwonek do drzwi*
J- Otworze!
J- Mama?! Co tu robisz tak wcześnie?
M- Wcześnie jest 21. A gdzie Killer?
J- No bo widzisz kiedy byłyśmy w mieście wyrwał mi się z reki razem ze smyczą i pognał w tłumy ludzi...
M- Zgubiłaś go?
J- Trochę tak i nie.
M- Czyli?
J- Tak- zgubiłam go, nie- obroża jest z naszymi danymi.
M- O bogu dzięki! Dobra możesz zostawić mnie i Meg samą?
J- Dobrze pójdę na spacer może go spotkam.
M- No widzisz idź już idź...
J- Pa?
Kiedy spacerowałam zastanawiałam się dlaczego mama tag bardzo chciała żebym opuściła dom i zostawiła ją sama z Meg. Kiedy przechodziłam obok centrum zadzwonił do mnie telefon.
J- Halo?
N- Hej zgubiłaś może dzisiaj psa Killera?
J- Tak tak właśnie poszłam go poszukać.
N- Nie szukaj przyjdź do centrum handlowego ja tam będę czekał z psem.*Rozłączył się*
Nie wiedziała jak wygląda chłopak, który znalazł psa dlatego szukała owczarka.
Po chwili usłyszałam szczekanie,  szłaś za szczekaniem psa.  Po chwili ujrzałam, że psa trzyma wysoki mężczyzna. Podeszłaś bliżej żeby się zobaczyć kto to.
J- Hej, bardzo dziękuje za znalezienie psa i zadzwonienie. Lekko się uśmiechnęłam.
N- Nie ma sprawy, ja już muszę lecieć.
J- Czekaj może ci się jakoś odwdzięczę?
N- Mogłabyś- Podszedł bliżej.
Moim oczom ukazał się wysoki chłopak z cudnie kręconymi się włosami.
J- A jak?- zrobiłam zadziorną minę.
N- Mogłabyś zostać moją dziewczyną.- powiedział tak i przysunął się do mnie dając soczystego całusa.
J- Nawet nie znam twojego imienia.- ciągnęłam dale żeby nie było widać, że mnie to nie obchodzi, ale to nie prawda strasznie mi się podobał i do tego ten całus- Maatko.
                                                                                            
N- Jestem Harry...                                                                             
-To jak będzie?
*A co mi szkodzi*- pomyślałam po czym zgodziłam się.
J- No dobra 
H- Serio?
- Pozostaje tylko jeszcze jedna sprawa: jak masz na imię?
J- Patrycja...
H- Cudowne imię- po tych słowach nasze usta złączyły się po raz 2 i przypieczętowały nasz związek...

_________________________________________________________________________________
Widzę, że nie chcecie żadnej dedykacji...
No trudno, pamiętajcie że ja z Mileną nadal czekamy na ten pierwszy komentarz *.*
A na razie trzymajcie się Miśki :* 







#8

Ubrałam się i postanowiłam pójść do sklepu. Mój brzuch domagał się jedzenia, a lodówka była pusta. Od kiedy przeprowadziłam się od rodzinnego domu dręczy mnie ten sam koszmar. Nie ma jedzenia! Gruba nie jestem, a nawet mam niedowagę, nie wiem jak to możliwe... W każdym bądź razie ja jestem wiecznie głodna. Przeprowadziłam się do Londynu z powodu studiów, a wcześniej mieszkałam z rodziną w Irlandii, niedaleko Dublina. Wracając, zeszłam w dół, po schodach całkiem zadbaną klatką schodową. Wychodząc z budynku założyłam słuchawki na uszy i w dupie miałam cały świat, i tak nikt nie zwracał na mnie uwagi, więc w razie czego nie muszę się nikim przejmować. Od najbliższego spożywczaka miałam 15 minut drogi, mimo, iż mieszkałam w centrum stolicy. Zdarzało mi się tu spotykać "znane" osoby, ale jakoś nie za bardzo zawracałam sobie nimi głowy. Moi ukochani piosenkarze już nie żyli, także jakoś nie za bardzo liczyłam, że ich spotkam... Weszłam do nie małego sklepu drzwiami obrotowymi i pierwsze co zobaczyłam to tłumy. Taakie tłumy jakich nigdy nie widziałam. Starałam się nie zwracać na to uwagi, ale trochę się zdenerwowałam, gdy jakaś nastolatka mnie pchnęła na półki z jedzeniem.
J: Myślisz?!- wrzasnęłam
Pewnie dzięki tym krzykom i piskom wcale mnie nie usłyszała. Gdy z trudem wzięłam jakieś "konkretne" jedzenie ruszyłam do działu ze słodyczami. O tak! Zrobię sobie dziś, samotnie spędzoną może, ale cudowną noc filmową! Z takim zamiarem zastanawiałam się ile tego "gówna", jak to moi rodzice określali, mam zabrać i jakie. Nie było zbyt dużego wyboru, który zwykle jest. Jeszcze trudno się dostać... Przeciskałam się przez ludzi, którymi były jakieś napalone fanki, mówiąc ciągle "Przepraszam". W końcu zdenerwowałam się, jak jakaś dziewczyna na mnie podniosła głos:
Dz: Każdy chce ich dotknąć! Co ja jestem, żeby cię przepuszczać?!
J: O... Skoro uważasz, że przyszłam tu, po to tylko żeby dotknąć jakiegoś twojego idola to się grubo mylisz! Ja jestem głodna i chce kupić coś do jedzenia, a ty mi tu mówisz, że nie będziesz mi ustępować. Ludzie, co z wami?!
Po moim wybuchu zaczęłam się pchać przez wszystkich na chama, próbując dojść do półki z żelkami. Było ich strasznie mało. Spakowałam jeszcze parę łakoci i skierowałam się do kasy. Kolejki oczywiście były nieziemskie. A ja oczywiście nadal nie wiem kto taki jest w sklepie... Wpatrzyłam się w plakat reklamujący jakieś mięso i się zamyśliłam. Z transu wyrwali mnie pędzący między półkami nastolatkowie, przeciskali się przez ludzi do wyjścia. Właśnie za nimi pędziły tłumy, kim oni mogli być...Przyglądałam się tej sytuacji, nie powiem, bawiło mnie to. Chwilę potem wyszłam ze sklepu, ponieważ skończyłam zakupy. Taszczyłam produkty spożywcze w kierunku domu. Jak się obróciłam zauważyłam, że ci chłopacy znów biegną. By;i nawet przystojni. Otrząsnęłam się, myśl trzeźwo Naomi, przecież miesiąc temu chłopak z tobą zerwał- mówiłam sama do siebie- ogarnij się, nie myśl o innych pięknych. Przestałam gadać sama do siebie, gdy, pod wynikiem popchnięcia mnie przez drugiego osobnika, straciłam równowagę i upadłam. Siatki z zakupami poleciały na różne strony. Nad sobą zobaczyłam Nialla Horana z One Direction, to pewnie za nimi uganiały się te pierdolone psychofanki ;__;
N: O boże, przepraszam cię! Nic ci nie jest?! Chodź odprowadzę cię do domu!
J: Weź, już spokojnie, ogarnij się! Nic się nie stało. Lepiej zobacz co z moim jedzeniem.
N: No bo wiesz... to jedzenie się już na nic nie nadaje...
J: Cudownie, a ja jestem cholernie głodna.
Próbowałam się podnieść, ale kostka mnie strasznie bolała.
J: Kurwa, tylko nie to.- powiedziałam przez zaciśnięte zęby
N: Co, co jest?? Mam cię zawieść do szpitala? Chodźmy już lepiej, bo te fanki nam nie dadzą spokoju.- założyłam mu rękę na ramię i spróbowaliśmy kawałek podejść- Chłopaki!- wrzasnął zrezygnowany blondyn
"CO?!"- zapytała jednocześnie grupa nastolatków stojąca parę metrów przed nami.
Rozpoznałam w nich resztę członków zespołu i chyba managera. Podeszli do nas bliżej.
H: Znowu jakaś fanka?- powiedział z drwiącym uśmieszkiem na ustach
J: Prędzej bym była chyba waszym hejterem niż fanką.- pojechałam po nim, widać, że ich to zabolało
Lo: To co jest?
N: Skręciła kostkę i straciła pięć toreb dobrego jedzenia. Wszystko tylko dlatego, że uciekałem.
Z: No to nie mamy innego wyjścia, niż zabrać cię do domu!- klasnął w dłonie
J: A czy ja wyraziłam zgodę?
L: Przecież ktoś musi się tobą zająć.
N: A ja słyszałem, z tego co mówiłaś do siebie, że nikt nie ma.- puścił mi oczko
J: Idźmy już!- odparłam zrezygnowana widząc tłumy
Wsiedliśmy do busa i pojechaliśmy do ich domu. Harry i Zayn zanieśli mnie na rękach na kanapę, po chwili przyszedł Liam z apteczką.
L: Dziewczyno, z tym trzeba jechać do szpitala.
J: Uhm, super.
* po powrocie, w domu One Direction*
J: To ja już wychodzę...
N: Nigdzie nie idziesz! Zostajesz na noc!
J: Właśnie, że idę.
L: Nigdzie się nie ruszasz, bo po pierwsze jest późno, a po drugie masz skręconą kostkę.
J: Mam zostać na noc u chłopaków, których nie znam?!
Lo: Zaraz do mnie przyjedzie Eleonor, da ci swoje ubrania i pogadacie. Na pewno się zaprzyjaźnicie!
J: Dobra, mogę zostać...
H: Musisz.- powiedział stanowczo Hazza
J: Jestem głodna, bardzo...- potwierdziło to burczenie mojego brzucha
N: U.. Ja też!
Powlekłam się, podskakując na jednej nodze do kuchni. Jednak Louis przełożył mnie przez ramię jak worek treningowy.
Lo: Lekarz mówił, że masz odpoczywać! Niall zrób jakieś kanapki... W sumie to nawet nie wiem jak masz na imię...
J: Jestem Naomi...
H: Skooro już zadajemy pytania to teraz ja! A więc Naomi, skąd pochodzisz?
J: Z Irlandii.
Z: O... To tak jak nasz Horanek!
Horan przyszedł właśnie z kanapkami więc zaczęłam je konsumować. Dołączyła do nas jakaś dziewczyna.
Lo: El, patrz jaka Naomi jest do Nialla podobna!
E: No tak, nawet. Mają takiego samego koloru włosy i oczy...
L: I jedzą tyle samo! Haha...
Z: Obydwoje są z Irlandii.
H: Wyczuwam nową parę...- Harry poruszył zabawnie brwiami
Wymieniliśmy między sobą, z Niallem, zdziwione spojrzenia.
Rozmawialiśmy przez jakieś półtorej godziny, nagle zapytałam się.
J: Kto ogląda ze mną mecz Manchester United?
Chłopcy posłali mi zdziwione spojrzenia.
Lo: A ty mówiłaś, że dziewczyny nie interesują się sportem...- zwrócił się do Eleonor
E: Wydawało mi się...
Po obejrzanym meczu poszłyśmy z Eleonor do pokoju gościnnego, tak jak mówili chłopcy, zaprzyjaźniłyśmy się.
E: Ja sama nie mam nic na przebranie, więc musimy się zadowolić ich ciuchami...- po czym wyjęła z szafki dwie koszulki
Mi dała koszulkę z napisem " FREE HUGS", a sobie wzięła koszulkę bez nadruku. Były o kilka rozmiarów za duże, więc musiałyśmy zabawnie wyglądać. Pogadałyśmy chwilę o swoim życiu, a potem Eleonor zmieniła temat
E: Zauważyłaś, jak Niall ci się przygląda? On się w tobie zakochał!
J: Czy ja wiem...
E: A ty? Co o nim sądzisz?
J: No cóż, jest słodki, uroczy i kochany... I ma ładne oczy *.*
E: No widzisz, ty też się zakochałaś! Teraz trzeba was jakoś wyswatać.
J: Przesadzasz.
E: Nie sądzę...
J: A ja owszem.
E: Czyżby?! Nie znasz moich możliwości!
Dziewczyna wybiegła z pokoju i krzyknęła w tym samym czasie co Louis:
E: Niall, Naomi cię kocha!
Lo: Naomi, Niall cię kocha!
Miałam ochotę ją dorwać za to, ale nie pozwoliła mi zwichnięta kostka, a poza tym to było urocze, że blondynek odwzajemnia moje uczucia...
*2 a.m.*
Nadal nie spałam, pomyśleć, że jeden dzień tak odmienił moje życie... Do pokoju wszedł Niall. Horanek też jeszcze nie spał.
N: Hej, skoro ty też nie śpisz to chciałbym z tobą pogadać...
J: Jasne, mów.
N: No, b...bo ja, ja cię kocham!- po chwili mina mu zrzedła- Chyba, że nie czujesz tego samego i Eleonor kł...- nie dokończył, bo przerwałam mu pocałunkiem
N: To co? Będziesz moją dziewczyną? Ja cię nie zranię, jak inni co byli przede mną. Ja będę cię chronił jak jedzenia! Przyrzekam!
J: Ale ty romantyczny...- cichutko się zaśmiałam- Oczywiście!- odpowiedziałam na pytanie
Tak zrodziła się historia miłości, aż do końca. Historia związku idealnego.
_________________________________________________________________________________
I jak? Podobało się? Mam dzisiaj wyjątkową wenę, bo cały czas coś jem i może napiszę jeszcze jednego imagina. Następną część #4 dodam może jutro, a może nie, bo wcale nie komentujecie :c To ja narazie żegnam ^^

czwartek, 21 marca 2013

Dobry, chciałam Was powiadomić, że dziś nic nie dodamy, bo razem z Martyną naczytałyśmy się trochę bardzo dziwnych imaginów... Także przepraszamy i obiecujemy, że dodamy coś jutro. Na pocieszenie zdjęcie Hazzy. Trzymajcie się tam. Xx.

środa, 20 marca 2013

#6 cz.4

KILKA LAT PÓŹNIEJ:
Jest parę miesięcy przed moją 18! Pomysł z grupą taneczną faktycznie wypalił. Jednak z rodzicami było coraz gorzej, oczywiście nadal utrzymywałam kontakty z chłopakami ze siłowni, jednak były takie dni gdzie ani oni, oni przyjaciele, ani nawet Beethoven mnie nie mogli pocieszyć.
Któregoś dnia obudził mnie telefon:
H- Musisz szybko przyjść na próbę, to pilne ubierz się w rzeczy na trening- w jej głosie było słychać zachwyt.
J- Okej, dobra już, pa.
H- Pa!
Wydawało mi się to bardzo dziwne , w końcu Harriet rzadko jest taka podekscytowana. Kto wie co tam się stało. Szybko ubrałam się, chwyciłam jabłko w rękę i ruszyłam do sali treningowej.
Wchodząc do środka spojrzałam na wszystkich, chłopcy jak to oni jakieś szorty i luźny T-shirt. Ja i Harriet byłyśmy normalnie ubrane dresy, T-shirt  wygodne obuwie. Harriet rzadko nosi takie rzeczy, wyjątkowo na nasze spotkania ubierała się tak. Tylko ja z dziewczyn potrafiłam przyjść w dresach do szkoły. Julie nasza modnisia ubrana była, no niektórzy a właściwie większość powiedzą, że była ubrana normalnie, ale te szorty jak się schyliła pokazywały jej pół tyłka.
J- Co się dzieje?! Czemu kazaliście mi szybko przyjść, trening normalnie zaczyna się za półtorej godziny.
Ju- Wiesz co się dzieje? Podpiszemy kontrakt! Pan Simon będzie nas sponsorował!- Nie lubiłam sposobu w jaki ona gada, ale przyjaźniłam się z nią więc to tolerowałam. Chwile później to d mnie dotarło.
J- Na serio?!
P.S.- No tak, tylko muszę zobaczyć jak tańczycie
J- Ok, ok  dobra to zaczynamy: układ 3!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~TANIEC~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
L- I jak się podobało?
P.S.- Jesteście świetni po prostu super! Biorę was! Podpiszcie tutaj.
I znowu BIORĘ to słowo mnie pogrąża  jednak ta informacja była lepsza od tamtej. Wszyscy razem podpisaliśmy umowę.
NASTĘPNEGO DNIA:
J- Jeju która godzina?
*Głos macochy z kuchni 7:47*
J- O kurde, ale późno.- Ubrałam się i zeszłam na dół.
Normalnego dnia szkoły bym została w łóżku i spałą dalej, ale dzisiaj był wyjątkowy dzień.
Właśnie dziś pani miała przydzielać do grup 6-osobowe a mi zależało żeby być z przyjaciółmi.
NA DOLE:
J- Dlaczego mnie nie obudziłaś o 6:50 jak zawsze?!- krzyknęłam wzburzona.
M- Wiesz co ja ci tu robię śniadanie a ty tak odpyskowujesz
J- No dobrze dziękuje ale czemu mnie nie obudziłaś? I jeszcze gdzie to śniadanie?
M- Zjadłam, jesteś dla mnie nie miła i nie zasługujesz na śniadanie.
J- Co z ciebie za matka? - Oczywiście nie odbyło się bez kolejnego ciosu w twarz.
Chwyciłam to co miałam pod ręką i ze łzami w oczach pognałam do szkoły.
Na lekcje spóźniłam się 10 min.
N- Diana dlaczego się spóźniłaś, siadaj już jesteś przydzielona do grupy.
J- Dobrze proszę Pani.
Hey, Leo z kim jestem w grupie.
L- Później ci powiem.
J- Jaja se robisz czy co?
N- Diano czy ja ci przeszkadzam?
Aż się chce powiedzieć TAK no ale jedna coś powstrzymuje.
J- Nie proszę Pani
N- W takim razie siadaj i nie odzywaj się
J- Dobrze przepraszam
NA PRZERWIE:
J- Powie mi ktoś w końcu z kim jestem w grupie?
Tony- Harriet, Dave powiedzcie jej najbardziej się przyjaźńcie z Dianą z nas wszystkich.
J- Chwila o co tu chodzi??
D- A więc jesteś w grupie z...  NAMI!!!!
J- Jaja se robicie, kurde kocham was ale jednocześnie nienawidzę
*grupowy uścisk*
L- Dobra chłopaki musimy iść
T- Faktycznie, dobra narka.
D- Trzymajcie się.
Dz- Pa!
Ju- To co dziewczęta kawiarnia?
H- Jasne chodźmy
To nie do wiary, że się przyjaźnie z Harriet i Julie. Przecież się tak od siebie różnimy np. Julie to taka modnisia uwielbia ciuchy i makijaż, i zazwyczaj do szkoły ubiera się tak, Harriet jest już bardziej podobna do mnie, czy ja tam do niej, dba o wygląd, ale też nie ubiera się jak  dziewczęco, podoba mi się jej styl, no a ja uwielbiam chodzić w luźnych i wygodnych rzeczach dlatego ubieram się w właśnie w taki sposób.
DZIEŃ 18 URODZIN:
Obudziłam się jak zwykle koło 12. Zadzwoniły do mnie dziewczyny
J- Halo- powiedziałam radosnym głosem
Dz-  Dobra, czyli już nie śpisz będziemy u ciebie za 30 min.
J- Jasne spoko wpadajcie rodzice poszli do miasta na cały dzień wrócą o 18.
Dz- Super jesteśmy w drodze pa!
J- Pa!
Już dawno nie czułam się tak dobrze. Po prostu miałam ochotę wyjść na balkon i zacząć śpiewać, i witać londyńczyków porannym uśmiechem. W ten przyszedł do mnie pies, wskoczył na łóżko i zaczoł lizac, tak jakby chciał mi powiedzieć sto lat!
J- No dobra piesku, zaraz cie na karmimy
Beethoven zszedł na dół otworzył dolną szafkę i wyjął z niej swoje ulubione psie chrupki.
J-Jak brałam Beethovena do domu to wiedziałam, że to mądry i inteligentny pies, ale że aż tak?!
I znowu padło te słowo tylko teraz było wypowiedziane przeze mnie. Przecież Beethoven to  nie rzecz którą można brać i oddawać, to jest mój najlepszy przyjaciel który jakby mógł to by mnie nigdy nie opuszczał.
J- Już nigdy nie powiem ci takiej przykrej rzeczy, nigdy!- mówiłam jak jakaś wariatka do psa, ale on mnie słuchał i rozumiał byliśmy tacy sami można by rzec zagubieni w tym wielkim mieście.
*dzwonek do drzwi*
J- to pewnie dziewczyny. - zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi
Dz- No hej hej.
Ju- Jako że ty z nas wszystkich maż najpóźniej urodziny postanowiliśmy urządzić je w klubie.
J- O Jezu! Naprawdę?! Dziękuje wam!
H- A masz jakaś sukienka bo my z Julie już mamy wybraną
J- Nie założyłam sukienki od podstawówki...
Ju- Nic nie szkodzi bo zabrałam kilka na przymiarkę, hah.
J- Jesteś kochana.
PO PARU GODZINNYCH PRZYGOTOWANIACH( typu sukienka włosy makijaż itp)
J- Dobra na trzy się sobie pokazujemy.
Dz- Okej
J- 1...
    2...
    3!!
Łał no po prostu super wyglądacie.
H- Oj nie przesadzaj ty tez super wyglądasz.
Ju- Właśnie, chodźcie samochód jest
PODCZAS PODRÓŻY DO KLUBU:
Dziewczyny ze sobą gadają a ja jestem zamknięta w swoim świecie.
One po prostu świetnie wyglądają, chciały mnie pocieszyć. Julie miała a sobie przestronna sukienkę  która idealnie pasowała jej do włosów oczów  rysów twarzy, Harriet natomiast przewiewną, w której wyglądała tak uroczo. Julie przywiozła mi piękną sukienkę i idealne dopasowane dodatki. Jednak jak ktoś nie nosił sukienki od 6 lat to się dziwnie czuje.
Z przemyśleń wyrwali mnie chłopcy:
L- Chodźcie do środka bo tu chłodno, łał cudownie wyglądacie. Zwłaszcza nasza jubilatka.
T- Chodźcie, chodźcie nie każmy gościa czekać...]8
*Impreza trwała do rana, wszyscy tańczyli śmiali się i komplementowali nawzajem. W przeciwności do* *większości nasza paczka nie upiła się, jasne wypiliśmy kila piwek, ale dla mnie to wstyd upić się na 18 a* *przyjaciele mnie wspierali.*
NAZAJUTRZ RANO:
Obudziła mnie macocha
T- Dzień dobry skarbie. Twoja 18 się udała? - To pytanie wzbudziło we mnie podejrzenia jednak głowa mnie tak bolała, że na nic po prostu nie miałam siły.
J- Dobrze, dobrze.
T- Widzę, że jesteś już ubrana, a więc pakuj się i wynos mi się z domu! Wyprowadzasz się!
J- Chcesz wyrzucić mnie z domu, przecież nie mam gdzie zamieszkać?!
T- Nie obchodzi mnie to i zabierz ze sobą to wielkie i brudne zwierze/
J- Ale...
Wyrzuciła mnie z domu, na zbity pysk. Nie mam co robić Gdzie się udać zostaje mi tylko ulica...
_________________________________________________________________________________HA HA  dobra rozpisałam się trochę. Z niecierpliwością czekamy na ten Pierwszy komentarz...
Możliwe, że jutro dodam następną część i przewiduje że w niej Diana spotka zespół.
Nie bójcie się pisać komentarzy przecież  my nie gryziemy ^^
Ten kto pierwszy skomentuje coś dostanie dedyka :*
i na razie to tyle trzymajcie się Misiaki :*



Gify











_________________________________________________________________________________
A tutaj macie Gify, to taki prezent za ponad 300 wejść. Dziękujemy bardzo i mam nadzieje że będzie was coraz więcej. A za każdą następna stówkę dodamy coś ekstra trzymajcie się Misiaki :*

#7

Na razie nowy imagin, później będziecie mogli liczyć na kolejną część #4. Xx.
_________________________________________________________________________________
L- Lottie (Charlotte)

Dziś mam, za prośbą ojca Charlotte, mam zostać z dziewczynką na noc. Opiekowałam się Charlotte, tak, jakby była moją własną siostrą. Oczywiście, zgodziłam się, bo po pierwsze to dla mnie przyjemność opiekować się 13 letnią dziewczynką, a po drugie dostaję za to pieniądze. Chyba rzadko można natrafić na pracę, która jest jednocześnie przyjemna, prawda?
Spakowałam ubrania, kosmetyki i tablet. Do bocznej kieszeni schowałam jeszcze telefon, słuchawki i klucze.
Ubrałam się i byłam gotowa. Była dopiero 11.30, a w domu u Lottie miałam być o 13, więc postanowiłam wyjść do sklepu, by kupić coś dla siebie i dla dziewczynki. Po zakupach nie miałam dużo czasu więc tylko wzięłam torbę i szybkim krokiem ruszyłam w kierunku domu, w którym miałam spędzić noc. Gdy znalazłam się już u drzwi zapukałam nieśmiało, usłyszałam szczek psa a potem krzyk ' Ja otworzę!'. Drzwi otworzyła mi  trzynastoletnia dziewczynka.
L: Sophie! Już jesteś!
J: Tak, twój tata mnie prosił o przyjście już na trzynastą.
L: Chodź do mojego pokoju, zaniesiemy twoją torbę!- powiedziała pełna entuzjazmu Lottie- Tato, Sophie jest!
J: Dzień dobry panu.- powiedziałam grzecznie, gdy przechodziłam obok pokoju ojca Charlotte.
Tata Charlotte: Cześć Sophie! Chodź do mnie na słówko, muszę ci coś o kimś powiedzieć.
J: Już idę!- w tej chwili skierowałam się do zdziwionej Charlotte- Możesz zanieść moją torbę do twojego pokoju? Zaraz do ciebie przyjdę.
L: Jasne!
Weszłam do pokoju taty dziewczynki i zamknęłam drzwi.
J: Co chciał mi pan powiedzieć?
Tata Charlotte: Dziś ma też przyjechać przybrany brat Charlotte, a mnie wtedy nie będzie.
J: Jasne! Obsłużę gościa!
Tata Charlotte: Mam nadzieję.- mężczyzna uśmiechnął się ciepło- Zapłacę ci z góry.- powiedział po czym podał mi plik pieniędzy
J: Naprawdę, aż tyle nie trzeba!
Tata Charlotte: Ależ nalegam, przyjmij ten skromny napiwek.- według mnie taki skromny to on nie był, ale ojciec Lottie zawsze był taki hojny
J: Dobrze.- uśmiechnęłam się przyjemnie i wyszłam z pokoju.
Weszłam do pokoju rozentuzjazmowanej (mam nadzieję, że dobrze napisałam) dziewczyny.
L: O czym rozmawialiście.
J: Pieniądze...
L: Ugh... Kupiłaś tą gazetę?- zapytała się widząc wystające z torby kolorowe czasopismo
J: Tak, jak nasza modelka sobie zażyczyła- uśmiechnęłam się serdecznie
L: Nie zwlekajmy, zacznijmy czytać.
Lottie pochłonięta była czasopismem o gwiazdach, natomiast ja myślałam o gościu. Jak przybrany brat Charlotte mógł wyglądać... Charlotte była śliczna, tak samo jak jej młodsza siostra Felicite, nie musiałam sobie nią na razie zaprzątać głowy bo jedenastolatka jest u koleżanki na noc. Wracając, nawet nie wiedziałam ile nieznajomy ma lat, ani o której ma zamiar przyjść...
L: O czym tak myślisz?
J: Sama nie wiem- skłamałam
L: Skoro tak twierdzisz... Pójdźmy zrobić ciasto!
J: Hahah, dobrze!
Zeszłyśmy do wielkiej kuchni, ojca Lottie chyba nie było już w domu.
J: Masz jakiś przepis?
L: Myślałam, że ktoś tak dorosły jak ty umie robić ciasto!- zaśmiała się
J: Wiesz, że ze mnie marna kucharka! Ja jestem lepsza w konsumowaniu.-zaśmiałyśmy się. Może nie było tego po mnie widać, ale taka prawda- Poszukajmy jakiegoś przepisu w internecie!- powiedziałam, po czym pobiegłam na górę po tablet
Zeszłam na dół i przekazałam urządzenie Charlotte. Dziewczyna wpisała hasło w wyszukiwarkę 'ciasto czekoladowe'.
J: Hmm... Masz zamiar obżerać się czekoladą?
L: Tak!- odrzekła radosna nastolatka
Wyjęłyśmy składniki na blat. Przy wsypywaniu mąki, Lottie rzuciła mi garścią mąki w twarz.
J: Chcesz wojny?- powiedziałam zabawnie poruszając brwiami
W tej chwili zaczęłyśmy się porządnie obsypywać mąką. Jednak przerwałyśmy, gdy zabrzmiał dzwonek do drzwi.
J: To ja pójdę otworzyć.- wymamrotałam pod nosem
W drzwiach stał chłopak, gdzieś w moim wieku. Na początku był trochę zdziwiony, ale potem zaczął się śmiać. Patrzyłam na niego pytająco, no tak przecież byłam cała w mące. Wydawało mi się, że to Louis Tomlinson z zespołu One Direction, ale to by było raczej niemożliwe... Po chwili chłopak przerwał ciszę:
Lo: Yhm.. Ja jestem Louis, a ty kim jesteś?- odrzekł z nieśmiałym uśmiechem na twarzy.
Moje przewidzenia się potwierdziły, ale co z tego...
J: Ja? Ja, jestem Sophie. Zajmuję się Charlotte i mam u niej zostać na noc...
Lo: Ja jestem jej przybranym bratem.- wszystko zaczynało powoli łączyć się w całość.
L: Louis?!- do hallu przybiegła zadowolona Lottie- wreszcie przyjechałeś!!!
J: To ja pójdę uratować nasze ciasto.- uśmiechnęłam się do Lottie
L: A Lou też może robić z nami ciasto?
J: Jasne, przecież to twój brat!
Lo: Ou, dziękuję!
Poszłam w stronę kuchni, widocznie Charlotte trochę ogarnęła, bo było w miarę czysto. Wyjęłam nowe opakowanie mąki i włożyłam odmierzoną zawartość do miski. Gdy przygotowywałam mikser do mieszania, Lottie odezwała się:
L: Mogę pomieszać?- spojrzała błagalnie swoimi oczyma
J: No jasne, tylko uważaj, żeby...- było już za późno, czekoladowa masa znajdowała się na mnie.
Lou i Lottie zaczęli się głośno śmiać.
L: Oj! Przepraszam!- przyłożyła palec do mojej ręki, a później zlizała z niego czekoladę
J: To może ja wezmę prysznic i się przebiorę, a wy może skorzystacie z jakiegoś gotowca...- powiedziałam, podając Louisowi do rąk opakowanie z babeczkami do zrobienia.
Przygotowałam ubrania i poszłam do łazienki. Umyłam się, rozczesałam mokre jeszcze blond włosy i ubrałam się w piżamę. Później nie chciałoby mi się ubierać... Zeszłam na dół.
J: I jak, ciasto się udało?
Lottie podeszła do mnie i wręczyła mi babeczkę, która była podejrzanie udana.
J: Chwila, dawałam wam babeczki jogurtowe, a te są czekoladowe! Kto pozwolił pojechać do sklepu?- zmierzyłam ich wzrokiem.
Przestraszyli się na poważnie, zaczęłam się śmiać.
L: Może obejrzymy jakiś film?- przerwała ciszę
J: Jasne!
Lo: Dobry pomysł.
Louis cały czas siedział wyraźnie skrępowany. Myślałam, że jako członek TAKIEGO zespołu będzie raczej energiczny i nawet zbyt śmiały... Jakby miał coś do ukrycia. Wreszcie odezwała się Charlotte:
L: Lou... Coś cię trapi? Nigdy nie byłeś taki spokojny i nieśmiały...- rzekła, również zadziwiona zachowaniem Louisa.
Lo: Nie... Nic się nie dzieje.
Rozległ się dzwonek telefonu Lottie, chyba to było Boyfriend- Justina Biebera.
'Halo'- mówiła do słuchawki
' Jej! Ale fajnie!'
' Dobra, już daję!'- po czym przekazała Louisowi telefon
Teraz mogłam usłyszeć radosny i żywy głos Lou:
' Mama?'
'Tak, tylko będę musiał pojechać po rzeczy.'
' A co z chłopakami?'
'A.. Spoko.'- i się rozłączył
L: Sophie! Louis zostaje na noc!
J: To chyba super!
L: I to nawet nie wiesz jak!- dziewczyna krzyknęła i podbiegła do mnie, żeby mnie przytulić
Louis także wydawał się być jakiś uradowany.
J: To może zrobimy kolację...- Lottie chciała mi przerwać-...tak, potem obeżremy się jakiś śmieci.- wyprzedziłam jej myśli
Poszłam do kuchni i zaczęłam kroić bułki, dołączyła do mnie Charlotte, która wyjmowała nutellę z szafki.
Posmarowałyśmy kanapki i Lottie zaniosła je na stolik przy kanapie. Zrobiłam gorącą czekoladę i dołączyłam do reszty, jedzącej już kanapki.
Lo: Może opowiesz mi coś o sobie?- skierował się do mnie pewniejszy już Louis
J: A więc...
L: Więc..- przerwała mi Lottie- Sophie była waszą fanką, ale potem kompletnie straciła gust i zaczęła słuchać metalu- zawstydzona schowałam zarumienioną twarz pod, już suchymi, włosami.
Lo: To nic, strasznego!- powiedział, chowając mi kosmyk włosów za ucho i patrząc głęboko w oczy- Naprowadzimy cię na dobrą drogę!- obdarzył mnie najpiękniejszym uśmiechem, jakim Bóg mógłby obdarować człowieka.
Odwzajemniłam uśmiech. Czuję, jak tysiące motyli latają mi w brzuchu, zakochałam się? Nie sądzę. A może jednak? Niee, to nie może być prawda... Zadawałam sobie tysiące pytań w myślach, jednak Lottie to przerwała, kontynuując:
L: Sophie ma 19 lat, nie ma chłopaka- poruszyła brwiami, co wywołało u mnie śmiech
J: Nie moja wina, że nikt mnie nie chce!- Lottie spiorunowała mnie wzrokiem i mówiła dalej
L: Gra w piłkę nożną, jeździ konno i kocha jedzenie... Chciałabyś coś dodać?
J: Nie, bo ty wiesz więcej rzeczy o mnie niż ja!- Louis się zaśmiał
Zanim skończyliśmy oglądać film była już 23.
Lo: Takie pytanie... Gdzie ja mam spać?
L: Powinieneś wiedzieć, że w tym domu jest pokój gościnny!
Lo: No tak.. - powiedział, wyraźnie zawiedziony, nie mam pojęcia na co liczył- A Sophie, gdzie ma spać?- powiedział z nutą nadziei w głosie
L: Śpi ze mną w łóżku- rzekła z uśmiechem satysfakcji
To prawda, może to dziwnie brzmi, ale Lottie ma łóżko piętrowe, a z powodu takiego, że jej siostry nie ma ja będę spała na jej miejscu. Widać, że Lou był trochę zawiedziony.
J: No!- klasnęłam w dłonie- Lottie, twój tata powiedział mi, że masz się położyć najpóźniej o 22.30, bo masz jutro rano trening, a jest już 23! Umyj się i idź spać jeśli kiedykolwiek chcesz mnie zobaczyć żywą!
L: Już! Idę!- widać było po niej, że była zmęczona- A ty? O której idziesz spać?
J: Ja, geniuszu, muszę zabawiać gościa. Zmywaj się już!- przytuliłam nastolatkę i ruszyłam z powrotem w kierunku kanapy.
Tym razem zajęłam miejsce koło Louisa. Zaczęliśmy prowadzić rozmowę. Jak już upewniłam się, że Lottie poszła spać, zapytałam:
J: Dlaczego cały czas jesteś taki spięty?
Lo: No bo... ten...
J: Nie krępuj się, mi możesz powiedzieć...
Spojrzał mi głęboko w oczy i... pocałował mnie! Byłam w siódmym niebie, już wiedziałam, że to on jest ideałem, mimo, że nawet go do końca nie znam. To bardzo dziwne uczucie...ale prawdziwe. Teraz w jego oczach było widać iskierki radości i miłość. Pewnie moje oczy również tego nie ukrywały.
Lo: Przepraszam.- powiedział speszony
J: Nic się nie stało, to było cudowne.
Lo: Naprawdę?! Bo wiesz Sophie... spodobałaś mi się już jak stanęłaś w drzwiach, mimo, że cała byłaś w mące...- na wspomnienie tego wydarzenia cicho się zaśmiałam- czy.. cz..- nie zdążył powiedzieć do końca, bo przerwałam mu łącząc nasze usta w pocałunku, który on odwzajemnił
Gdy się od siebie oddaliliśmy, powiedziałam:
J: Tak Lou, zostanę twoją dziewczyną!
Odtąd byliśmy szczęśliwą parą, a dwa lata później Louis mi się oświadczył. To by było dziwne do pomyślenia, że 'opieka' nad nastolatką może się tak szczęśliwie zakończyć...