środa, 17 kwietnia 2013

#19


„Liam, co ty robisz? Liam! Nie!- dziewczyna próbowała powstrzymać swojego chłopaka przed oblaniem ją wodą”


Na samo wspomnienie tych cudownych chwil z nim spędzonych zakręciła mi się łza w oku. Dlaczego on musiał odejść. Dlaczego on, a nie ja? Dlaczego? Te pytania cały czas błądziły po mojej głowie. On nie zasługiwał na śmierć. Był dla wszystkich miły i kochany. Jako celebryta był uwielbiany prze fanki, miał wiernych przyjaciół, rodzinę, dziecko, narzeczoną. Zostawił nas samych. Zostawił mnie i swoje dziecko na niebezpiecznej ziemi, sam odchodząc do raju w niebie. Wszyscy rozpaczali po śmierci Liama, ale to ja najbardziej. Gdy on umarł, umarła też część mnie. Mój świat się zawalił. Przy życiu utrzymuje mnie jedynie fakt, że pod sercem trzymam jego dziecko.


„J: Masz gumki?
L: Nie. W dupie z nimi.
Zaczęli się śmiać.”


Te wszystkie wesołe chwile spędzone z nim.  Niezapomniana noc, która przyniosła młodej parze dziecko. Przypomniało mi się jak się poznaliśmy.  To było zabawne, jednak myśląc o tym nie mogę powstrzymać cisnących się do oczu łez.


„Nastolatka podskakiwała wesoła razem z jej przyjaciółką i śpiewały głośno piosenki. Wbrew pozorom nie były upite, ani nawet naćpane.
Naprzeciwko dziewczynom szło pięciu chłopaków, znanych jako One Direction. Udzielali swoją energię w podobny sposób do dziewczyn, gdy Liam wpadł na jedną z nich. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Wiadomo było, że ta miłość będzie na całe życie.”


No właśnie, na całe życie i taka była. Liam do końca swojego życia będzie kochał [T.I], a ona również nigdy o nim nie zapomni.



„ Pierwszy tydzień życia w świadomości, że jej narzeczony nie żyje był najgorszym tygodniem życia dla [T.I]. Chwila gdy się dowiedziała o śmierci ukochanego, była najgorszą sekundą jej życia, a dzień w którym to się dokonało było najgorszym dniem jej życia. Wmawiała sobie, że chłopak po prostu wyjechał w trasę, ale długo tak nie wytrzymała bo w końcu wiedziała jaka jest prawda. Była na jego pogrzebie, widziała jego ciało pozbawione życia.”


To wszystko przez jebanego kierowcę TIR a. On wcale nie ucierpiał. Może zapłacił duże pieniądze, ale dla mnie w takiej sytuacji pieniądze szczęścia nie dają. Cieszyłam się że mam przyjaciół, którzy mi pomagają uporać się z trudem.




„ Eleanor zaproponowała dziewczynie pomoc i mieszkanie do końca jej życia. Zrozpaczona [T.I] przystała na jej propozycję z racji tego że jest już w zaawansowanym stadium ciąży.”



Mam zamiar wychowywać synka na takiego cudownego człowieka, jakim był jego ojciec. Nigdy o nim nie zapomnimy.


„Codziennie przychodziła pod grób narzeczonego, by złożyć kwiaty i zapalić znicze.
To była rutyna, modliła się jakby w ten sposób rozmawiała z nim. To była prawdziwa miłość.”




* KONIEC *

_________________________________________________________________________________

przyznaję się, ze go trochę spierdoliłam, ale miałam nagły przypływ weny i zaczęłam pisać
spadam x


#18


J- Josh (perkusista One Direction dla nie wtajemniczonych)
H- Hariett
Hz: Harry ( od Hazz, nie wiedziałam jak zrobić xd)
J: Co taka ładna i młoda dziewczyna robi w lesie, zamiast siedzieć w szkole?
H: Mogłabym spytać o to samo.
J: Pf... Odpowiedz na pytanie.
H: Nie zwierzam się nieznajomym.
Chłopak burknął niezadowolony.
J: Jestem Josh…
H: Coś jeszcze..
J: Jestem perkusistą w sławnym zespole, zwanym One Direction. Tak, poznam cię z nimi.
Dziewczyna posłała mu zdziwione spojrzenie.
J: Nie znasz One DIrection?
H: Znam… ale czemu uznałeś mnie za fankę?
J: Prawie wszystkie dziewczyny są ich fankami.
H: No widzisz, to ja jestem jakimś wyjątkiem.
J: Eh.. Skoro mnie już znasz to może odpowiesz mi na wcześniej zadane pytanie?
H: Więc… Pytałeś się co robię sama w lesie..- chłopak przytaknął- Każdy głupi zauważyłby aparat przewieszony przez moje ramię.- Josh zawstydził się
J: Ale to nie wyjaśnia dlaczego nie ma cię w szkole.
H: Za dwie godziny mam iść do ortodonty. Nie ma sensu zwalniać się z połowy zajęć, bo moja szkoła jest daleko. A może teraz ty mi wyjaśnisz co robisz sam w lesie, co?
J: Ale ja cię nie znam.- odparł z uśmiechem satysfakcji
Hariett odetchnęła podirytowana.
H: Mam na imię Hariett, mam 17 lat. Lubię fotografię, a co do muzyki to mój ulubiony wokalista od dłuższego czasu jest trupem.
J: To… Ja sam nie wiem co robię w lesie. Może chcę trochę odpocząć, nie wiem…
H: Długo masz zamiar jeszcze tak błądzić?
J: Jeśli pozwolisz to będę się tobie przyglądał podczas robienia zdjęć.- brzmiało to bardziej jak rozkaz niż pytanie
H: Nie spłosz ptaków tymi słoniowymi krokami.- odpowiedziała, zgadzając się na towarzyszenie chłopaka w jej pracy
Hariett błądziła po lesie w poszukiwaniu ładnych krajobrazów, a zmęczony już Josh biegał za nią, bo nie potrafił nadążyć za jej szybkim, a zarazem cichym krokiem. Nagle dziewczyna wystawiła rękę w jego stronę nakazując mu żeby się zatrzymał.  Jej oczom ukazał się kolorowy dzięcioł, pukający w pusty pień drzewa. Po cichu włączyła aparat i powoli podchodziła w stronę ptaka. Wszystko było by pięknie, gdyby nie wystający korzeń. Przewróciła się na glebę wyłożoną jesiennymi liśćmi, pozwalając ptakowi odlecieć.
H: Kurwa!- syknęła łapiąc się za nogę
Chłopak stojący dziesięć metrów od niej szybko podbiegł i pomógł jej wstać.
J: Nic ci nie jest?- dziewczyna spiorunowała go wzrokiem, wiedział przecież że coś jej się stało
H: Zobacz co z aparatem.- rozkazała
J: Nic mu nie jest. Na razie ty jesteś ważniejsza.
Josh wziął jej torbę i przewiesił ją sobie przez ramię, a Hariett wziął na ręce.
Hariett wybuchła śmiechem.
J: Z czego się śmiejesz?- spytał próbując powstrzymać się od zaraźliwego śmiechu nastolatki
H: Nie wiem.- nagle przestała się śmiać- Gdzie mnie zabierasz?
J: A gdzie mieszkasz?
H: W Londynie.
J: W jakiej części?
H: Na obrzeżach.
J: Jedziesz ze mną do mojego domu.
H: A ortodonta?
J: Poczeka.
Chłopak wyjął telefon z kieszeni spodni Hariett i wybrał numer jej mamy.
*połączenie*
M: Cześć Hariett, słońce.
J: Tu Josh.
M: Coś się stało?
J: Pani córka skręciła kostkę i zabieram ją do mojego domu. Mogłaby pani odwołać jej wizytę u ortodonty?- mówił starając się powstrzymać Hariett od wyrwania jemu z ręki telefonu
M: Oczywiście, mam nadzieję, że mogę tobie ufać.
J: Chwila…- powiedział, gdyż przypominał mu się głos kobiety- Czy pani ma na imię Trish i zna moją matkę Rachel?
M: Tak, jak ja was dawno nie widziałam!
J: Przeprowadziliśmy się…- odparł ze smutkiem- Ale mam nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu się spotkamy.
M: Bardzo mi miło się z tobą rozmawiało, zaopiekuj się moją córką dobrze.
J: Do widzenia.- rozłączył się, pod wpływem Hariett narzekającej, że przez niego nie będzie miła pieniędzy na koncie
*koniec połączenia*
J: Mam pozwolenie twojej matki żebyś u mnie została!- powiedział uradowany, trzymając poszkodowaną na baranach
H: To do niej niepodobne.
J: Ale Hariett ja ją znam. Ale nie rozumiem dlaczego ciebie nie znam…
H: Bo mieszkałam u ojca i niedawno się przeprowadziłam do matki. Mama ci nic nie wspominała o rozwodzie, albo chociaż o swojej córce.
J: Rzadko z nią rozmawiałem. Moja mama ją zna lepiej. – tą wypowiedzią zakończył ich wymianę zdań.
Dalej szli w ciszy, w kierunku samochodu Josha.
H: Wiesz co? Ja sobie dam radę iść.
J: Teraz mi to mówisz?!
Dziewczyna wystawiła mu język i wsiadła do samochodu od strony pasażera.
H: Wow. T..to jest twój dom?- spytała zaskoczona wielkością willi
J: Nie mieszkam tu sam. Jak już ci mówiłem należę do zespołu.
H: Kolejne zadufane gwiazdki..- powiedziała sam do siebie
J: Nie mów tak o moich przyjaciołach.- powiedział słysząc co mówi- Nawet ich nie znasz.- dodał nie kryjąc urazy
H: Ojej, przepraszam. Ale jestem uprzedzona do takich osób przez jednego typka.- obroniła się
Poszła za Joshem trochę kulejąc. Przedzierali się przez tłumy fanek, aż doszli do furtki. Chłopak wyjął klucze i przekręcił zamek. Hariett zatrzasnęła ją za sobą, by nikt się nie wdarł i kuśtykała dalej do wielkich drzwi.
J: Jestem!
N: Stary, gdzie ty byłeś, lub…- zawahał się widząc Hariett- .. kogo ze sobą wziąłeś? Fanka?- spytał o zbliżającą się powoli do drzwi dziewczynę
J: Ona was nie lubi.
Do chłopaków podbiegł Harry.
Hz: A szkoda wielka, bo to córka znanego producenta muzycznego… - chłopcy spojrzeli na Harrego zaskoczeni
N: Tak właściwie to po co ją przywiozłeś i jak ją znalazłeś.
J: Długa historia później o tym pogadamy.- odpowiedział nadal zaskoczony natłokiem informacji, które uzyskał od Harrego
H: Na co się tak gapicie?- burknęła z wyrzutem, gdy weszła w progi domu
Chłopcy od razu odwrócili wzrok, a ona poszła za Joshem.
H: To twój pokój?
J: Na tydzień też twój.- odpowiedział, już bardziej radośnie- Jeśli nie masz nic przeciwko, że będziemy spali w jednym łóżku. Ja mogę się w każdej chwili przenieść na kanapę- dodał zasmucony z iskierkami nadziei w oczach
H: Oczywiście, że nie mam nic przeciwko.- chłopak odetchnął z ulgą i wyjął z szafy jego ubrania dla Hariett- Josh, wiesz.. ja cię lubię.- przytuliła go
On wtulił się w nią ze zdwojoną siłą. Dziewczyna pisnęła.
H: Ał!
J: Przepraszam.
H: Nie szkodzi.- pocałowała go w policzek, na co on się zarumienił
Hariett poszła do kuchni, żeby się napić.
Natomiast Josh zastanawiał się nad dziewczyną, która zawróciła mu w głowie. Można było zauważyć, że mu się podobała.
Gdy wróciła z szklanką soku w drobnych dłoniach, Josh podał jej ubrania i wskazał na łazienkę. Dziewczyna wyszła z pomieszczenia w szortach, gdzie zwykle sięgające do ud, jej wystarczały aż do kolan. Miała na sobie jeszcze luźną męską koszulę. Wyglądała komicznie, a jednocześnie pociągająco. Chłopak zaśmiał się.
J: Wyglądasz w moich ubraniach lepiej niż ja.
Hariett uroczo zachichotała i pochwyciła szklankę, by dokończyć picie soku.
Zeszli na dół i usiedli na kanapie. Nie czekali długo a dosiadł się do nich Niall i Harry.
J: Gdzie reszta?
H: Ze swoimi ‘drugimi połówkami’.- odpowiedział zabawnie przy tym gestykulując
Josh skomentował to krótkim ‘Aha.’ i zaczął rozmawiać z Niallem. Harry i Hariett początkowo się nie odzywali, by następnie prowadzić ożywioną wymianę zdań. Rozmawiali kilka godzin, komentując przy tym mecz golfowy, dużo się o sobie dowiedzieli. Hariett poczuła zmęczenie. Oparła swoją głowę o ramię Josha, obok którego siedziała i pozwoliła jej włosom łaskotać jego szyję. Zasnęła.
N: Josh, nie wiem czy wiesz, ale Hariett śpi.
Chłopak zerknął na dziewczynę, która od trzydziestu minut spała na jego ramieniu. Wyglądała uroczo. Josh wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka do swojego pokoju. Przykrył ją kołdrą i położył się obok niej, wpatrując się w piękną istotę. Nie czekał długo, a ona podczas jej snu przytuliła go.

Dobiegał już ostatni dzień pobytu Hariett w domu chłopaków. To miała być ostatnia noc jaką spędzi pod ich dachem.
Nastolatka weszła do pokoju Josha, wpatrując się jak chłopak śpi. Podeszła do niego, pocałowała w czoło, szepcząc „Chyba cię kocham.” Dziewczyna miała już schodzić na dół gdy poczuła dużą dłoń łapiącą ją za nadgarstek. Odwróciła się w kierunku sprawcy.
H: Josh? To ty nie spałeś?
J: Nie.- uśmiechnął się
H: Przepraszam..- spuściła głowę
J: Nie masz za co.- uśmiechnął się, podniósł jej podbródek do góry i złożył na jej malinowych ustach czuły pocałunek- Też cię kocham.
Lo: Macie zamiar tak się obściskiwać w nocy?- spytał będąc świadkiem sytuacji na schodach
Do Louisa dołączył Niall.
N: Harry, przygotuj się na prostownicę!
Hariett zaśmiała się słodko i pocałowała Josha. Wszyscy rozeszli się do pokoi.
J: To co, zostaniesz moją dziewczyną?
H: Z przyjemnością.
Ponownie złączyli usta w namiętnym pocałunku.


_________________________________________________________________________________

znów przepraszam że nic nie dodawałam ale mój umysł nie pozwalał mi na pisanie imagina
prawie wcale mnie z w domu nie było
jeśli mi się uda skończyć to jeszcze dziś pojawi się smutny z liamem
SPADAM :X

sobota, 13 kwietnia 2013

Miałam dodać imagina ale nie dodałam :/ Przepraszam, poświęciłam na niego dużo czasu, ale uznałam że się spierdolił i gówno z niego wyjdzie. Także przepraszam i oczekujcie jakiegoś imagina jutro albo w poniedziałek xx

piątek, 12 kwietnia 2013

#17 cz. 2


Lo: Chłopaki, Caroline przyjechała!- krzyknął
To było trochę dziwne, że o tak późnej godzinie jeszcze nikt nie spał.
Do przedpokoju wparowało dwóch chłopaków, myślałam, że jest ich więcej.
M: Gdzie reszta?
H: Gdzieś pojechali ze swoimi dziewczynami.- parsknął, właścicielem głosu okazał się chłopak w loczkach
M: Louis, gdzie twoja Eleanor?
E: W salonie!- oznajmił dziewczęcy głos
Mama spojrzała podejrzliwie na Louisa.
M:Nieważne, to jest [T.I], moja córka. Pojechałam po nią, bo jej luby zerwał z nią zaręczyny, nie podając wyraźnego powodu…- byłam trochę zła na mamę, że im to powiedziała, ale w tej chwili złość zastąpiła rozpacz po ukochanym- [T.I] to jest Louis, Harry i Niall, a w salonie siedzi Eleanor, dziewczyna Lou.
H: Ale z niego dupek- powiedział i mnie przytulił, byłam trochę zaskoczona tym gestem ale nie byłam w stanie nic zrobić
Po chwili dołączyła reszta chłopaków. Harry chyba zauważył, że jestem śpiąca, bo odsunął mnie od siebie, mówiąc.
H: Widzę że jesteś zmęczona- po czym skierował się do mamy- Gdzie będzie spała?- spytał z iskierkami nadziei w oczach
M: A od czego są pokoje gościnne?
N: Trzeba je zlikwidować!- mama spiorunowała go wzrokiem
J: Mogę coś…
Lo: Na ile [T.I] zostaje?
J: A ja się wtrące i chcę oznajmić, że mój żołądek domaga się jedzenia w trybie natychmiastowym, inaczej pochłonę wszystko co tylko stanie mi na drodze. Jasne?!
M: Uspokój się.. Okres masz?
J: Mamo!!- skarciłam ją- Gdzie jest kuchnia?
Po skończeniu posiłku, w postaci tostów, skierowałam się do mamy, mówiąc
J: To gdzie mam spać?
Harry już chciał coś wtrącić, ale mama była szybsza i zaprowadziła mnie do pokoju. Stały już tam moje walizki.
J: Mamo, możemy chwilę porozmawiać?
M: Jasne.- odparła i zamknęła za sobą drzwi
J: Kim ty dla nich jesteś?!
M: Jestem ich menagerem.
J: Dlaczego nie powiedziałaś?
M: Chciałam żeby to była niespodzianka.
J: I jak ja mam tu zapomnieć o NIM, przebywając w towarzystwie ładnych?- mama posłała mi znaczące spojrzenie i poruszyła brwiami- Mamo…- po raz kolejny skarciłam ją
M: No co? Czas najwyższy!- powiedziała, po czym wyszła z pokoju
Przebrałam się w piżamę i nieświadoma godziny, położyłam się spać.
Obudziłam się wyspana, co było bardzo dziwne. Wyjęłam czyste ubrania z walizki i przebrałam się w łazience. Umyłam twarz, uczesałam włosy w luźnego koka i zeszłam na dół.
M: Cześć, jak się spało?- spytała, trzymając patelnię z naleśnikami
J: Dobrze- przeciągnęłam się- Ty tu mieszkasz?
M: Nie, ja mam własne mieszkanie.
J: Ja mam spać z chłopakami?
M: Są w twoim wieku, chyba nie chciałabyś być razem ze starą babą, co?
J: Mamo,  nie przesadzaj. A tak właściwie to gdzie reszta?
M: Śpią- parsknęła śmiechem- Jednak jeśli Niall poczuje zapach jedzenia, od razu przyleci budząc przy tym całą resztę- zaśmiała się- Będę miała dziś dużo spraw do załatwienia, w związku z koncertem, który ma się odbyć za dwa tygodnie. Nie będzie mnie cały dzień i tak do końca tygodnia…
J: Czyli że mam z nimi spędzać czas?
N: NALEŚNIKI!!!- mama nie mogła dokończyć, bo do kuchni wbiegł Niall
M: Mówiłam…
Dokończyłam swoje śniadanie i rzuciłam się na kanapę. Nie trzeba było długo czekać, a w kuchni dało się słyszeć głosy reszty. Niedługo potem dosiedli się do mnie i zaczęliśmy rozmowę.
Lo: To co dziś robimy?- powiedział obejmując swoją dziewczynę
J: Wiem, że mam spędzić tylko z wami bite dwa tygodnie…- burknęłam niezadowolona
H: Weź się wyluzuj, fajnie będzie!
N: To… Może pójdziemy do Nando’s?
Lo: Zadzwonie po Zayna i Liama.
E: Chodź ze mną [T.I]!- posłusznie ruszyłam za nią
Weszłyśmy do pokoju, który zapewne był jej własnością.
E: Przynieś swoje walizki, możesz spać ze mną.- serdecznie się uśmiechnęła.
J: A Louis?
E: Znajdzie sobie inne łóżko.- puściła mi oczko
Byłam zadowolona na te słowa, że nie będę sama. Może nie będzie aż tak źle.
Poszłam po walizkę i resztę rzeczy. Z Eleanor wspaniale się dogadywałam. Miałyśmy mnóstwo wspólnych tematów. Doszedł do nas głos z dołu.
Lo: Dziewczyny! Ubierajcie się! Zaraz wychodzimy.
Wzięłyśmy wcześniej przygotowane zestawy, następnie delikatnie pomalowałyśmy się.
E: Wreszcie poznasz Dan i Perrie!
J: Chwila… Tą Perrie?!
E: Tak tą Perrie, fanka?
J: Haha, za mało powiedziane.
E: Jesteś chyba jedyna, która nie jara się nią ze względu na to, że chodzi z Malikiem… Idziemy?
J: Jasne.
Zeszłyśmy na dół, Lou chwycił swoją dziewczynę za rękę. A ja szłam obok Hazzy i Niallera. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w kierunku restauracji.
*na miejsu*
H: [T.I] to jest Liam, Zayn, Danielle i Perrie.- przywitałam się kolejno z każdym.
Nagle El wyrzuciła z siebie.
E: Perrie, [T.I] jest twoją fanką. Nie.. Ona jest mixer!- posłałam jej piorunujące spojrzenie
P: Miło mi- uśmiechnęła się do mnie
Usiedliśmy do stolika i zaczęliśmy rozmawiać, o sławie, o życiu… Właśnie, gdy zaczęliśmy rozmawiać o życiu przypomniał mi się Tomek. Pociągnęłam nosem, a Harry to zauważył.
H: Daj mi jego adres, to mu wpierdole, że pożałuje tego co zrobił.- skierował się do mnie
Reszta się dziwnie patrzyła nie wiedząc o co chodzi. Wydaje się, że Niall jeszcze trochę kojarzył fakty. Harry chciał mówić dalej ale z racji tego że siedziałam obok niego zatkałam mu usta ręką, zanim zdążyłby coś jeszcze powiedzieć. Jak inni odwrócili wzrok, przybliżyłam się do niego i szepnęłam mu na ucho
J: Porozmawiamy o tym później. Ok?- chłopak pokiwał twierdząco głową
Pochodziliśmy po mieście, unikając tych najbardziej zatłoczonych miejsc, gdy zdecydowaliśmy się wrócić.
*w samochodzie*
N: Zróbmy sobie dzisiaj noc filmową! Mam nowe horrory!
O nie, nie horrory..- powtarzałam sobie w myślach myśląc, że to coś da
Wszyscy: TAK!
N: A ty, [T.I]?- pokiwałam twierdząco głową i słabo się uśmiechnęłam
Resztę drogi jechaliśmy w ciszy.
Wszyscy wparowali do wielkiego domu. Poszłam z El na górę i przebrałyśmy się w luźniejsze rzeczy. Założyłam na siebie rozciągnięte dresy i koszulkę z logiem batmana. Na stopy nasunęłam grube skarpety. Po cichu zeszłam na dół, do kuchni i zrobiłam sobie kakao. Najwyraźniej zauważył mnie Harry i poklepał miejsce obok siebie na kanapie. Podeszłam do niego ostrożnie, żeby nie wylać gorącego napoju. Postawiłam kubek na stoliku i zwróciłam się w stronę chłopaka.
J: Chciałeś coś?
H: Powiedz mi to, co miałaś mi powiedzieć. O twoim narzeczonym… BYŁYM narzeczonym.
Trudno mi było o tym mówić, ale zaufałam mu, więc podjęłam się tego.
J: Eh.. więc Tomek zerwał ze mną zaręczyny miesiąc temu, nie podając powodu. Nadal nie mogę się po tym pozbierać.- oczy mi zaszły łzami- ja go kochałam!
Harry mnie przytulił. Wtuliłam się w niego po czym gwałtownie oderwałam się gwałtownie.
J: Ale on jest przeszłością. Przyjechałam tu, żeby o nim zapomnieć. Znaleźć sobie kogoś. Zacząć żyć.- Harry uśmiechnął się pokrzepiająco
H: Pomogę ci w tym. Możesz na mnie liczyć.- podarował mi najpiękniejszy uśmiech
Jego dołeczki i zielone oczy oczarowywały. Można się zakochać. Otrząsnęłam się.
J: Dziękuję za wsparcie.
Do pokoju wbiegli chłopcy.
L: Co tam porabiacie?- usiedli na kanapie
N: Oglądamy film.
Z: Zawołam resztę!- zasugerował
*film*
Pierwszy moment już mnie nabawił strachu. Momentalnie wtuliłam się w ramię loczka. Najwyraźniej jemu się to podobało. Resztę trzy- godzinnego filmu spędziłam na bawieniu się lokami chłopaka.
Niall proponował już następny film, ale wybroniłam się mówiąc, że się źle czuję. Poszłam na górę do pokoju, założyłam słuchawki i rzuciłam się na łóżko. Po pokoju rozległo się puknie do drzwi.
J: Proszę!- do pokoju wszedł lokowaty- Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
H: Eleanor mi powiedziała.
Usiadł obok mnie na łóżku i mnie przytulił. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Znacznie różnił się od Tomka. Był czuły i kochany. Z każdą chwilą coraz bardziej się w nim zakochiwałam. Ale on  mógł mieć każdą. Dosłownie. To mnie zasmucało.
H: Wiesz co?- zaczął- No bo to może się wydawać dziwne i pewnie jest. Ale ja cię kocham.- byłam zaskoczona, jednak szczęśliwa na te słowa- Wiem, że to dla ciebie za wcześnie… Ale czy nie chciałabyś zostać moją dziewczyną? Możesz się nie zgodzić, zrozumiem, ale..- pocałowałam go- Czyli się zgadzasz?
J: Tak. Kocham cię.
Do pokoju weszła Eleanor.
E: Lou! Wygrałam zakład.- ja z Harrym się zaśmiałyśmy
______________________________________________________________

Taki sobie. Dzisiaj może jeszcze coś dodam.

niedziela, 7 kwietnia 2013

#17 cz. 1


 Wiedziałam, że mogę liczyć na moją matkę w razie wielkiej potrzeby. To była wielka potrzeba, chłopak, któremu oddałam serce, zerwał zaręczyny. Nie chciałam już dłużej po nim rozpaczać, więc postanowiłam coś z sobą zrobić. Zaczęłam od wykonania telefonu do mamy, rzadko się kontaktowałyśmy, bo ona stale gdzieś jeździła, o spotkaniach nic nie mówiąc…  Właściwie to nigdy nie wiedziałam dlaczego i po co tak podróżowała po świecie. Miała większy pociąg do tego wszystkiego niż ja, ja na razie wolę zostać w Polsce. Nie tak dawno skończyłam studia i nadal mieszkam w całkiem ładnym, dwu- piętrowym mieszkaniu w studenckim mieście, Sopocie. Wracając, strasznie się załamałam po zerwaniu zaręczyn przez mojego lubego. Nawet nie podał powodu! Przez miesiąc siedziałam na kanapie, oglądając denne telenowele. Czasami przychodziła do mnie sąsiadka, kobieta w podeszłym wieku, to ona mnie pocieszała. Moi równieśnicy  non stop imprezowali, więc na pomoc z ich strony nie można było liczyć. Dzień dzisiejszy był dniem, w którym to właśnie postanowiłam wykonać telefon do mamy. Byłam trochę tą rozmową zestresowana, ale gdy w końcu się uspokoiłam chwyciłam telefon w rękę i wybrałam z książki adresowej numer. Po trzech sygnałach dało się słyszeć upragniony głos rodzicielki.
M: Halo?- powiedziała po angielsku
J: Numeru własnej córki nie masz zapisanego?!- spytałam troszkę podirytowana, już po polsku
M: [T.I]!
J: Tak ja.
M: Potrzebujesz pieniędzy??
J: Raczej wsparcia psychicznego… Pamiętasz Tomka?- wspomniałam o moim byłym narzeczonym
M: Cały czas mi o nim nawijałaś, trudno go nie zapomnieć. Co się stało?
J: Zerwał zaręczyny!- zaczęłam szlochać
M: Widocznie nie byliście sobie przeznaczeni…
J: A ja go kochałam!
M: Kochałaś…
J: Ale…
M: Daj spokój córcia, nie był ciebie wart. Mam taką propozycję… Mam tak jakby wolne, także jutro po ciebie przylecę i zrobimy sobie w Anglii małą terapię.
J: Mamo, bardzo cię kocham, ale nie uważasz, że jutro to trochę za szybko…
M: Oj nie narzekaj, lepiej się już pakuj. Spotkamy się na jutro ok. 16 na lotnisku!- wykrzyknęła, po czym rozłączyła się zanim zmieniłabym zdanie
Nie mając innego wyjścia zaczęłam się pakować. Pakowanie zajęło mi aż trzy godziny. Od czasu rozstania kompletnie straciłam rachubę czasu, pierwszy raz spojrzałam na zegarek. Cholera, już trzecia w nocy.- pomyślałam. Żołądek również dawał już o sobie znać. Wyjęłam chleb, po czym 6 kromek grubo posmarowałam masłem i położyłam na talerzyku. Z lodówki wyjęłam karton mleka i usiadłam razem z moją pożywną kolacją do stolika w salonie. W telewizorze cały czas leciały kreskówki. Wbrew pozorom, moje zachowania były zupełnie podobne do zachowania załamanej dziewczyny. Po skończeniu jedzenia wyłączyłam tv i poszłam spać, zostawiając brudne naczynia razem z kupą innych na niewielkim stoliku.
Obudziłam się o 10 i ociągając się wstałam z wygodnego jak nigdy dotąd łóżka. Schodząc z sypialni na dół mało co nie potknęłam się o walizkę, przypominając sobie po co została wyjęta z szafy. Ziewnęłam przeciągle i poszłam do kuchni zrobić kawę. Dziś mam zamiar pobłądzić po Monte Cassino i wydać pieniądze na różne głupoty. Mówiąc głupoty nie mam na myśli clubingu, raczej myślę o ogromnej ilości jedzenia, różnych pamiątek i zbędnych dupereli, które zagracają dom. Jak najszybciej ubrałam się, spakowałam najważniejsze rzeczy do torebki i pierwszy raz od paru tygodni opuściłam swoje gniazdko. Postanowiłam jeszcze zahaczyć o panią Stolarczyk, która to była tą umiłowaną przeze mnie sąsiadką. Gdy oznajmiłam ją o jej planach była bardzo zaskoczona, ale też zadowolona faktem, że mam w ogóle zamiar żyć.
Zbiegłam po schodach, parę pięter w dół a następnie udałam się w kierunku drzwi. Zajrzałam do skrzynki pocztowej, pusto. Przypomniałam sobie, że sąsiadka przynosiła mi listy od dłuższego czasu. W sumie to byłam  z tego zadowolona, ponieważ wszystkie rachunki miałam zapłacone. Otworzyłam wielkie drzwi i wyszłam z budynku. Do Monte Cassino mam jakieś niecałe 500 m, także nie zamartwiałam się zbytnio bolącymi stopami. Moim pierwszym celem było KFC, Mc’Donald był bliżej, ale wybrałam KFC z powodu darmowych dolewek. Po zjedzeniu poszłam na długie molo. Zerknęłam na zegarek. Kurwa, 14:30 już!- pomyślałam. Jak najszybciej skierowałam się do mojego mieszkania.  Dosłownie do niego wpadłam i od razu przebrałam się w przygotowane wcześniej ciuchy. Usłyszałam pukanie do drzwi.
J: Proszę wejść!
pani Stolarczyk: Dziecko, gdzie ty się tak spieszysz?!- prawie krzyknęła zdesperowana, zachowywała się czasami jakby była moją babcią
J: Za…- spojrzałam na zegarek na telefonie- niecałą godzinę mam być na lotnisku! Autobusy na lotnisko nie jeżdżą często…
pani Stolarczyk: Nie martw się, mój mąż cię zawiezie!
J: Tak?! Naprawdę?!
pani Stolarczyk: Oczywiście! Uspokój się, Marek bardzo cię lubi…
J: Ojejku! Kocham panią!- powiedziałam przytulając się do starszej kobiety
Odwzajemniła uścisk i skierowała się w kierunku własnego mieszkania. Chwyciłam torby i wyszłam przed mieszkanie, zamykając drzwi na klucz.
pan Stolarczyk: I jak? Gotowa?!
J: Tak!
Wyszliśmy razem z budynku i wsiedliśmy do mini coopera. Całą drogę przejechaliśmy w ciszy. Wysiadając z samochodu, pożegnałam się i wręczyłam niezłą sumkę.
pan Stolarczyk: Ale nie ma za co!
J: Jest.- uśmiechnęłam się ciepło i oddaliłam się od niego
Nie czekałam długo, a podbiegła do mnie uradowana matka.
M: [T.I]!- przytuliła mnie mocno, wtuliłam się w nią równie mocno, by znów poczuć zapach jej perfum- Wyładniałaś.- powiedziała lustrując mnie wzrokiem, na co ja się tylko zarumieniłam, a po chwili dodałam
J: Kłamiesz, mówisz tak tylko dlatego, że jesteś moją matką…- udając obrażoną założyłam ręce
M: Widzę, że już tak bardzo nie rozpaczasz po stracie…
J: Staram się przy ludziach. Tak właściwie to się już mocno wypłakałam i dużo się wyżalałam poduszce, więc się nie przejmuj. Ale wizyta w Wielkiej Brytanii nie zaszkodzi! Tylko nie rozumiem po co wydawałaś pieniądze na bilet na przylot tutaj, żeby z powrotem wrócić… Mogłam sama polecieć do Londynu- mówiłam dość szybko
M: Już nic nie mów. Kupiłam już bilety, chodźmy na odprawę!
Lot minął szybko, to zapewne przez to, że cały czas wpatrywałam się w chmury i słuchałam piosenek Joe’a Cockera. Przenosiły mnie do innego świata, tam gdzie wszystko jest lepsze. Nie ma rozstań, zdrad, przemocy gwałtów, gdzie wszyscy się kochają. Z tego LEPSZEGO ŚWIATA wypędził mnie głos matki.
M: Jesteśmy.- oznajmiła swoim dźwięcznym głosem
Zawsze była tak pełna życia, jak już wspominałam cały czas gdzieś jeździła, łatwo znajdowała nowe znajomości. Była moim przeciwieństwem. ONA odważna, JA nieśmiała.
Skierowałyśmy się do postoju taxi. Mama podała kierowcy adres i usiadła razem ze mną na tylnym siedzeniu.
J: Tak właściwie mamo to gdzie idziemy?- spytałam się po angielsku, żeby nie budzić podejrzeń przeczulonego na punkcie osób w moim wieku
M: Zobaczysz…- zmierzyłam ją zdziwionym wzrokiem
Nie jechałyśmy długo, moja rodzicielka podziwiała widoki z okna, natomiast ja liczyłam włosy na prawie łysej głowie kierowcy. Pan podejrzliwy pomógł nam wyjąć moje walizki z bagażnika, po czym mama wręczyła mu pieniądze za przejazd. W tej chwili znajdowałyśmy się prawdopodobnie na obrzeżach Londynu. Skąd wiem? Mieszkałam w Londynie przez dziesięć lat (bo moja mama była brytyjką) ale z tego co wiem, dom, w którym mieszkałyśmy jest w posiadaniu obcych mi osób. Uniosłam głowę, żeby choć zobaczyć, gdzie się znajdujemy. Tego miejsca nie poznawałam zupełnie. Stała tu całkiem duża villa, płot obrastał żywopłot. Więcej nie dało się zauważyć, z powodu oblegających wokół kolorowych nastolatek. Nie podobał mi się taki styl ubierania, ale przecież nie to jest teraz najważniejsze… Posłałam mojej matce pytające spojrzenie, ona tylko westchnęła przeciągle i ruszyła w kierunku płotu, posłusznie poszłam za nią. Z trudem przecisnęłyśmy się przez dziewczyny, mama nacisnęła przycisk domofonu. Światełka koło kamerki zaświeciły się, a ja stałam cały czas skulona za mamą. Rodzicielka pomachała do kamerki, a furtka bzycząc otworzyła się. Mama chwyciła mnie za rękę i pociągnęła do środka, zamykając szybko furtkę. Po tej stronie było trochę spokojniej, ale nadal byłam oszołomiona. Nacisnęła dzwonek znajdujący się obok drzwi, a te powoli się otworzyły. Moim oczom ukazał się wysoki, całkiem przystojny chłopak. Mężczyzną nie można go było nazwać, ponieważ miał twarz umazaną kolorowymi pisakami i… szminką?!
Lo: Car!- przywitał się (mama nazywa się Caroline)
M: Lou! Kto pozwolił dotykać moich kosmetyków?!
Powoli zaczynałam kojarzyć fakty. Po pierwsze fanki, chłopak kogoś mi przypominał, ale nie wiedziałam kim mógł być. Dopiero po nazwaniu go Louisem przez moją matkę zrozumiałam. To on jest tym Louisem Tomlinsonem z One Direction! Znałam ich z telewizji, z kanałów muzycznych. O akcji polskich directioners na twitterze mówiono w wiadomościach. Często lecieli w radiu, a ich fanki organizowały w Trójmieście różne zloty.
M: A tak… Poznaj [T.I].- wreszcie sobie o mnie przypomniała, podałam mu rękę, a on jak na gentelmana przystało ukłonił się i ją pocałował
J: Możemy już wejść- mówiłam trzęsąc się- Bo.. tu jest trochę zimno…
Lo: Tak, proszę- przepuścił nas w drzwiach
Nadal byłam oszołomiona, jeszcze bardziej niż wcześniej. Kim moja matka mogła dla nich być?! Przez mój przyjazd tutaj moje życie obróci się o 180 stopni…
_________________________________________________________________________________

Nadal czekam na komentarze... No ale nic :''c Trzeba żyć dalej + dobranoc ;**

środa, 3 kwietnia 2013

#16/ +18

UWAGA! IMAGIN +18 Z HARRYM!!! . . . . . . . . . . . . . .
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
. Ty: Harry, ile jest stopni na dworze? Harry: +18... źródło: Twitter TROLOLOLOLOLOLOLOLOLOLOL. Jutro pewnie dodam jakiegoś imagina. . . . . . . . . . A tak btw to... Harry napisał na swoim twitterze "Hiiii, I slept all day. Ate cereal at 5pm." i... Niall nie ma aparatu na ząbkach (tak wiem, że nie macie internetu) a tu efekt: https://twitter.com/NiallOfficial/status/319469534543220737/photo/1
NA DZIŚ TO TYLE. DOBRANOC ;*

Hazza czuwa xx


wtorek, 2 kwietnia 2013

15 +18


Wakacje! Czas spotykania się ze znajomymi, siedzenie do późna, pieczenie kiełbasek na ognisku i możliwość spotkania tego jedynego, po prostu kocham to! Wraz ze znajomymi postanowiłam wyjechać do Londynu, moja ciocia ma tam hotel, więc się u niej zatrzymamy.
Spakowaliśmy się i ruszyliśmy na lotnisko. Dzień wyjazdu wydawał mi się niesamowicie miły. Mijający ludzie uśmiechali się do mnie, obce dzieci zapraszały mnie do zabawy. Taksówkarze byli bardzo mili. Co chwile samochód na nas trąbił, to było bardzo dziwne ale miłe zarazem. Było nas pięcioro, 3 dziewczyny i 2 chłopaków. W samolocie dostaliśmy pierwszej głupawi. Zaczęliśmy śpiewać Wszystkie dzieci nasze są, a najzabawniejsze z tego było, że obcy ludzie śpiewali z nami. Miło leciało się w takiej atmosferze. Kiedy dolecieliśmy do miasta Tomek zauważył tłum młodych nastolatek w przedziale wiekowym 13-17.
T- Słuchajcie, a jak okaże się, że lecieliśmy z bożyszczem nastolatek?!- Wszyscy wybuchli śmiechem, ludzie gapili się na nas jak na jakiś.
J- Oj przestań, przecież my przylecieliśmy z Polski, jaki bożyszcza nastolatek leciałby z Polski?!- I znowu wszyscy w śmiech.
S- O Patrzcie taxi już jest!
Wszyscy wzięli swoje bagaże i pobiegli do taxi.
K- Patrzcie jednak ta sławna osoba czy tam osoby wylądowały po nas.
J- Czy ktoś zwrócił uwagę, co jest napisane na tych plakatach?
N- Chyba One direction.
S- One Direction?! One Direction?!- W jej głosie było słychać podekscytowanie.- Wiecie, jacy oni są sławni?! Po prostu marzę, aby spotkać Zayn’a! On jest taki przystojny…- Coraz bardziej chciała ich spotkać, w pewnym momencie pomyślałam, że wyskoczy z auta i pobiegnie od nich.
T- Nie zapominaj, że masz chłopaka.- Tomek wydawał się bardzo zazdrosny a przecież to sławni ludzie, których pewnie nigdy nie spotka.
Ja z Nikolą i z Kamilem śmieliśmy się na całe gardło. Jak można pokłócić się o takie gówno? A zawsze uważaliśmy, że to para idealna, a tu, co?
Po pół godzinie byliśmy już pod hotelem.
K- Łał, [T.I] nie mówiłaś, że twoja ciocia ma hotel 5 gwiazdkowy.
J- Bo sama nie wiedziałam…
Wszyscy zaczęli się śmiać łącznie ze mną.
N- Dobra chodźcie się zameldować.
Kiedy weszliśmy do hotelu, podszedł do nas wysoki mężczyzna. To pewnie był jeden z tych ochroniarzy.
O- Macie Państwo rezerwacje?- Jego groźny i przeszywający wzrok błądził po naszych ciałach.
J- Oczywiście, moja ciocia tu pracuje, zaprosił nas.
O- A jak się nazywa twoja ciocia dziewczynko.
J- Nazywa się [I. i N. T. C.] chłopczyku.- Ludzie zaczęli się na nas gapić tylko ja ze znajomymi się śmialiśmy.
O- A więc zaprowadzę was do recepcji. – Po drodze słyszałam jak klnie pod nosem cos w stylu, Co ta gówniara będzie mnie nazywać chłopczykiem?! Musze się opanować, aby szefowa mnie nie wylała.  Po chwili już byliśmy przy recepcji.
J- Rezerwacja na [T.N.].
P.R.- Możecie chwile poczekać, zaraz mają do nas przyjechać sławne osoby.- W jej głosie było mocno wyczuwalne podniecenie i ekscytacja.
J- Proszę pani, dla mnie może przyjechać nawet sam Barack Obama, mnie i tak to nie obchodzi ja też jestem klientem.
P.R.- Dobrze, ale mamy problem z kartami do pokoju i musisz poczekać, usiądź z przyjaciółmi na kanapie i poczekaj.
J- No okej, proszę się nie denerwować.- Widać było, że kobieta miała zaraz wybuchnąć złością. Rozumiem, że to dla nich ważne, aby ktoś sławny zapamiętał to miasto i ten hotel jak najlepiej żeby tu wrócić no, ale bez przesady.
Do hotelu wpadła grupka młodych mężczyzn a za nimi było sporo nastolatek, ochroniarze musieli je dosłownie wyrzucać z hotelu, to było bardzo zabawne.
Nie wiedziałam, kto wtedy ‘’wpadł’’ po środka. Siedziałam dość daleko i nie mogłam rozpoznać twarzy. I wtedy Sandra krzyknęła:
S- O mój Boże One Direction!!!!!!- Właściwie można powiedzieć, że pisnęła, poczym wbiegła w tłum rozszalałych fanek. Z daleka widziałam jak się rozpycha łokciami żeby zdobyć autograf. Wszyscy się z niej śmialiśmy, ale ona brała to na poważnie. Po kilku chwilach wróciła do nas.
S- Patrzcie, co mam.- Na jej twarzy widniał uśmiech, jeszcze takiego nie widziałam.- Autografy One Direction.- W jej oczach zagościła łza radości, już chciałam jej pogratulować, kiedy nagle przypomniało mi się o karcie.
Spostrzegłam, że ta recepcjonistka, która mnie tak nie lubiła, dała kartę do pokoju jednemu z członków One Direction. Wstałam i podeszłam do niej szybkim krokiem, w dupie miałam, że ludzie się na nas gapią.
J- Przepraszam, dlaczego my nie dostaliśmy karty jak przyszliśmy tutaj godzinę temu??- W moim głosie było słuchać oburzenie, lecz kobieta nie dawała za wygraną.
S- To może Pani porozmawia z kierowniczką.
J- Bardzo proszę, niech pani mnie tam zaprowadzi.- Byłam stanowcza i poważna, nie tak jak zawsze.
Kobieta prowadziła mnie na drugi koniec hotelu. Kiedy tam doszliśmy zostawiła mnie pod drzwiami i lekko zarżała ze śmiechu. Trochę się stresowałam, w końcu dawno nie widziałam się z ciocią. Zapukałam do drzwi, jakiś męski głos odezwał się Proszę wejść.
J- Przyszłam do kierowniczki.- Powiedziałam lekko speszona obecnością mężczyzny.
C- O, [T.I]!! Już jesteś, jak ci minął lot?
J- Bardzo dobrze, ciociu mam do ciebie taką sprawę.
C- Mów słońce.
J- No, bo…
Chciałam już powiedzieć, kiedy do pokoju wszedł Harry Styles, znałam go z opowiadań Sandry, jaki to on jest przystojny i ma piękne zielone oczy i włosy, bardzo dobrze rozpisała mi jego wygląd.
H- Dzień dobry, w naszym pokoju zabrakło ręczników. *Zwrócił się w moją stronę* Czy mogłabyś przynieść pięć czystych ręczników do pokoju 407?
J- Nie, nie mogę, nie pracuje tu.- Mój zły humor było widać na twarzy
H- To takim razie mogę prosić kogoś z obsługi.
C- Harry, poczekaj chwile…
Zdenerwowałam się i zaczęłam mówić do cioci po polsku. Harry gapił się na nas jak na jakieś opętane i do tego jeszcze ten język.
J- Ze znajomymi przyszłam tutaj godzinę temu, i dopiero 10 min temu dostałam kartę do , pokoju. Recepcjonista mówi, że mamy poczekać, bo jakieś sławne osoby przyjeżdżają.
 Kiedy rezerwowałam mieszkanie poprosiłam o pokój z 3 łóżkami dwuosobowymi, a dostaliśmy pokuj z dwoma łóżkami, i muszę spać na kanapie.
C- [T.I.] no wiesz jak to jest, jak przyjeżdżają sławne osoby…
J- Czyli ty też masz mnie w dupie? Pierdole takie wakacje…
C- Czekaj [T.I.]…
Wstałam i poszłam do znajomych.
K- I jak ci poszło?
J- Nawet nie pytaj, chodźcie pójdziemy się rozpakować.- Spuściłam lekko głowę i poszłam w stronę windy.
T- A jak rozwiążemy sprawę łóżek??
J- Po prostu, będę spała na kanapie…
S- Mi tam pasuje.
N, T, K- Sandra!
J- Dobra w porządku, który mamy numer pokoju?- Spytałam mając nadzieje, że daleko od tego zespołu.
N- Pokój 406.
J- Ja pierdole…
T- Coś się stało?
J- No wiecie, w pokoju kierowniczki spotkałam Harr’ego Stylesa, no i dowiedziałam się, że ma pokój obok nas…
N- Dobra wiecie co, dziś nigdzie nie wychodzimy bo czuje, że zaraz [T.I] załamie się psychicznie a Sandra zsika się za szczęścia. Co wy na to, że dziś zrobimy wieczór filmowy??
K- Super pomysł.
S- To ja wtedy z [T.I] pójdziemy do wypożyczalni filmów, a wy do sklepu
N- No dobra tylko chodźcie się rozpakować.
Po jakimś czasie rozpakowaliśmy się i poszliśmy w swoje strony. Problem był taki, że ani ja ani Sandra nie wiedziałyśmy gdzie w tym mieście są wypożyczalnie filmów. Podeszłyśmy do obcego człowieka.
J- Przepraszam gdzie tu jest najbliższa, wypożyczalnia filmów?
Chłopak obrócił się w moją stronę. Moim oczom ukazał się wysoki brunet z nieziemsko zielonymi oczami.
J- O pan, który nie miał czystych ręczników.- Uśmiechnęłam się lekko, lubiłam żartować z ludzi.
H- O pani, która strasznie się bulwersuje.- Odwzajemnił mój uśmiech swoim.
J- To wiesz gdzie jest ta wypożyczalnia filmów??
H- Tak już tłumaczę.
Wyjął kartkę i wszystko mi rozrysował, Sandra nie mogła się ruszyć, to wszystko było dla niej wielkim szokiem
H- Trzymaj, może się kiedyś spotkamy?
J- Kiedyś na pewno, a na razie to muszę lecieć, papa!
H- Do zobaczenia!
Poszłyśmy w wyznaczone na mapie miejsce, i nagle Sandra zaczęła śmiać się i płakać jednocześnie.
J- Co ci się stało?
S- Dostałaś numer telefonu od Hazzy!!
J- No I??
S- Masz numer do samego Harr’ego Stylesa!!
J- Może głośniej, co?
S- Dobra.. Chodź do wypożyczalni.
PO POWROCIE Z MIASTA W POKOJU HOTELOWYM:
J- Dobra, wy naszykujcie jedzenie, i film a ja zadzwonię.- Sandra spojrzała na mnie przeszywającym wzrokiem, po czym zaczęła się śmiać.
*Rozmowa telefoniczna*
- Halo?
- Witam pana od ręczników.
- Hej czekałem aż zadzwonisz.
- Może chciałbyś się jutro gdzieś spotkać, kino czy coś?
- Mam jutro wolny pokój, co byś powiedziała na kolacje we dwoje?
- Brzmi bardzo romantyczne to, o której bym miała przyjść?
- Hmm… Przyjdź o 18.
- Dobrze, w takim razie do zobaczenia jutro.
- Nie mogę się doczekać papa.
NASTĘPNEGO DNIA
J- Hej Nikola masz może pożyczyć jakaś sukienkę bo ja same spodnie i dresy mam.
N- Jasne zaraz coś ci znajdziemy.
PO PARU-GODZINNYCH POSZUKIWANIACH.
N- Świetnie w rym będziesz wyglądać a teraz jakieś dodatki i zaraz będziesz gotowa.
J- Dziękuje ci naprawdę.
N- Już nie marudź tylko chodź do kibla, przygotujemy się.
PO JAKIMŚ CZASIE
Ubrałam sukienkę  i poszłam do sąsiedniego pokoju. Drzwi otworzył mi Harry w eleganckim czarnym smokingu.
H- Oczekiwałem pani przyjścia.
J- O dziękuje tez się nie mogła doczekać.
Kolacja upłynęła bardzo przyjemnie, śmialiśmy się, żartowaliśmy, gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Kiedy nagle do pokoju wpadł kot. Wskoczył na stół i nie chcący zrzucił kieliszek z winem na moją sukienkę. Pobiegłam do łazienki żeby to wytrzeć Harry poszedł za mną. Podwinęłam sukienkę, żeby wytrzeć plamę, Harr’emu najwyraźniej podobało się to stał w progu drzwi i się przyglądał. W końcu nie wytrzymał, podszedł do mnie i złapał mnie za pośladek, pod wpływem jego umięśnionej ręki ugięłam się. Harry przybliżył mnie do siebie i zaczął namiętnie całować moja szyję. Moje ręce błądziły po silnie umięśnionym torsie. Styles wziął mnie na ręce i zaprowadził do sypialni. Położył mnie na łóżko poczym zdjął ze mnie sukienkę. Powoli schodził do moich piersi, ja nie wytrzymałam, złapałam jego krocze, Hazza aż stęknął z zachwytu. Zsuwałam spodnie po jego umięśnionych nogach, po spodniach zdjęłam mu koszule. Leżeliśmy w samej bieliźnie, jego ręka schodziła coraz niżej od piersi aż do strefy miejsca intymnego. Strasznie mnie to podniecało, nie chciałam być gorsza. Położyłam się na nim, zaczęłam błądzić językiem po jego torsie, aż doszłam do bokserek.
Szybkim ruchem ściągnęłam je, moim oczom ukazał się wielki już naprężony przyjaciel Harr’ego. Wzięłam go do ust i zaczęłam go lizać, bawiłam się nim, Harr’emu najwyraźniej sprawiało to przyjemność. Harry podniósł mnie z podłogi i położył na plecach, na łóżku.
Posuwistym ruchem, doprowadzał mnie do rozkoszy, jęczałam coraz bardziej. Hary widząc jak mi dobrze przyspieszał. Nie mogłam już złapać tchu czułam, że dochodzę.
J- Harry?!- Ledwo mogłam wymówić jego imię- Harrry kocham cię! O taak, o TAAAK!
Czułam jego przyśpieszony oddech, nie wiedziałam, że mężczyzna może doprowadzić kobietę do takiego zachwytu. Nagle nie wytrzymaliśmy, jego sperma, zmieszała się z moimi sokami. Po tym wszystkim Harry podniósł mnie i zaprowadził do łazienki. Wzięliśmy razem długa relaksującą kąpiel. Styles dał mi na przebranie swoja koszulkę, po czym położył się ze mną w jednym łóżku.
H- Już zawsze będziemy razem- pocałował mnie w nos, po czym usnął wtulony w moje piersi.
                          ~*~
Minęło pięć lat. Z Harym wzięłaś ślub i spodziewasz się drugiego dziecka.
_________________________________________________________________________________
Wybaczcie, że na końcu go zepsułam ale to mój pierwszy  +18
Zastanawiam się czy czyta nas jakiś BOY DIRECTIONER?
Jeśli tak, to może napisać komentarz a ja z Mileną postaram się napisać imagina specjalnie dla niego :*
Cały czas przyjmujemy dedyki :D
I to tyle trzymajcie się Misiaki :*

#14/ ŚWIĄTECZNY

Podjęłam się przygotowania jedzenia na Wielkanoc dla bezdomnych i samotnych. Sama nie wiem po co to zrobiłam… Może dlatego, że sama jestem samotna? Głupio to brzmi, gdy wydobywa się z ust 21- latki. Studia skończone, mieszkanie mam, długi są spłacone, ale przyjaciół zero. Z rodzicami jestem skłócona, bo chcieli, żebym była prawnikiem, a zostałam kucharzem w jednej z najlepszych restauracji.
Wniosłam zakupy do dużych rozmiarów kuchni i wyjęłam książkę z przepisami. Przebrałam się w ubrania, które były bardziej odpowiednie do gotowania. Dobrze mi szło jak na kogoś ze złamaną ręką… Efekt końcowy był zadowalający, na długim stole stało dużo, różnorakich potraw w dużej ilości. Przygotowanie tego zajęło mi ok. 10 godzin, ale byłam zadowolona. Z racji, że była już 23 postanowiłam iść spać.
Następnego dnia budzik zadzwonił o godzinie szóstej. Na dziewiątą będzie śniadanie. Pracownicy tej fundacji przyjadą po jedzenie o 7, postanowiłam się ogarnąć. Ubrałam się, związałam włosy w koka i wpięłam a niego kokardkę. Przejechałam rzęsy tuszem wodoodpornym i poszłam do kuchni wypić wcześniej przygotowaną kawę. Nie czekałam długo, a po pustym mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Otworzyłam panom i wskazałam na stół, z przygotowanymi potrawami, spakowanymi wcześniej w torby termoizolacyjne. Wzięłam swoją torebkę i płaszcz, założyłam buty i wyszłam razem z nimi, z mieszkania, zamykając je na klucz. Wpakowaliśmy jedzenie do mini-vana i wsiedliśmy do samochodu.
* na miejscu*
D: Bardzo Ci dziękuję, że zgodziłaś się zrobić jedzenie dla tych wszystkich ludzi z własnej woli, jak mogę ci podziękować?!- zapytał retorycznie
J: Wystarczy, że będę miała z kim spędzić Wielkanoc…- dodałam cicho pod nosem
D: Ja idę do kolejnych wolontariuszy. Najlepszy zespół na świecie będzie występował tu…- mówił sam do siebie
Usiadłam na krześle pod ścianą i przyglądałam się wszystkiemu. Dekorowano Salę, stoły, wnoszono krzesła. Byłam z takich obowiązków zwolniona z powodu ręki.
D: Bella, podejdź tu proszę!- usłyszałam głos dyrektora tej placówki. Posłusznie szłam w kierunku mężczyzny, z którym ktoś jeszcze stał, ale nie byłam w stanie nikogo zobaczyć, patrząc się w podłogę.- Masz zaszczyt poznać One Direction osobiście.
Trochę zmieszana, powiedziałam
J: Hej, mam na imię Annabelle.- uśmiechnęłam się delikatnie
Lo: Ja jestem Louis, to jest- pokazywał kolejno na chłopaków- Harry, Niall, Zayn i Liam. Ale nas chyba znasz…
J: Można tak powiedzieć…- oczywiście, że ich znam, są na każdym kanale muzycznym, jak mogłabym ich nie znać! Podobały mi się ich piosenki, ale bardziej się w to nie zagłębiałam, jednak byłam bardzo szczęśliwa, że mogę poznać taki zespół
D: Chłopcy będą dawali koncert, a później zjedzą razem z nami śniadanie.
J: Czyli, że też mam jeść?
N: Każdy chciałby spróbować takich rarytasów…- powiedział rozmarzony, zarumieniłam się
J: Ooo, dziękuję.
N: Za co dziękujesz?
J: Bo to ja robiłam to jedzenie.
L: Wszystko zrobiłaś sama?!
Z: Jak ty masz złamaną rękę…
J: Tak, wszystko zrobiłam sama- następnie zwróciłam się do Zayna- Dzięki za wyrazy współczucia.- zawstydził się trochę.
D: Nieważne, po prostu wiem, że jesteś sama…
J: A skąd o tym wiesz?!
D: Niedawno we wszystkich gazetach to było.- spojrzałam na niego z niedowierzaniem- Wywiad.
J: Czasami mam ochotę zajebać tych wszystkich reporterów, zajebać i zgnieść jak tą pomarańcz- powiedziałam na pomarańczę zgniataną przeze mnie lewą ręką.
Przerazili się trochę, ale Harry wyjął mi pomarańczę z ręki i wyrzucił ją do kosza, mówiąc.
H: Ej, spokojnie...- wzięłam marchewkę ze stołu i zaczęłam ją jeść
N: U… Lou, patrz! Ty lubisz jak dziewczyny jedzą marchewki…- poruszył znacząco brwiami
Odeszłam od chłopaków, którzy zaczęli przygotowywać się do występu. Dowiedziałam się, że mają być niespodzianką. W końcu gdyby nie byli pół kraju by się zleciało. Założyłam na nos Ray- Ban’y, bo jestem ślepa jak kret i zaczęłam się im przyglądać. Ten krzyk i pisk, ku mojemu zdziwieniu wcale nie pochodził od starszych osób. Było dużo młodych dziewczyn, w moim wieku i młodszych. Widać było po nich, że rodzice nie są bogaci, a niektóre po prostu były z domu dziecka. Dla nich to był najlepszy prezent na święta. Chłopcy po skończeniu śpiewania, rozmawiali chwilę z biednymi, po czym usiedli przy stoliku dla wolontariuszy i zaczęli konsumować. Naprzeciwko mnie usiadł Louis, bardzo mi się podobał i prawie cały czas mu się przyglądałam. Nie napatrzyłam się długo, a on przyłapał mnie na tym i tylko się uśmiechnął. Ja spuściłam głowę i zakryłam zarumienioną twarz włosami, kryjąc delikatny uśmiech goszczący na moich ustach. Po skończonym przez wszystkich, uroczystym śniadaniu zaczął się wielki gwar.  Wyszłam na zewnątrz, żeby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.
Za mną pobiegł Louis.
Lo: Czekaj! Może się gdzieś przejdziemy?- jego oczom nie dało się ulec
J: Gdzie wtedy?
Lo: Prosto, przed siebie.
J: Zatem chodźmy.
Podczas spaceru dużo się o sobie dowiedzieliśmy. Wymieniliśmy się numerami i Louis musiał iść, bo ktoś do niego zadzwonił. Dzień dzisiejszy można uznać za udany. Udałam się w kierunku mojego mieszkania i w samotności spędziłam w nim resztę dnia. Zastanawiałam się czy cudowny Louis Tomlinson pamięta mnie… Dźwięk dzwonka komórki i wyświetlony na niej napis Tommo rozwiał wszelkie moje wątpliwości. Odebrałam.
Lo: Hej tu Louis. Co jutro robisz?
J: Spędzam samotnie Lany Poniedziałek…
Lo: Podaj mi swój adres, Lany Poniedziałek nie powinien być spędzany samotnie.- zdziwiłam się trochę na te słowa, ale po chwili posłusznie podyktowałam adres.- Tylko otwórz nam drzwi.
J: Jak jestem w domu, drzwi mam zawsze otwarte.- uśmiechnęłam się do siebie
Lo: Popełniasz WIEEELKI błąd.
J: Dobra, pa.
Lo: Pa.
Po skończonej rozmowie, poszłam wziąć prysznic, a jako piżamę założyłam o kilka rozmiarów za dużą męską koszulę z logo Nirvany. W przeświadczeniu, że taka osoba jak Louis Tomlinson mnie pamięta, zasnęłam na kanapie.
Obudziłam się pod wpływem lodowatej wody na mojej głowie.
Lo: Mówiłem, że popełniasz WIEEELKI błąd nie zamykając drzwi…
Oczom ukazało mi się pięciu chłopaków i dwie dziewczyny, po chwili domyśliłam się, że to One Direction, Danielle, dziewczyna Liama i Perrie, dziewczyna Zayna. Szybko odebrałam wiadro z rąk rozbawionego Loczka i pędem ruszyłam do łazienki. Siedziałam tam całkiem długo, czekając, aż wszyscy odejdą od drzwi. Następnie ruszyłam za plecy Hazzy i wylałam na jego piękne loki zimną wodę. Czekałam tylko na jego reakcję.
N: Przegięłaś…- powiedział, opychając się zawartością mojej lodówki
Harry zaczął mnie łaskotać. Przyglądałam mu się tylko.
H: Jak to?! Ty nie masz łaskotek?!- pokręciłam przecząco głową- Jak można nie mieć łaskotek, jak?!
Wzruszyłam ramionami i skierowałam się do kuchni, ze mną poszły dziewczyny.
P: Widziałaś jak Lou się tobie przygląda?- dała mi znaczącego kuksańca w bok, pokręciłam przecząco głową- Weź przestań… Danielle, widziałaś?
D: Stawiam, że jeszcze dziś będziecie parą.
P: Też tak uważam.
J: Mylicie się.
D: Jak cię zaprosi na spacer albo do restauracji, zadzwoń do nas.
P: Przyjaciółki stylistki!
J: Ale my się przecież ledwo znamy, a poza tym jak taka osoba jak on mogłaby się mną zainteresować?
P: Myślisz, że on chodzi z pierwszą lepszą napotkaną osobą na trzy-godzinne spacery po parku?
J: W sumie… Chodźmy już, przygotowałam przekąski.- powiedziałam, żeby jakoś wyplątać się z tego.
Nie mogłam uwierzyć, że kimś dla niego jestem. Zwłaszcza, że mi się podobał, a zazwyczaj osoby, które mi się podobają omijają mnie szerokim łukiem, mówiąc przy znajomych, że jestem chora psychicznie. Weszłam do salonu z tacą słodyczy, na które, można powiedzieć, że rzucił się Niall.
J: Ile macie tu zamiar siedzieć?
Z: Wyganiasz nas?
J: Nie, ale sugeruję nie spędzać całego dnia w MOIM mieszkaniu, tylko ruszyć dupy i wyjść na spacer.
H: Masz rację, chłopaki, idziemy do naszego domu.
J: To idźcie.
Lo: Ty też z nami idziesz!
J: Ja muszę się jeszcze ubrać, zjeść śniadanie…
Louis wyjął bluzę i szare rurki z szafy, spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
Lo: Co stoisz? Ubieraj się!
Posłusznie weszłam do łazienki, ubrałam się i umyłam zęby. To musi śmiesznie wyglądać gdy mam na sobie ciasne rurki, które eksponują moje chude nogi i luźną bluzę, która równie dobrze służyłaby mi za sukienkę. Wyszłam z łazienki, po czym od razu skierowałam się do Louisa.
J: Zadowolony?!- trochę podenerwowana spytałam
Lo: Bardzo.- odparł z uśmiechem satysfakcji
Wszyscy byli już przygotowani do wyjścia. Założyłam vansy i narzuciłam na siebie workowatą, czarną przeciw deszczówkę. Gdy wszyscy wyszli z mieszkania, zamknęłam je na klucz.
 Ich dom był niesamowicie piękny i wielki. Na pewno można się w nim łatwo zgubić. Ale jakoś nie zawracałam sobie tym głowy. Moją uwagę cały czas przykuwał Louis. Czasami też on się mi przyglądał.  Po całym dniu oglądania filmów i jedzenia tuczących rzeczy, wróciłam do domu.
Zadzwonił do mnie telefon.
J: Lou?
Lo: Tak, to ja. Może chciałabyś gdzieś wyjść? Do kina, albo restauracji…
J: Z wielką przyjemnością, ale nie wiem czy wiesz, ale jest już 10 pm…
Lo: Nie szkodzi, pójdziemy na spacer… Jeśli chcesz…
J: Skoro tak, to z przyjemnością.
Wzięłam się za siebie. Rozpuściłam włosy i założyłam najlepsze ubrania. Pomalowałam się delikatnie i zrobiłam sobie kawę. Nie czekałam długo, a w jak zwykle, otwartych drzwiach mieszkania pojawił się elegancko ubrany Lou.
Lo: Idziemy?
J: Tak.- uśmiechnęłam się
Przeszliśmy kawałek i usiedliśmy na ławce. Rozmawialiśmy o swoim życiu, poglądach i przemyśleniach. Niespodziewanie Louis mnie pocałował. Z początku byłam zaskoczona, ale już chwilę później oddałam pocałunek.
Lo: Przepraszam…
J: Za co?
Lo: Pewnie masz chłopaka.
J: Zanim was poznałam nie miałam przyjaciół.
Lo: To… Zgodzisz się zostać moją dziewczyną?
J: Oczywiście, jeśli ci to nie sprawi kłopotu.
Wracaliśmy cały czas trzymając się za ręce.
J: Przed twoimi przyjaciółmi ujawnijmy się dopiero jutro.
Lo: Dlaczego?
J: Po Perrie i Danielle stawiały, że już dziś będziemy parą.
Chłopak uroczo się zaśmiał.
Lo: Ok.
Po powrocie do mieszkania byłam tak szczęśliwa, że skakałam ze szczęścia. Wzięłam długą relaksującą kąpiel. Następnie, po dniu pełnym emocji, zasnęłam.
_____________________________________________________________________________________________
Nie za bardzo podoba mi się ten imagin, ale chuj. Ważne, że jest.  Za to, że nie dodałam linków przepraszam, ale mi się laptop spierdolił...To tam, Wesołych Świąt! Takie trochę spóźnione, wiem... Nieważne. Jest tu ponad 500 wyświetleń, z czego się bardzo jaram, ale ja nadal czuję niedosyt oczywiście i jeszcze raz proszę o komentarze. Dzisiaj jeszcze Martyna powinna dodać imagina +18  A i jeszcze z okazji świąt życzę trwania w byciu DIRECTIONER, wydaje mi się, że już to pisałam. Dobra, nie zanudzam i spadam już.

niedziela, 31 marca 2013

#6 cz.5


Nie do wiary matka wyrzuciła mnie z domu... Spytałam się przyjaciół czy mogliby mnie przygarnąć chodź na tydzień żebym znalazła sobie jakąś prace czy coś, ale oni znajdowali różne wymówki typu Sorka, ale moja mama zamieszkała u mnie i nie ma  miejsca, sami ciśniemy się w domu. To było okropne, w ich głosie słyszeć było kłamstwo. Tyle lat ich znam  sadziłam, że jesteśmy przyjaciółmi na dobre i na złe. Odeszłam z drużyny tanecznej, widać było, że już nie chcą się zadawać tą ''biedną'' dziewczyną, która nie ma gdzie mieszkać. Kiedy tu przyjechałam nie sądziłam, że matka od razu kiedy stanę się pełnoletnia wyrzuci mnie z domu. Już miałam nadzieje, że moje życie się ułoży, ładne mi życie na ulicy... Musiałam jakoś sobie poradzić. Znalazłam sposób żeby na siebie jakoś zarobić chodź na jedzenie, coś dla Beethovena i dla mnie. Przynajmniej mój najlepszy przyjaciel mnie nie opuścił w tak złej chwili… Tak, był to pies, ale również najlepszy przyjaciel na świecie. Tańczyłam na ulicy, moje zarobki odnosiły się do 15 funtów dziennie. Kiedy zachodził zmrok włóczyłam się po różnych zakątkach Londynu, szukałam dachu nad głową. Zwykle to było pod drzewem w parku. Pewnego dnia, kiedy tańczyłam na ulicy podszedł do mnie jakiś facet. Za nim stało dwóch goryli.
M- Przepraszam, czy mógłbym z tobą porozmawiać??
J- Oczywiście.- Nie wiedziałam za bardzo, co się dzieje. Taki bogaty mężczyzna podchodzi do takiej dziewczyny jak ja, a było widać, że od paru dni śpię na ulicy.
M- Słuchaj od paru dni poszukujemy nauczyciela do nauki tańca chłopaków z zespołu, i zastanawiam się czy byś nie chciała wsiąść tej roboty??
J- A co bym za to dostała??
M- To jest normalna praca, czyli po prostu pieniądze. Jeśli chodzi o kwotę myślę, że 5 i pół tysiąca za miesiąc.
J- Oczywiście, że się zgadzam- Powiedziałam rozentuzjazmowana- Jest tylko jeden problem…
M- Zaraz zadzwonię do agenta i wybierzemy miejsce zamieszkania dla ciebie.
Po tej informacji po prostu chciałam rzucić się temu obcemu mężczyźnie na szyje, mocno go uściskać i ciągle dziękować, zamiast tego dusiłam w sobie tą radość.
J- No to wtedy się zgadzam to, kiedy mam zacząć??
M- Zanim się ogarniesz myślę, że powinnaś zacząć od piątku. Masz cztery dni na przygotowanie się, zdążysz??
J- Tak, tak zdążę.
M- No to w takim razie siadaj do auta i załatwimy ci to mieszkanie.
W aucie panowała chwila ciszy, nagle mężczyzna ją przerwał.
M- Jestem Michael, powiedz jak się nazywasz?- Mimo, że dopiero się poznaliśmy bardzo go po lubiłam
J- Jestem Diana.
M- A powiedz mi ile masz lat?- To pytanie mnie trochę zdziwiło, ale co się dziwić, jeżeli jest się od zawsze podejrzliwym i do tego mieszkało się z pedofilem w domu.
Nawet nie chciałam pytać się ile on ma lat.
J- 18 Niedawno skończyłam.- W samochodzie znów zapanowała ta niezręczna cisza, postanowiłam ją przerwać.
J- Bardzo dziękuje.
M- Za co dziękujesz?
Słyszałam ten pytający dźwięk w głośnie, co mnie bardzo zdziwiło, przecież ten człowiek otworzył mi drzwi do kariery dał prace i pomógł załatwić mieszkanie. Gdyby nie on to nadal bym stała i tańczyła na ulicy, mieszkałabym pod jakimś dworcem z innymi bezdomnymi i żyła bym za ok. 15 funtów dziennie w sezonie.
J- Za to, że uratował mnie pan od życia na ulicy, jestem panu wdzięczna do końca życia.
Patrzyłam na Michaela, w jego oku kręciła się łza, łza współczucia i poczucia, że zrobiło się naprawdę coś dobrego.
Reszta podróży minęła bezsłownie. Nie wiem czy zastanawiał się czy dobrze zrobił biorąc młodą i już bezdomną dziewczynę, czy współczuje mi. Te myśli nadal zostawały w mojej głowie.
PRZY OSIEDLU:
A.P.M- No witaj, Ty jesteś Diana tak?
J- Tak, tak jestem. Wiadomo już, co z tym mieszkaniem?- W moim głosie można usłyszeć było nutkę ekscytacji.
A.P.M- Czyli tak znalazłem dużo wolnych mieszkań w tym bloku. Jest to najwyższy budynek mieszkalny w Londynie. Pokoje są na pierwszym, osiemnastym, dwudziestym drugim, trzydziestym pierwszym, i ostatnim piętrze.
J- A jak bardzo, że tak powiem są duże.
A.P.M- To na pierwszym piętrze jest najmniejsze a na ostatnim największe.
J- To wtedy wzięłabym to na ostatnim piętrze.
A.P.M- Mogę o coś spytać? Jest pani samotna i będzie pani mieszkać sama, po o pani taki wielkie mieszkanie??
Już chciałam odpowiedzieć, gdy nagle z samochodu wybiegł Beethoven.
A.P.M- No to już rozumiem, miłego dnia życzę do widzenia.
J- Dziękuje na wzajem i do widzenia.- Pożegnałam młodego mężczyznę miłym uśmiechem i ruszyłam z Beethovenem w stronę windy. Kiedy wysiadłam z windy, przywitała mnie starsza kobieta.
S. P- O witaj kochanie, ty jesteś tą nową lokatorką??
J- Tak, bardzo mi miło jestem Diana.
S.P- Witam cię bardzo serdecznie, nazywam się Marianna Simon, mieszkam obok ciebie. Ojej msze iść do domu szarlotkę mam w piecu do zobaczenia.
J- Do widzenia.- Bardo miła ta pani- pomyślałam.
Weszłam do mieszkania, moim oczom ukazało się przestronne mieszkanie. Nie mam pojęcia skąd wzięły się tam meble. Od razu zabrałam się za przeszukiwanie zakątków domu. Zwiedzanie zajęło pół dnia. Szybko umyłam się po czym przebrałam się w piżamkę i walnęłam się na wielkie łoże, Obok mnie położył się Beethoven.
NASTĘPNY DZIEŃ:
*pukanie do drzwi*
 J- Już idę, idę.- Powoli stoczyłam się z łóżka i poszłam do drzwi.
M- Witaj Diano, przyniosłem ci pensje za ten miesiąc, od razu spłacisz mieszkanie. Widzę, że już się prawie ogarnęłaś, to dobrze, bo widzisz potrzebujemy ciebie już jutro!
J- Zdążę na pewno do jutra, dziękuje bardzo.
M- W takim razie do zobaczenia jutro.- Uśmiechnął się do mnie i poszedł w stronę windy.
J- Dobrze do widzenia.
Weszłam do domu i rozmyślałam nad tym, co powiedział Michael. Skoro już jutro mam iść do pracy dobrze by było gdybym poszła do sklepu.
J- Co ty na to piesku? Idziemy do sklepu?- Zabrałam ciuchy i poszłam się ubrać. Założyłam Beethoven’owi smycz i ruszyłam do miasta. Po kilku minutach znalazłam się w centrum handlowym. Na wystawach widniało wiele ładnych ubrań szkoda tylko, że do mnie mało ubrań pasuje. Miałam dość specyficzną urodę, a ludzie nie potrafią wyobrazić sobie mnie w sukience. W pewnej chwili stanęłam na ulicy otoczona sklepami i zakupoholikami. Mówiłam do siebie Nigdy nie lubiłam chodzić na zakupy, a teraz mam sobie ciuchy kupić…
PO PARU-GODZINNYCH ZAKUPACH:
Kupiłam rzeczy do ubrania się u na trening, teraz wystarczy wrócić  do domu i przygotować się do pracy.
W DOMU:
Kupiłam ciuchy i potrzebne kosmetyki, jedzenie itp. Wszystko już rozpakowałam i poukładałam, jednak brakowało mi czegoś. Postanowiłam zabrać się do wystroju wnętrz żeby jakoś wypełnić to pustkę w domu. Weszłam na stronę internetową i spostrzegłam, że była macocha sprzedaje moje stare rzeczy z pokoju. Te, na które było mnie stać zamówiłam a reszta no cóż przepadła… Ucieszyłam się, gdy spostrzegłam napis OBDIÓR DO RĄK WŁASNYCH, nareszcie będę mogła jej wygarnąć co o niej wyśle. Oczywiście szybko dostałam odpowiedz ubrałam się, więc zamknęłam mieszkanie i zawołałam TAXI. Nie miałam samochodu a jako, że ja mieszkam w centrum miasta a ona bardziej odsunięta od cywilizacji podróż TAXI trochę trwała.
W DOMU RODZINY ZASTĘPCZEJ:
J- Dzień dobry, ja po te rzeczy, które zamówiłam.- Powiedziałam z dumą w głosie, w końcu udało mi się odbić od dna.
T- Tak, tak czekają już na panią…- Nagle stanęła, po prostu wryła się w ziemie. Zupełnie tak jakby nigdy nie myślała, że mnie spotka no chyba, że na ulicy.
Ta cała sytuacja trochę mnie rozbawiła chodź starałam się pozostać poważną.
J- Coś się może stało??
T- Nie nic się nie stało.- W jej oczach ukazała się nienawiść do mnie.- Proszę to twoje zamówienie.
J- Dziękuje bardzo.- Zapłaciłam kobiecie i wsiadłam do samochodu.
W jej oczach widniała nienawiść, złość, ale również strach. Strasznie chciało mi się śmiać lecz  powstrzymywałam się aby pan kierowca nie pomyślał, że jestem jakaś chora psychicznie.
NASTĘPNEGO DNIA:
Jak każdy człowiek wstałam zjadłam śniadanie i zaczęłam przygotowywać ubiór do pracy. Ubrałam się w to i wyszłam z mieszkania. Do nowej pracy nie miałam daleko, zaledwie 15 min spacerkiem.
Kiedy weszłam do pracy przywitał mnie Pan Michael.
M- Witaj Diano, chłopcy już czekają w sali nr 9.
J- Zaraz do nich dołączę, tylko przebiorę się w ciuchy na trening.- Powiedziałam posyłając miłe spojrzenie.
M- Dobrze, w takim razie do zobaczenia.- Powiedział po czym poszedł do sali.
Poszłam do przebieralni i ubrałam się. Kiedy skończyłam, poszłam w wyznaczone miejsce tak już czekał na mnie Michael.
M- O dobrze, że już jesteś, chłopacy to Diana, Diano to One Direction…
_________________________________________________________________________________
Przepraszam za tak długą nie obecność, no ale wiecie święta, rodzinka jedzonko :3
Po świętach pojawi się specjalny imagin :D
Nadal z Mileną nie wiemy czemu nie komentujecie :(
No trudno, życzę mokrego dyngusa bo na smaczne jajeczka już za późno :3
Trzymajcie się Misiaki :*



sobota, 30 marca 2013

#13

Dziś obóz integracyjny. Razem z moją nową klasą mamy pojechać do wsi, aby się tam ‘zintegrować’. Przeprowadziliśmy się do Polski z ojcem i mamy tu mieszkać przez trzy lata. Ojciec ma tu interesy, więc ja ma tu się uczyć, całe liceum. Przez parę lat uczyłam się języka, obecnie biegle umiem sześć języków. Matkę mam z Irlandii, także akcenty mam opanowane. Odziedziczyłam po niej urodę: rude, kręcone włosy, duże, zielone oczy i twarz usiana piegami. Muszę przyznać to jest urocze. Wracając. Wyskoczyłam z samochodu i szybko wzięłam torbę z rzeczami, zbiegając na dół wzięłam jeszcze jabłko i wbiegłam z powrotem do samochodu. Nie mieliśmy dużo czasu bo od uroczystości rozpoczęcia roku, do wyjazdu na wycieczkę mieliśmy niecałe pół godziny, a mój dom znajduje się na drugim końcu miasta.
J: Jedźmy już!- krzyknęłam do taty siedzącego za kierownicą, to był cud, że miał dla mnie czas. Musiałam się przebrać na normalne 
ubrania w samochodzie, bo właśnie wróciliśmy z rozpoczęcia.
Na miejscu przytuliłam tatę i udałam się do nie za bardzo szczupłej pani, która miała być moją wychowawczynią.
W: Hailey Edwards?
J: Tak, to ja.- przyjaźnie się uśmiechnęłam
W: Skąd jesteś?
J: Trudno powiedzieć… z Wielkiej Brytanii- powiedziałam zgodnie z prawdą. Ojca mam z Anglii, a mamę z Irlandii.
W: Wspaniale!- klasnęła w dłonie, trochę się przestraszyłam- Wsiadaj już do autokaru i zajmij wolne miejsce.
Zgodnie z poleceniami nauczycielki wsiadłam do autokaru. Znalazłam sobie wolne siedzenia prawie na samym tyle. Rozłożyłam swoje rzeczy i wyjęłam tablet. Ledwo go włączyłam, a już usłyszałam głos:
Ch: Mogę się dosiąść?- spytał wysoki brunet
Rozejrzałam się po autokarze, było jeszcze dużo miejsca. Jednak  odparłam
J: Skoro nalegasz… Jasne!- uśmiechnęłam się
Przesunęłam się pod okno i przyłożyłam rozgrzaną twarz do chłodnej szyby.
Ch: Jak masz na imię?
J: Jestem Hailey.
Ch: Skąd jesteś?
J: Powiem ci, jak dowiem się jak masz na imię.- byłam stanowcza
Ch: Jestem Daniel, odpowiadaj na pytanie.- powiedział poważnym głosem
J: Pochodzę z Wielkiej Brytanii.
D: A gdzie mieszkałaś?
J: W Irlandii.
D: Mogłem zgadnąć po akcencie. Trudno jest się uczyć polskiego?
J: Bardzo, to dziwny język…
D: Ej…
J: Taka prawda!
D: A po co przeprowadziliście się do Polski?
J: Interesy ojca i śmierć matki- na wspomnienie tego oczy zaszkliły mi się
D: Musi być ci ciężko…- powiedział ze współczuciem
J: Nawet nie wiesz jak, ale wspiera mnie psychicznie kuzynka. Pozwól, że pogadam z nią na Skype.
D: Masz tu Internet?
J: Tak.- oznajmiłam bez uczuć
Włączyłam aplikację i oczekiwałam tylko, żeby Perrie była dostępna. Tak, to ona jest moją kuzynką. Prośby zostały spełnione, włożyłam słuchawki w uszy i zadzwoniłam. Po odebraniu przez nią połączenia, w głośnikach dało się słyszeć krzyk i pisk, zaczęłyśmy konwersację w języku ojczystym:
P: Hailey! Tak długo nie dzwoniłaś! Martwiłam się i tęskniłam.
J: Domyślam się. Dlaczego u ciebie jest taki hałas?!
P: Pamiętasz tego Zayn’a?
J: Tego o którym mi cały czas gadałaś?
P: Tak! Wiesz i on dwa dni temu poprosił mnie o chodzenie!
J: To cudownie! Ale to nadal nie wyjaśnia tych hałasów w mieszkaniu.
P: No bo on jest w takim znanym boys- bandzie, One Direction.
J: I…
P: Nie przerywaj! Tam jest pięciu chłopaków, najmłodszy ma osiemnaście, a najstarszy 23. No i ogólnie oni przyszli dzisiaj do mnie.
J: Współczuję…
P: Kto obok ciebie siedzi?- przesunęłam tablet w stronę chłopaka
J: To jest Damian.- chłopak widząc to, pomachał Pezz, na co ona mu odmachała
P: Mrr…
D: Ty znasz Perrie Edwards?- zwrócił się do mnie
J: Idioto, to moja kuzynka!- chłopak był najwyraźniej oszołomiony, zwróciłam się do Perrie- Mogę zobaczyć tych co latają po twoim mieszkaniu?
P: Tak.- powiedziała, po czym odwróciła się i wrzeszczała na chłopaków
Nie czekałam długo, a w kamerce ujrzałam piątkę chłopaków. Rozmawialiśmy sobie z nimi ok godziny, po czym rozłączyłam się, mówiąc, że jestem zmęczona.
D: One Direction też znasz?!
J: No teraz to tak.- posłałam mu serdeczny uśmiech
Obydwoje odwróciliśmy się do tyłu, żeby nawiązać jakąś rozmowę z resztą uczniów. Wydawali się już znać Daniela, bo mówili do niego po imieniu. Pogadaliśmy trochę, a ja odczuwając głód, odwróciłam się z powrotem na nasze miejsce i wyjęłam śniadaniówkę, konsumując MOJE jedzenie, w ukryciu przed nauczycielem. Ledwo skończyłam jeść, a już usłyszałam głos nauczycielki: „Jesteśmy na miejscu”.
Wysiadając z autokaru w oczy rzuciła mi się duża stajnia, a obok niej sporych rozmiarów budynek mieszkalny. Domyśliłam się, że to nasz ośrodek. W końcu ten wyjazd nie kosztował mało. Tak jak myślałam, z bagażami skierowaliśmy się na plac przed owym budynkiem. Wychowawczyni powiedziała nam o zasadach tam panujących i zostaliśmy przydzieleni do pokojów. Na mnie natrafiły modnisie, nie byłam z tego specjalnie zadowolona, ale postanowiłam zachowywać się optymistycznie. Skierowałyśmy się do pokojów. W pokoju znajdowały się trzy łóżka piętrowe i jedno jedno- osobowe. Wybrałam dolną część łóżka piętrowego w rogu pomieszczenia. Wyjęłam 
rzeczy , które miałam zamiar ubrać i schowałam walizkę pod łóżko. Na półce znajdującej się najbliżej mojego miejsca położyłam jedzenie i zgrzewkę napojów. Zaczęłam przyglądać się reszcie, nie minęło pięć minut, a już przestało mnie to interesować. Do pokoju weszła nauczycielka, mówiąc:
N: Obiadu nie będzie, czekajcie na kolację o 19:30. Dziś nie mamy żadnych zajęć, także możecie robić co chcecie.
Ucieszyłam się w duchu, postanowiłam się trochę przewietrzyć. Wyszłam z kompleksu i automatycznie ruszyłam w stronę stadniny. Głaskałam przez jakiś czas konie, jednak gdy już mnie to zmęczyło, wróciłam z powrotem do budynku. Na korytarzu spotkałam Daniela.
D: Jak tam z twoimi współlokatorkami?
J: Daj spokój…- machnęłam ręką- A u ciebie?
D: Ja chodzę do tej szkoły od gimnazjum, o mnie się nie martw.- roześmiał się- Chodźmy na kolację, umieram z głodu.
J: Tak jak ja… Poczekaj pójdę po bluzę.- powiedziałam i pobiegłam do mojego pokoju
Wyjęłam bluzę z kocimi uszami i wyszłam.
D: Fajna bluza.
J: Uważam, że jest UROCZA.
D: Powiedz ‘r’.
J: Nie…
D: No powiedz.
J: Nie! Poza tym już idziemy do stolików.
D: Usiądź ze mną!
J: Nie, bo będziesz mnie nękał tym…- nie dokończyłam, bo wiedziałam do czego to zmierza
D: Czym?- odparł z chytrym uśmiechem na ustach
J: Oj… Ty już wiesz…
D: Nie, nie wiem…
J: Spadaj.
D: Nie ma mowy! Siedzisz ze mną.- powiedział po czym pociągnął mnie za rękaw bluzy do stolika, przy którym ktoś już siedział.- Poznajcie Hailey, będzie z nami chodziła do klasy! To kuzynka…- nie dokończył, bo zakryłam mu usta dłońmi
Chłopcy spojrzeli po sobie, po czym zaśmiali się. Zjadłam całkiem sporo jedzenia, następnie bez słowa odeszłam od stolika i poszłam do pokoju. Była tylko brunetka, która zdaje się mieszka ze mną. Zignorowałam ją i rzuciłam się na łóżko. Z racji, że łazienka nie była zajęta, poszłam się umyć. Po prysznicu w niezbyt czystej kabinie prysznicowej, nasmarowałam ciało masłem kakaowym i założyłam 
piżamę. Wyszłam z łazienki, wrzuciłam ubrania do walizki, a sama położyłam się na łóżko na plecach. Usłyszałam dźwięk skrzypiących drzwi. Natychmiastowo poderwałam się i usiadłam po turecku. Do pokoju wszedł Daniel.
A:Kogoś szukasz?- spytała Agata
D: Taak, a mianowicie… JEJ!- pokazał palcem na mnie
J: Czego znowu?
D: Chodź ze mną!
Wzięłam tablet ze sobą i zostawiłam oszołomioną Agatę i jej przyjaciółkę na środku pokoju. Na korytarzu spytałam Daniela:
J: Czego chcesz? Jestem w piżamie!
D: No widzę przecież, chodź.
J: Gdzie idziemy?
D: Do mojego pokoju!
J: I co ja mam tam robić?
D: Będą moi znajomi. Może się z kimś zaprzyjaźnisz…
J: Jakbym była jakąś chłopczycą.
D: Dziewczyny też będą, to są naprawdę fajni ludzie.
J: Postaram się tobie zaufać.
Chłopak otworzył drzwi pokoju i wpuścił mnie pierwszą do środka.
J: Hej, jestem Hailey.- powiedziałam nieśmiało
Wszyscy: Hej!
Zaczęli mi się po kolei przedstawiać. Nagle jedna z nich, Marcelina, zaproponowała mi:
M: Może przeniesiesz się do nas… Mamy wolne miejsce, ty pewnie nie chcesz przebywać w towarzystwie tych pustaków, a wychowawczyni się na pewno zgodzi.
J: Jasne!
Z: To chodźmy już do pani!- powiedziała rozentuzjazmowana
Razem z trójką dziewczyn wyszłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się do wychowawczyni. Ona od razu się zgodziła. Poszłyśmy po moje rzeczy. Trochę mi zajęło pakowanie jedzenia. Agata widząc to, oburzyła się:
A: Gdzie ty idziesz?
N: Spędzi ten tydzień w naszym pokoju.- powiedziała z dumą Natalia
Wystawiłam moim byłym współlokatorkom język i obładowane bagażami wyszłyśmy z pokoju. Daniel pomógł nam z walizką, bo pokój znajdował się na wyższym piętrze, na które trzeba wejść po stromych schodach. Odbierając bagaże od chłopaka podziękowałam mu i weszłam z dziewczynami do pokoju. Wybrałam sobie dolną część łóżka piętrowego, które stało naprzeciw telewizora. Nade mną będzie spała Marcelina. Walizkę schowałam pod łóżko, a słodycze położyłam na szafce. Była już 22, więc wyjęłam tablet i postanowiłam obejrzeć film. Marcelina zeszła do mnie i się przyłączyła. Wybór padł na Titanica.
*trzy miesiące później*
Kolejny spokojny dzień w szkole. Nie musiałam się niczym martwić, bo dobrze się uczę. Przebrałam buty na Martensy i założyłam na siebie kurtkę khaki. Wyszłam ze szkoły w towarzystwie Marceliny i paru innych dziewczyn, które wracały tym samym autobusem. Nieoczekiwanie z jednego z samochodów wysiadła Perrie i podbiegła w moją stronę. Pociągnęłam ją w bok.
J: Co ty tu robisz?!
P: Przyjechałam! Powinnaś się cieszyć…- powiedziała z udawanym zasmuceniem, po czym roześmiałyśmy się
J: Ty chyba nie jesteś świadoma ile tu masz fanek, one ci spokoju nie dadzą!
P: Nie przyjechałam tu sama…
J: Jak to nie? Kto z tobą jest?
P: Mój chłopak i jego przyjaciele.
J: O mój Boże, mają przejebane… Uświadomię wam to w domu. Poczekaj, pójdę powiedzieć Marcelinie, że jadę samochodem.
P: Marcelinie?- powiedziała łamiąc sobie przy tym język
J: To polskie imię…
Odeszłam od niej i poszłam powiedzieć Marcelinie.
M: Nie wsiadaj do samochodu obcych ludzi.- przestrzegała
J: Oni nie są obcy… Zresztą jutro ci wszystko powiem, a teraz pa!
M: Pa…- odkrzyknęła z nieudawanym zdziwieniem
Podążyłam do samochodu, z którego wcześniej wyskoczyła szalona kuzynka.
H: A więc tak Hailey wygląda na żywo!
J: Miłe przywitanie…Jakie z was nieokrzesane dzieci…
Lo: Starsze od ciebie!
J: Ale głupsze.- wystawiłam mu język, a on udawał, że się obraził
Chłopcy cały czas zagadywali i opowiadali różne dowcipy. Najzabawniejsze było to, jak za każdym razem gdy Harry opowiadał swoje historyjki i ‘żarty’, które wcale nie były śmieszne, dostawał w krocze od Louisa.  Nie minęło dwadzieścia minut, a już znaleźliśmy się pod moim domem.
P: Jest wujek?
J: Ojca nie ma.- bez emocji jej oznajmiłam
P: Można się było domyśleć.
J: Wy idźcie na górę do mojego pokoju, a ja zamówię pizzę.
Zadzwoniłam do pizzerii, po złożeniu zamówienia, jak już się rozłączyłam za sobą ujrzałam Hazzę.
H: Śmieszny jest ten polski.
J: Też tak uważam. Chodźmy na górę!
Weszliśmy do pokoju, w którym reszta już siedziała. Usiadłam na podłodze i zaczęłam mówić.
J: Czy wy jesteście świadomi skutków waszego przyjazdu tutaj?
L: Nie martw się, wszystko załatwiliśmy z Paulem.- zapobiegł mojemu wykładowi
J: Będziecie musieli wszędzie wychodzić z ochroną… To nie jest przyjemne.
Z: Jak Perrie przyjechała to my też!
J: Radzę wam się pilnować.- zmierzyłam ich piorunującym wzrokiem
Lo: Zachowujesz się doroślej ode mnie!- roześmiał się
Zarumieniłam się. Minęła nam godzina rozmawiania o tym co się dzieje w naszym życiu. Rozległ się odgłos domofonu. Poderwałam się szybko z miejsca i najszybciej jak się dało ruszyłam w stronę drzwi.
H: Gdzie tak pędzisz?!
J: Pizza idioto!- Niall słysząc to, pobiegł za mną
Rozbawiło mnie to, wzięłam pieniądze ze stolika i w białych skarpetkach wybiegłam na dwór do dostawcy. Dałam pieniądze, mówiąc ‘ Reszty nie trzeba’ i serdecznie się uśmiechając. Odwróciłam się i zobaczyłam stojącego kilkanaście centymetrów ode mnie.
J: Przestraszyłeś mnie!- powiedziałam i udając obrażoną obróciłam się do niego plecami
Ten mnie przytulił i już chciał wziąć z moich rąk pudełka z pizzą, ale ja zdążyłam mu uciec. Wystawiłam mu język i szybko pobiegłam do pokoju.
J: Jedzmy dopóki on tego nie dorwie.
Zdążyliśmy sobie nałożyć po trzy kawałki kiedy Niall wbiegł do pokoju. Zostało jeszcze jedno opakowanie. Blondyn od razu wziął je w swoje ręce i zaczął konsumować.
Po skończonym posiłku zaproponowałam film. Zeszliśmy na dół do salonu, w którym stał całkiem spory, 60’ calowy telewizor.
J: Co oglądamy?
L: Toy Story!
J: Czyli Króla Lwa, która część?- nie dawałam im dojść do głosu- Macie rację, pierwsza najlepsza.
Bez słowa włożyłam płytę i usiadłam obok Nialla. Podczas filmu popłakałam się. Zawsze mnie wzruszał. Usłyszałam szczekanie za szklanymi drzwiami, prowadzącymi na taras. Można było zauważyć w nich mojego psa, rocznego, czarnego Cocker Spaniela.
P: Charlie!- otworzyła drzwi i przywitała się z psem- Śliczny jest!- powiedziała, po czym skierowała się do Zayna- Kiedyś też takiego będziemy mieć.
Spojrzałam na zegarek, była już 9 pm.
J: Gdzie będziecie spać? Mam tu miejsce tylko dla Perrie.
Z: O nas się nie martw, mamy miejsca zarezerwowane w hotelu.
H: Odbierzemy cię jutro ze szkoły- puścił mi oczko
J: Jasne…
Lo: To my już idziemy!
Zayn pocałował Perrie. A ja przytuliłam resztę. Odprowadziłyśmy ich do furtki, a następnie skierowałyśmy się do mojego pokoju. Po wieczornej toalecie usiałyśmy na łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać.
P: To co… Który ci się najbardziej spodobał? Hm…- zaśmiała się
J: Perrie!- skarciłam ją
P: No ale tak na serio,  to który?
J: Ale nikomu nie powiesz?- dziewczyna pokręciła przecząco głową- No dobra… to jest Niall.
P: Wiedziałam!
J: Dlaczego się tak cieszysz?!- zdziwiłam się
P: Wygrałam zakład…
J: Perrie…
P: Dobra młoda, idź już spać.
Obudziłam się o 6:30, bo tak miałam ustawiony budzik. Perrie jeszcze smacznie spała. Umyłam się i ubrałam. Na śniadanie zjadłam płatki  i napisałam kartkę dla Pezz, a obok niej położyłam klucze do domu. Wyszłam z domu i zamknęłam za sobą drzwi. Przywitałam się z Jerrym, moim szoferem i wsiadłam do auta.
W wejściu do szkoły zastałam Daniela.
D: Hailey.- pomachałam mu i poszłam do szatni
Dziś miałam trzy sprawdziany i dużo kartkówek. Teraz jest przerwa przed ostatnią lekcją. Udało mi się zaciągnąć Marcelinę do toalety, aby wytłumaczyć jej wydarzenia z wczorajszego dnia.
M: No, opowiadaj co się wczoraj działo.
J: Nie wiem czy wiesz, ale ta Perrie Edwards jest moją kuzynką.
M: Oja, naprawdę?!
J: Tak, ale obiecaj, że się nikomu nie wygadasz!
M: Obiecuję!- położyła rękę na piersi
J: No i wiesz… Jej chłopak to…
M: Tak! Wiem! Zayn Malik!- pisnęła i momentalnie zakryła usta dłonią
Była directioner, także się jej nie dziwię.
J: No i- kontynuowałam- Ten cały Zayn i jego przyjaciele z zespołu przyjechali z nią do Polski. Tylko mi nie zemdlej proszę…
M: Ja pierdole- zaczęła gadać coś po polsku tak szybko, że nie mogłam jej zrozumieć
J: Ogarnij się i nikomu nie mów- ostrzegłam- Wtedy cię z nimi poznam, jeśli umiesz dobrze mówić po angielsku.
M: Umiem! Umiem!- była taka podjarana, że z trudem można była ją zrozumieć
J: Chodźmy już na lekcje.- powiedziałam słysząc dzwonek
Nauczyciele w tej szkole są wyjątkowo punktualni, nie jest to byle jaka szkoła, tylko jedna z tych lepszych.
Weszłyśmy do Sali, Marcela na lekcji cały czas przesyłała mi znaczące spojrzenia. Wychodziłam ze szkoły obok Daniela i Marceliny. Podbiegło do mnie dwóch chłopaków, na początku nie wiedziałam kim są, ale później się domyśliłam. Przytuliłam ich. Pociągnęłam oszołomioną Marcele za rękaw.
J: Pa, Daniel!- zwróciłam się do chłopaków- Chodźmy już!
Wsiedliśmy do samochodu, posadziłam Marcelinę obok Pezz.
P: Kto to?
J: Moja przyjaciółka- po czym szepnęłam do Pezz- Ona ich uwielbia.- pokazałam na chłopaków, po czym powiedziałam głośniej- Zostaje u mnie na weekend.
Hazza był najwyraźniej zadowolony tym obrotem sprawy.
J: Marcelina mówi po angielsku dobrze, tylko teraz jej mowę odebrało. – powiedziałam po czym usiadłam na siedzeniu obok Nialla i się w niego wtuliłam.
 Perrie do mnie mrugnęła. Boże, ona tylko o tym…
Lo: Może gdzieś pojedziemy?
H, M: Tak!- spojrzeli po sobie i się zaśmiali
J: Odwieźcie mnie wtedy do domu, nie czuję się najlepiej.- Niall dotknął mojego czoła
N: Masz wysoką gorączkę, zostanę z tobą.
Jak powiedział tak zrobił. W dwójkę weszliśmy do domu, ja położyłam się na kanapie, a Niall, jak to Niall ruszył ku kuchni. Po chwili wrócił z talerzem kanapek i kubkiem herbaty w ręku.
J: Ty to zjesz?!
N: Nie.- zaśmiał się uroczo- To ty to zjesz.
J: Tyle?! Ja nie dam rady.
N: Dasz radę.- wziął jedną kanapkę- A teraz otwórz buzię.- powiedział pieszczotliwie
J: Nie dzięki, aż taka chora nie jestem, żebyś musiał mnie karmić- podniosłam się i wzięłam kanapkę
Nialler pomógł mi w zjedzeniu większości kanapek, sam je konsumując. Po skończonym posiłku ułożyłam się na nogach chłopaka i zasnęłam. Obudziły mnie krzyki chłopaków.
N: Zamknąć ryje! Hailey śpi!- skarcił ich
J: Już nie…- powiedziałam, przeciągając się- Ile spałam?
N: Półtorej godziny.
J: Nogi cię nie bolą?
N: Nie…- uśmiechnął się serdecznie
P: Gruchajcie gołąbki, gruchajcie.- pokazałam jej środkowy palec
Poszłam do pokoju przebrać się i z powrotem położyłam się spać. Już zamykałam powieki, gdy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
N: To ja…- usłyszałam spokojny głos Nialla
J: Wejdź.
Chłopak zamknął drzwi za sobą i usiadł na moim łóżku.
J: Chcesz coś?
N: Może jak już wyzdrowiejesz poszłabyś ze mną gdzieś? Rozumiem jeśli nie chcesz…
J: Oczywiście, że chcę Horanku.
*sobota*
Dziś wieczorem idę z Niallem do restauracji. Miałam jeszcze godzinę. Założyłam 
to, włosy pozostawiłam rozpuszczone, a rzęsy potraktowałam tuszem.  Wraz z dźwiękiem dzwonka do drzwi zeszłam na dół.
N: Hm, Irlandzka piękność…- zarumieniłam się na te słowa
Pojechaliśmy do jednej z droższych restauracji na romantyczną kolację. Horan mi się podobał, jednak nie byłam pewna, czy zakochałam się z wzajemnością, dlatego ucieszyłam się na ten wieczór.
Chłopak odsunął mi krzesło i pozwolił usiąść, a sam usiadł na krześle naprzeciwko mnie. Złożyliśmy zamówienia i zaczęliśmy rozmowę. Niall przez chwilę się jąkał, a potem rzucił pod nosem
N: Zakochałem się w tobie.
J: Naprawdę?
N: Wiem, to żałosne… Pewnie masz już chłopaka.
J: Myślałam, że to ja się zakochałam w tobie, a nie ty we mnie.
N: Serio?! Cudownie!- powiedział radośnie- To… Czy chcesz zostać moją dziewczyną?
Nie powiedziałam nic tylko go pocałowałam, był z początku zaskoczony, ale potem oddał pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie,  bo kelner przyniósł nasze zamówienie.
Do domu wróciliśmy już jako para.
Minęło pięć lat, Niall miesiąc temu oświadczył mi się i wszystko nam się układa.
_____________________________________________________________________________________________
Przepraszamy za tydzień nieobecności. Martyna ma coś dodać jutro ;3 Ja jestem mega zmęczona i jak widzicie najwyraźniej weny nie miałam, głupio wyszedł. Ale ważne, że jest. Proszę o szczere komentarze, lub w ogóle jakiekolwiek komentarze. Komentarze można dodawać z anonima, także się o nic nie martwcie. No, a na Wielkanoc, życzę Wszystkiego najlepszego! I trwania w miłości do One Direction.
Dobranoc