J- Josh (perkusista One Direction dla nie wtajemniczonych)
H- Hariett
Hz: Harry ( od Hazz, nie wiedziałam jak zrobić xd)
J: Co taka ładna i młoda dziewczyna robi w lesie, zamiast siedzieć w szkole?
H: Mogłabym spytać o to samo.
J: Pf... Odpowiedz na pytanie.
H: Nie zwierzam się nieznajomym.
Chłopak burknął niezadowolony.
J: Jestem Josh…
H: Coś jeszcze..
J: Jestem perkusistą w sławnym zespole, zwanym One Direction. Tak, poznam cię z nimi.
Dziewczyna posłała mu zdziwione spojrzenie.
J: Nie znasz One DIrection?
H: Znam… ale czemu uznałeś mnie za fankę?
J: Prawie wszystkie dziewczyny są ich fankami.
H: No widzisz, to ja jestem jakimś wyjątkiem.
J: Eh.. Skoro mnie już znasz to może odpowiesz mi na wcześniej zadane pytanie?
H: Więc… Pytałeś się co robię sama w lesie..- chłopak przytaknął- Każdy głupi zauważyłby aparat przewieszony przez moje ramię.- Josh zawstydził się
J: Ale to nie wyjaśnia dlaczego nie ma cię w szkole.
H: Za dwie godziny mam iść do ortodonty. Nie ma sensu zwalniać się z połowy zajęć, bo moja szkoła jest daleko. A może teraz ty mi wyjaśnisz co robisz sam w lesie, co?
J: Ale ja cię nie znam.- odparł z uśmiechem satysfakcji
Hariett odetchnęła podirytowana.
H: Mam na imię Hariett, mam 17 lat. Lubię fotografię, a co do muzyki to mój ulubiony wokalista od dłuższego czasu jest trupem.
J: To… Ja sam nie wiem co robię w lesie. Może chcę trochę odpocząć, nie wiem…
H: Długo masz zamiar jeszcze tak błądzić?
J: Jeśli pozwolisz to będę się tobie przyglądał podczas robienia zdjęć.- brzmiało to bardziej jak rozkaz niż pytanie
H: Nie spłosz ptaków tymi słoniowymi krokami.- odpowiedziała, zgadzając się na towarzyszenie chłopaka w jej pracy
Hariett błądziła po lesie w poszukiwaniu ładnych krajobrazów, a zmęczony już Josh biegał za nią, bo nie potrafił nadążyć za jej szybkim, a zarazem cichym krokiem. Nagle dziewczyna wystawiła rękę w jego stronę nakazując mu żeby się zatrzymał. Jej oczom ukazał się kolorowy dzięcioł, pukający w pusty pień drzewa. Po cichu włączyła aparat i powoli podchodziła w stronę ptaka. Wszystko było by pięknie, gdyby nie wystający korzeń. Przewróciła się na glebę wyłożoną jesiennymi liśćmi, pozwalając ptakowi odlecieć.
H: Kurwa!- syknęła łapiąc się za nogę
Chłopak stojący dziesięć metrów od niej szybko podbiegł i pomógł jej wstać.
J: Nic ci nie jest?- dziewczyna spiorunowała go wzrokiem, wiedział przecież że coś jej się stało
H: Zobacz co z aparatem.- rozkazała
J: Nic mu nie jest. Na razie ty jesteś ważniejsza.
Josh wziął jej torbę i przewiesił ją sobie przez ramię, a Hariett wziął na ręce.
Hariett wybuchła śmiechem.
J: Z czego się śmiejesz?- spytał próbując powstrzymać się od zaraźliwego śmiechu nastolatki
H: Nie wiem.- nagle przestała się śmiać- Gdzie mnie zabierasz?
J: A gdzie mieszkasz?
H: W Londynie.
J: W jakiej części?
H: Na obrzeżach.
J: Jedziesz ze mną do mojego domu.
H: A ortodonta?
J: Poczeka.
Chłopak wyjął telefon z kieszeni spodni Hariett i wybrał numer jej mamy.
*połączenie*
M: Cześć Hariett, słońce.
J: Tu Josh.
M: Coś się stało?
J: Pani córka skręciła kostkę i zabieram ją do mojego domu. Mogłaby pani odwołać jej wizytę u ortodonty?- mówił starając się powstrzymać Hariett od wyrwania jemu z ręki telefonu
M: Oczywiście, mam nadzieję, że mogę tobie ufać.
J: Chwila…- powiedział, gdyż przypominał mu się głos kobiety- Czy pani ma na imię Trish i zna moją matkę Rachel?
M: Tak, jak ja was dawno nie widziałam!
J: Przeprowadziliśmy się…- odparł ze smutkiem- Ale mam nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu się spotkamy.
M: Bardzo mi miło się z tobą rozmawiało, zaopiekuj się moją córką dobrze.
J: Do widzenia.- rozłączył się, pod wpływem Hariett narzekającej, że przez niego nie będzie miła pieniędzy na koncie
*koniec połączenia*
J: Mam pozwolenie twojej matki żebyś u mnie została!- powiedział uradowany, trzymając poszkodowaną na baranach
H: To do niej niepodobne.
J: Ale Hariett ja ją znam. Ale nie rozumiem dlaczego ciebie nie znam…
H: Bo mieszkałam u ojca i niedawno się przeprowadziłam do matki. Mama ci nic nie wspominała o rozwodzie, albo chociaż o swojej córce.
J: Rzadko z nią rozmawiałem. Moja mama ją zna lepiej. – tą wypowiedzią zakończył ich wymianę zdań.
Dalej szli w ciszy, w kierunku samochodu Josha.
H: Wiesz co? Ja sobie dam radę iść.
J: Teraz mi to mówisz?!
Dziewczyna wystawiła mu język i wsiadła do samochodu od strony pasażera.
H: Wow. T..to jest twój dom?- spytała zaskoczona wielkością willi
J: Nie mieszkam tu sam. Jak już ci mówiłem należę do zespołu.
H: Kolejne zadufane gwiazdki..- powiedziała sam do siebie
J: Nie mów tak o moich przyjaciołach.- powiedział słysząc co mówi- Nawet ich nie znasz.- dodał nie kryjąc urazy
H: Ojej, przepraszam. Ale jestem uprzedzona do takich osób przez jednego typka.- obroniła się
Poszła za Joshem trochę kulejąc. Przedzierali się przez tłumy fanek, aż doszli do furtki. Chłopak wyjął klucze i przekręcił zamek. Hariett zatrzasnęła ją za sobą, by nikt się nie wdarł i kuśtykała dalej do wielkich drzwi.
J: Jestem!
N: Stary, gdzie ty byłeś, lub…- zawahał się widząc Hariett- .. kogo ze sobą wziąłeś? Fanka?- spytał o zbliżającą się powoli do drzwi dziewczynę
J: Ona was nie lubi.
Do chłopaków podbiegł Harry.
Hz: A szkoda wielka, bo to córka znanego producenta muzycznego… - chłopcy spojrzeli na Harrego zaskoczeni
N: Tak właściwie to po co ją przywiozłeś i jak ją znalazłeś.
J: Długa historia później o tym pogadamy.- odpowiedział nadal zaskoczony natłokiem informacji, które uzyskał od Harrego
H: Na co się tak gapicie?- burknęła z wyrzutem, gdy weszła w progi domu
Chłopcy od razu odwrócili wzrok, a ona poszła za Joshem.
H: To twój pokój?
J: Na tydzień też twój.- odpowiedział, już bardziej radośnie- Jeśli nie masz nic przeciwko, że będziemy spali w jednym łóżku. Ja mogę się w każdej chwili przenieść na kanapę- dodał zasmucony z iskierkami nadziei w oczach
H: Oczywiście, że nie mam nic przeciwko.- chłopak odetchnął z ulgą i wyjął z szafy jego ubrania dla Hariett- Josh, wiesz.. ja cię lubię.- przytuliła go
On wtulił się w nią ze zdwojoną siłą. Dziewczyna pisnęła.
H: Ał!
J: Przepraszam.
H: Nie szkodzi.- pocałowała go w policzek, na co on się zarumienił
Hariett poszła do kuchni, żeby się napić.
Natomiast Josh zastanawiał się nad dziewczyną, która zawróciła mu w głowie. Można było zauważyć, że mu się podobała.
Gdy wróciła z szklanką soku w drobnych dłoniach, Josh podał jej ubrania i wskazał na łazienkę. Dziewczyna wyszła z pomieszczenia w szortach, gdzie zwykle sięgające do ud, jej wystarczały aż do kolan. Miała na sobie jeszcze luźną męską koszulę. Wyglądała komicznie, a jednocześnie pociągająco. Chłopak zaśmiał się.
J: Wyglądasz w moich ubraniach lepiej niż ja.
Hariett uroczo zachichotała i pochwyciła szklankę, by dokończyć picie soku.
Zeszli na dół i usiedli na kanapie. Nie czekali długo a dosiadł się do nich Niall i Harry.
J: Gdzie reszta?
H: Ze swoimi ‘drugimi połówkami’.- odpowiedział zabawnie przy tym gestykulując
Josh skomentował to krótkim ‘Aha.’ i zaczął rozmawiać z Niallem. Harry i Hariett początkowo się nie odzywali, by następnie prowadzić ożywioną wymianę zdań. Rozmawiali kilka godzin, komentując przy tym mecz golfowy, dużo się o sobie dowiedzieli. Hariett poczuła zmęczenie. Oparła swoją głowę o ramię Josha, obok którego siedziała i pozwoliła jej włosom łaskotać jego szyję. Zasnęła.
N: Josh, nie wiem czy wiesz, ale Hariett śpi.
Chłopak zerknął na dziewczynę, która od trzydziestu minut spała na jego ramieniu. Wyglądała uroczo. Josh wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka do swojego pokoju. Przykrył ją kołdrą i położył się obok niej, wpatrując się w piękną istotę. Nie czekał długo, a ona podczas jej snu przytuliła go.
Dobiegał już ostatni dzień pobytu Hariett w domu chłopaków. To miała być ostatnia noc jaką spędzi pod ich dachem.
Nastolatka weszła do pokoju Josha, wpatrując się jak chłopak śpi. Podeszła do niego, pocałowała w czoło, szepcząc „Chyba cię kocham.” Dziewczyna miała już schodzić na dół gdy poczuła dużą dłoń łapiącą ją za nadgarstek. Odwróciła się w kierunku sprawcy.
H: Josh? To ty nie spałeś?
J: Nie.- uśmiechnął się
H: Przepraszam..- spuściła głowę
J: Nie masz za co.- uśmiechnął się, podniósł jej podbródek do góry i złożył na jej malinowych ustach czuły pocałunek- Też cię kocham.
Lo: Macie zamiar tak się obściskiwać w nocy?- spytał będąc świadkiem sytuacji na schodach
Do Louisa dołączył Niall.
N: Harry, przygotuj się na prostownicę!
Hariett zaśmiała się słodko i pocałowała Josha. Wszyscy rozeszli się do pokoi.
J: To co, zostaniesz moją dziewczyną?
H: Z przyjemnością.
Ponownie złączyli usta w namiętnym pocałunku.
_________________________________________________________________________________
znów przepraszam że nic nie dodawałam ale mój umysł nie pozwalał mi na pisanie imagina
prawie wcale mnie z w domu nie było
jeśli mi się uda skończyć to jeszcze dziś pojawi się smutny z liamem
SPADAM :X
H- Hariett
Hz: Harry ( od Hazz, nie wiedziałam jak zrobić xd)
J: Co taka ładna i młoda dziewczyna robi w lesie, zamiast siedzieć w szkole?
H: Mogłabym spytać o to samo.
J: Pf... Odpowiedz na pytanie.
H: Nie zwierzam się nieznajomym.
Chłopak burknął niezadowolony.
J: Jestem Josh…
H: Coś jeszcze..
J: Jestem perkusistą w sławnym zespole, zwanym One Direction. Tak, poznam cię z nimi.
Dziewczyna posłała mu zdziwione spojrzenie.
J: Nie znasz One DIrection?
H: Znam… ale czemu uznałeś mnie za fankę?
J: Prawie wszystkie dziewczyny są ich fankami.
H: No widzisz, to ja jestem jakimś wyjątkiem.
J: Eh.. Skoro mnie już znasz to może odpowiesz mi na wcześniej zadane pytanie?
H: Więc… Pytałeś się co robię sama w lesie..- chłopak przytaknął- Każdy głupi zauważyłby aparat przewieszony przez moje ramię.- Josh zawstydził się
J: Ale to nie wyjaśnia dlaczego nie ma cię w szkole.
H: Za dwie godziny mam iść do ortodonty. Nie ma sensu zwalniać się z połowy zajęć, bo moja szkoła jest daleko. A może teraz ty mi wyjaśnisz co robisz sam w lesie, co?
J: Ale ja cię nie znam.- odparł z uśmiechem satysfakcji
Hariett odetchnęła podirytowana.
H: Mam na imię Hariett, mam 17 lat. Lubię fotografię, a co do muzyki to mój ulubiony wokalista od dłuższego czasu jest trupem.
J: To… Ja sam nie wiem co robię w lesie. Może chcę trochę odpocząć, nie wiem…
H: Długo masz zamiar jeszcze tak błądzić?
J: Jeśli pozwolisz to będę się tobie przyglądał podczas robienia zdjęć.- brzmiało to bardziej jak rozkaz niż pytanie
H: Nie spłosz ptaków tymi słoniowymi krokami.- odpowiedziała, zgadzając się na towarzyszenie chłopaka w jej pracy
Hariett błądziła po lesie w poszukiwaniu ładnych krajobrazów, a zmęczony już Josh biegał za nią, bo nie potrafił nadążyć za jej szybkim, a zarazem cichym krokiem. Nagle dziewczyna wystawiła rękę w jego stronę nakazując mu żeby się zatrzymał. Jej oczom ukazał się kolorowy dzięcioł, pukający w pusty pień drzewa. Po cichu włączyła aparat i powoli podchodziła w stronę ptaka. Wszystko było by pięknie, gdyby nie wystający korzeń. Przewróciła się na glebę wyłożoną jesiennymi liśćmi, pozwalając ptakowi odlecieć.
H: Kurwa!- syknęła łapiąc się za nogę
Chłopak stojący dziesięć metrów od niej szybko podbiegł i pomógł jej wstać.
J: Nic ci nie jest?- dziewczyna spiorunowała go wzrokiem, wiedział przecież że coś jej się stało
H: Zobacz co z aparatem.- rozkazała
J: Nic mu nie jest. Na razie ty jesteś ważniejsza.
Josh wziął jej torbę i przewiesił ją sobie przez ramię, a Hariett wziął na ręce.
Hariett wybuchła śmiechem.
J: Z czego się śmiejesz?- spytał próbując powstrzymać się od zaraźliwego śmiechu nastolatki
H: Nie wiem.- nagle przestała się śmiać- Gdzie mnie zabierasz?
J: A gdzie mieszkasz?
H: W Londynie.
J: W jakiej części?
H: Na obrzeżach.
J: Jedziesz ze mną do mojego domu.
H: A ortodonta?
J: Poczeka.
Chłopak wyjął telefon z kieszeni spodni Hariett i wybrał numer jej mamy.
*połączenie*
M: Cześć Hariett, słońce.
J: Tu Josh.
M: Coś się stało?
J: Pani córka skręciła kostkę i zabieram ją do mojego domu. Mogłaby pani odwołać jej wizytę u ortodonty?- mówił starając się powstrzymać Hariett od wyrwania jemu z ręki telefonu
M: Oczywiście, mam nadzieję, że mogę tobie ufać.
J: Chwila…- powiedział, gdyż przypominał mu się głos kobiety- Czy pani ma na imię Trish i zna moją matkę Rachel?
M: Tak, jak ja was dawno nie widziałam!
J: Przeprowadziliśmy się…- odparł ze smutkiem- Ale mam nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu się spotkamy.
M: Bardzo mi miło się z tobą rozmawiało, zaopiekuj się moją córką dobrze.
J: Do widzenia.- rozłączył się, pod wpływem Hariett narzekającej, że przez niego nie będzie miła pieniędzy na koncie
*koniec połączenia*
J: Mam pozwolenie twojej matki żebyś u mnie została!- powiedział uradowany, trzymając poszkodowaną na baranach
H: To do niej niepodobne.
J: Ale Hariett ja ją znam. Ale nie rozumiem dlaczego ciebie nie znam…
H: Bo mieszkałam u ojca i niedawno się przeprowadziłam do matki. Mama ci nic nie wspominała o rozwodzie, albo chociaż o swojej córce.
J: Rzadko z nią rozmawiałem. Moja mama ją zna lepiej. – tą wypowiedzią zakończył ich wymianę zdań.
Dalej szli w ciszy, w kierunku samochodu Josha.
H: Wiesz co? Ja sobie dam radę iść.
J: Teraz mi to mówisz?!
Dziewczyna wystawiła mu język i wsiadła do samochodu od strony pasażera.
H: Wow. T..to jest twój dom?- spytała zaskoczona wielkością willi
J: Nie mieszkam tu sam. Jak już ci mówiłem należę do zespołu.
H: Kolejne zadufane gwiazdki..- powiedziała sam do siebie
J: Nie mów tak o moich przyjaciołach.- powiedział słysząc co mówi- Nawet ich nie znasz.- dodał nie kryjąc urazy
H: Ojej, przepraszam. Ale jestem uprzedzona do takich osób przez jednego typka.- obroniła się
Poszła za Joshem trochę kulejąc. Przedzierali się przez tłumy fanek, aż doszli do furtki. Chłopak wyjął klucze i przekręcił zamek. Hariett zatrzasnęła ją za sobą, by nikt się nie wdarł i kuśtykała dalej do wielkich drzwi.
J: Jestem!
N: Stary, gdzie ty byłeś, lub…- zawahał się widząc Hariett- .. kogo ze sobą wziąłeś? Fanka?- spytał o zbliżającą się powoli do drzwi dziewczynę
J: Ona was nie lubi.
Do chłopaków podbiegł Harry.
Hz: A szkoda wielka, bo to córka znanego producenta muzycznego… - chłopcy spojrzeli na Harrego zaskoczeni
N: Tak właściwie to po co ją przywiozłeś i jak ją znalazłeś.
J: Długa historia później o tym pogadamy.- odpowiedział nadal zaskoczony natłokiem informacji, które uzyskał od Harrego
H: Na co się tak gapicie?- burknęła z wyrzutem, gdy weszła w progi domu
Chłopcy od razu odwrócili wzrok, a ona poszła za Joshem.
H: To twój pokój?
J: Na tydzień też twój.- odpowiedział, już bardziej radośnie- Jeśli nie masz nic przeciwko, że będziemy spali w jednym łóżku. Ja mogę się w każdej chwili przenieść na kanapę- dodał zasmucony z iskierkami nadziei w oczach
H: Oczywiście, że nie mam nic przeciwko.- chłopak odetchnął z ulgą i wyjął z szafy jego ubrania dla Hariett- Josh, wiesz.. ja cię lubię.- przytuliła go
On wtulił się w nią ze zdwojoną siłą. Dziewczyna pisnęła.
H: Ał!
J: Przepraszam.
H: Nie szkodzi.- pocałowała go w policzek, na co on się zarumienił
Hariett poszła do kuchni, żeby się napić.
Natomiast Josh zastanawiał się nad dziewczyną, która zawróciła mu w głowie. Można było zauważyć, że mu się podobała.
Gdy wróciła z szklanką soku w drobnych dłoniach, Josh podał jej ubrania i wskazał na łazienkę. Dziewczyna wyszła z pomieszczenia w szortach, gdzie zwykle sięgające do ud, jej wystarczały aż do kolan. Miała na sobie jeszcze luźną męską koszulę. Wyglądała komicznie, a jednocześnie pociągająco. Chłopak zaśmiał się.
J: Wyglądasz w moich ubraniach lepiej niż ja.
Hariett uroczo zachichotała i pochwyciła szklankę, by dokończyć picie soku.
Zeszli na dół i usiedli na kanapie. Nie czekali długo a dosiadł się do nich Niall i Harry.
J: Gdzie reszta?
H: Ze swoimi ‘drugimi połówkami’.- odpowiedział zabawnie przy tym gestykulując
Josh skomentował to krótkim ‘Aha.’ i zaczął rozmawiać z Niallem. Harry i Hariett początkowo się nie odzywali, by następnie prowadzić ożywioną wymianę zdań. Rozmawiali kilka godzin, komentując przy tym mecz golfowy, dużo się o sobie dowiedzieli. Hariett poczuła zmęczenie. Oparła swoją głowę o ramię Josha, obok którego siedziała i pozwoliła jej włosom łaskotać jego szyję. Zasnęła.
N: Josh, nie wiem czy wiesz, ale Hariett śpi.
Chłopak zerknął na dziewczynę, która od trzydziestu minut spała na jego ramieniu. Wyglądała uroczo. Josh wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka do swojego pokoju. Przykrył ją kołdrą i położył się obok niej, wpatrując się w piękną istotę. Nie czekał długo, a ona podczas jej snu przytuliła go.
Dobiegał już ostatni dzień pobytu Hariett w domu chłopaków. To miała być ostatnia noc jaką spędzi pod ich dachem.
Nastolatka weszła do pokoju Josha, wpatrując się jak chłopak śpi. Podeszła do niego, pocałowała w czoło, szepcząc „Chyba cię kocham.” Dziewczyna miała już schodzić na dół gdy poczuła dużą dłoń łapiącą ją za nadgarstek. Odwróciła się w kierunku sprawcy.
H: Josh? To ty nie spałeś?
J: Nie.- uśmiechnął się
H: Przepraszam..- spuściła głowę
J: Nie masz za co.- uśmiechnął się, podniósł jej podbródek do góry i złożył na jej malinowych ustach czuły pocałunek- Też cię kocham.
Lo: Macie zamiar tak się obściskiwać w nocy?- spytał będąc świadkiem sytuacji na schodach
Do Louisa dołączył Niall.
N: Harry, przygotuj się na prostownicę!
Hariett zaśmiała się słodko i pocałowała Josha. Wszyscy rozeszli się do pokoi.
J: To co, zostaniesz moją dziewczyną?
H: Z przyjemnością.
Ponownie złączyli usta w namiętnym pocałunku.
_________________________________________________________________________________
znów przepraszam że nic nie dodawałam ale mój umysł nie pozwalał mi na pisanie imagina
prawie wcale mnie z w domu nie było
jeśli mi się uda skończyć to jeszcze dziś pojawi się smutny z liamem
SPADAM :X

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz