wtorek, 2 kwietnia 2013

#14/ ŚWIĄTECZNY

Podjęłam się przygotowania jedzenia na Wielkanoc dla bezdomnych i samotnych. Sama nie wiem po co to zrobiłam… Może dlatego, że sama jestem samotna? Głupio to brzmi, gdy wydobywa się z ust 21- latki. Studia skończone, mieszkanie mam, długi są spłacone, ale przyjaciół zero. Z rodzicami jestem skłócona, bo chcieli, żebym była prawnikiem, a zostałam kucharzem w jednej z najlepszych restauracji.
Wniosłam zakupy do dużych rozmiarów kuchni i wyjęłam książkę z przepisami. Przebrałam się w ubrania, które były bardziej odpowiednie do gotowania. Dobrze mi szło jak na kogoś ze złamaną ręką… Efekt końcowy był zadowalający, na długim stole stało dużo, różnorakich potraw w dużej ilości. Przygotowanie tego zajęło mi ok. 10 godzin, ale byłam zadowolona. Z racji, że była już 23 postanowiłam iść spać.
Następnego dnia budzik zadzwonił o godzinie szóstej. Na dziewiątą będzie śniadanie. Pracownicy tej fundacji przyjadą po jedzenie o 7, postanowiłam się ogarnąć. Ubrałam się, związałam włosy w koka i wpięłam a niego kokardkę. Przejechałam rzęsy tuszem wodoodpornym i poszłam do kuchni wypić wcześniej przygotowaną kawę. Nie czekałam długo, a po pustym mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Otworzyłam panom i wskazałam na stół, z przygotowanymi potrawami, spakowanymi wcześniej w torby termoizolacyjne. Wzięłam swoją torebkę i płaszcz, założyłam buty i wyszłam razem z nimi, z mieszkania, zamykając je na klucz. Wpakowaliśmy jedzenie do mini-vana i wsiedliśmy do samochodu.
* na miejscu*
D: Bardzo Ci dziękuję, że zgodziłaś się zrobić jedzenie dla tych wszystkich ludzi z własnej woli, jak mogę ci podziękować?!- zapytał retorycznie
J: Wystarczy, że będę miała z kim spędzić Wielkanoc…- dodałam cicho pod nosem
D: Ja idę do kolejnych wolontariuszy. Najlepszy zespół na świecie będzie występował tu…- mówił sam do siebie
Usiadłam na krześle pod ścianą i przyglądałam się wszystkiemu. Dekorowano Salę, stoły, wnoszono krzesła. Byłam z takich obowiązków zwolniona z powodu ręki.
D: Bella, podejdź tu proszę!- usłyszałam głos dyrektora tej placówki. Posłusznie szłam w kierunku mężczyzny, z którym ktoś jeszcze stał, ale nie byłam w stanie nikogo zobaczyć, patrząc się w podłogę.- Masz zaszczyt poznać One Direction osobiście.
Trochę zmieszana, powiedziałam
J: Hej, mam na imię Annabelle.- uśmiechnęłam się delikatnie
Lo: Ja jestem Louis, to jest- pokazywał kolejno na chłopaków- Harry, Niall, Zayn i Liam. Ale nas chyba znasz…
J: Można tak powiedzieć…- oczywiście, że ich znam, są na każdym kanale muzycznym, jak mogłabym ich nie znać! Podobały mi się ich piosenki, ale bardziej się w to nie zagłębiałam, jednak byłam bardzo szczęśliwa, że mogę poznać taki zespół
D: Chłopcy będą dawali koncert, a później zjedzą razem z nami śniadanie.
J: Czyli, że też mam jeść?
N: Każdy chciałby spróbować takich rarytasów…- powiedział rozmarzony, zarumieniłam się
J: Ooo, dziękuję.
N: Za co dziękujesz?
J: Bo to ja robiłam to jedzenie.
L: Wszystko zrobiłaś sama?!
Z: Jak ty masz złamaną rękę…
J: Tak, wszystko zrobiłam sama- następnie zwróciłam się do Zayna- Dzięki za wyrazy współczucia.- zawstydził się trochę.
D: Nieważne, po prostu wiem, że jesteś sama…
J: A skąd o tym wiesz?!
D: Niedawno we wszystkich gazetach to było.- spojrzałam na niego z niedowierzaniem- Wywiad.
J: Czasami mam ochotę zajebać tych wszystkich reporterów, zajebać i zgnieść jak tą pomarańcz- powiedziałam na pomarańczę zgniataną przeze mnie lewą ręką.
Przerazili się trochę, ale Harry wyjął mi pomarańczę z ręki i wyrzucił ją do kosza, mówiąc.
H: Ej, spokojnie...- wzięłam marchewkę ze stołu i zaczęłam ją jeść
N: U… Lou, patrz! Ty lubisz jak dziewczyny jedzą marchewki…- poruszył znacząco brwiami
Odeszłam od chłopaków, którzy zaczęli przygotowywać się do występu. Dowiedziałam się, że mają być niespodzianką. W końcu gdyby nie byli pół kraju by się zleciało. Założyłam na nos Ray- Ban’y, bo jestem ślepa jak kret i zaczęłam się im przyglądać. Ten krzyk i pisk, ku mojemu zdziwieniu wcale nie pochodził od starszych osób. Było dużo młodych dziewczyn, w moim wieku i młodszych. Widać było po nich, że rodzice nie są bogaci, a niektóre po prostu były z domu dziecka. Dla nich to był najlepszy prezent na święta. Chłopcy po skończeniu śpiewania, rozmawiali chwilę z biednymi, po czym usiedli przy stoliku dla wolontariuszy i zaczęli konsumować. Naprzeciwko mnie usiadł Louis, bardzo mi się podobał i prawie cały czas mu się przyglądałam. Nie napatrzyłam się długo, a on przyłapał mnie na tym i tylko się uśmiechnął. Ja spuściłam głowę i zakryłam zarumienioną twarz włosami, kryjąc delikatny uśmiech goszczący na moich ustach. Po skończonym przez wszystkich, uroczystym śniadaniu zaczął się wielki gwar.  Wyszłam na zewnątrz, żeby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.
Za mną pobiegł Louis.
Lo: Czekaj! Może się gdzieś przejdziemy?- jego oczom nie dało się ulec
J: Gdzie wtedy?
Lo: Prosto, przed siebie.
J: Zatem chodźmy.
Podczas spaceru dużo się o sobie dowiedzieliśmy. Wymieniliśmy się numerami i Louis musiał iść, bo ktoś do niego zadzwonił. Dzień dzisiejszy można uznać za udany. Udałam się w kierunku mojego mieszkania i w samotności spędziłam w nim resztę dnia. Zastanawiałam się czy cudowny Louis Tomlinson pamięta mnie… Dźwięk dzwonka komórki i wyświetlony na niej napis Tommo rozwiał wszelkie moje wątpliwości. Odebrałam.
Lo: Hej tu Louis. Co jutro robisz?
J: Spędzam samotnie Lany Poniedziałek…
Lo: Podaj mi swój adres, Lany Poniedziałek nie powinien być spędzany samotnie.- zdziwiłam się trochę na te słowa, ale po chwili posłusznie podyktowałam adres.- Tylko otwórz nam drzwi.
J: Jak jestem w domu, drzwi mam zawsze otwarte.- uśmiechnęłam się do siebie
Lo: Popełniasz WIEEELKI błąd.
J: Dobra, pa.
Lo: Pa.
Po skończonej rozmowie, poszłam wziąć prysznic, a jako piżamę założyłam o kilka rozmiarów za dużą męską koszulę z logo Nirvany. W przeświadczeniu, że taka osoba jak Louis Tomlinson mnie pamięta, zasnęłam na kanapie.
Obudziłam się pod wpływem lodowatej wody na mojej głowie.
Lo: Mówiłem, że popełniasz WIEEELKI błąd nie zamykając drzwi…
Oczom ukazało mi się pięciu chłopaków i dwie dziewczyny, po chwili domyśliłam się, że to One Direction, Danielle, dziewczyna Liama i Perrie, dziewczyna Zayna. Szybko odebrałam wiadro z rąk rozbawionego Loczka i pędem ruszyłam do łazienki. Siedziałam tam całkiem długo, czekając, aż wszyscy odejdą od drzwi. Następnie ruszyłam za plecy Hazzy i wylałam na jego piękne loki zimną wodę. Czekałam tylko na jego reakcję.
N: Przegięłaś…- powiedział, opychając się zawartością mojej lodówki
Harry zaczął mnie łaskotać. Przyglądałam mu się tylko.
H: Jak to?! Ty nie masz łaskotek?!- pokręciłam przecząco głową- Jak można nie mieć łaskotek, jak?!
Wzruszyłam ramionami i skierowałam się do kuchni, ze mną poszły dziewczyny.
P: Widziałaś jak Lou się tobie przygląda?- dała mi znaczącego kuksańca w bok, pokręciłam przecząco głową- Weź przestań… Danielle, widziałaś?
D: Stawiam, że jeszcze dziś będziecie parą.
P: Też tak uważam.
J: Mylicie się.
D: Jak cię zaprosi na spacer albo do restauracji, zadzwoń do nas.
P: Przyjaciółki stylistki!
J: Ale my się przecież ledwo znamy, a poza tym jak taka osoba jak on mogłaby się mną zainteresować?
P: Myślisz, że on chodzi z pierwszą lepszą napotkaną osobą na trzy-godzinne spacery po parku?
J: W sumie… Chodźmy już, przygotowałam przekąski.- powiedziałam, żeby jakoś wyplątać się z tego.
Nie mogłam uwierzyć, że kimś dla niego jestem. Zwłaszcza, że mi się podobał, a zazwyczaj osoby, które mi się podobają omijają mnie szerokim łukiem, mówiąc przy znajomych, że jestem chora psychicznie. Weszłam do salonu z tacą słodyczy, na które, można powiedzieć, że rzucił się Niall.
J: Ile macie tu zamiar siedzieć?
Z: Wyganiasz nas?
J: Nie, ale sugeruję nie spędzać całego dnia w MOIM mieszkaniu, tylko ruszyć dupy i wyjść na spacer.
H: Masz rację, chłopaki, idziemy do naszego domu.
J: To idźcie.
Lo: Ty też z nami idziesz!
J: Ja muszę się jeszcze ubrać, zjeść śniadanie…
Louis wyjął bluzę i szare rurki z szafy, spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
Lo: Co stoisz? Ubieraj się!
Posłusznie weszłam do łazienki, ubrałam się i umyłam zęby. To musi śmiesznie wyglądać gdy mam na sobie ciasne rurki, które eksponują moje chude nogi i luźną bluzę, która równie dobrze służyłaby mi za sukienkę. Wyszłam z łazienki, po czym od razu skierowałam się do Louisa.
J: Zadowolony?!- trochę podenerwowana spytałam
Lo: Bardzo.- odparł z uśmiechem satysfakcji
Wszyscy byli już przygotowani do wyjścia. Założyłam vansy i narzuciłam na siebie workowatą, czarną przeciw deszczówkę. Gdy wszyscy wyszli z mieszkania, zamknęłam je na klucz.
 Ich dom był niesamowicie piękny i wielki. Na pewno można się w nim łatwo zgubić. Ale jakoś nie zawracałam sobie tym głowy. Moją uwagę cały czas przykuwał Louis. Czasami też on się mi przyglądał.  Po całym dniu oglądania filmów i jedzenia tuczących rzeczy, wróciłam do domu.
Zadzwonił do mnie telefon.
J: Lou?
Lo: Tak, to ja. Może chciałabyś gdzieś wyjść? Do kina, albo restauracji…
J: Z wielką przyjemnością, ale nie wiem czy wiesz, ale jest już 10 pm…
Lo: Nie szkodzi, pójdziemy na spacer… Jeśli chcesz…
J: Skoro tak, to z przyjemnością.
Wzięłam się za siebie. Rozpuściłam włosy i założyłam najlepsze ubrania. Pomalowałam się delikatnie i zrobiłam sobie kawę. Nie czekałam długo, a w jak zwykle, otwartych drzwiach mieszkania pojawił się elegancko ubrany Lou.
Lo: Idziemy?
J: Tak.- uśmiechnęłam się
Przeszliśmy kawałek i usiedliśmy na ławce. Rozmawialiśmy o swoim życiu, poglądach i przemyśleniach. Niespodziewanie Louis mnie pocałował. Z początku byłam zaskoczona, ale już chwilę później oddałam pocałunek.
Lo: Przepraszam…
J: Za co?
Lo: Pewnie masz chłopaka.
J: Zanim was poznałam nie miałam przyjaciół.
Lo: To… Zgodzisz się zostać moją dziewczyną?
J: Oczywiście, jeśli ci to nie sprawi kłopotu.
Wracaliśmy cały czas trzymając się za ręce.
J: Przed twoimi przyjaciółmi ujawnijmy się dopiero jutro.
Lo: Dlaczego?
J: Po Perrie i Danielle stawiały, że już dziś będziemy parą.
Chłopak uroczo się zaśmiał.
Lo: Ok.
Po powrocie do mieszkania byłam tak szczęśliwa, że skakałam ze szczęścia. Wzięłam długą relaksującą kąpiel. Następnie, po dniu pełnym emocji, zasnęłam.
_____________________________________________________________________________________________
Nie za bardzo podoba mi się ten imagin, ale chuj. Ważne, że jest.  Za to, że nie dodałam linków przepraszam, ale mi się laptop spierdolił...To tam, Wesołych Świąt! Takie trochę spóźnione, wiem... Nieważne. Jest tu ponad 500 wyświetleń, z czego się bardzo jaram, ale ja nadal czuję niedosyt oczywiście i jeszcze raz proszę o komentarze. Dzisiaj jeszcze Martyna powinna dodać imagina +18  A i jeszcze z okazji świąt życzę trwania w byciu DIRECTIONER, wydaje mi się, że już to pisałam. Dobra, nie zanudzam i spadam już.

1 komentarz: